Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iwona Bartoszcze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iwona Bartoszcze. Pokaż wszystkie posty

16 sierpnia 2011

Z Lhasy do Auschwitz, czyli mało znany epizod z historii Tybetu

W czerwcu 1945 r. w obozie koncentracyjnym Auschwitz zagazowanych zostało osiemdziesięciu wyselekcjonowanych przez Brunona Bergera więźniów. Ich głowy miały ostatecznie dowieść aryjskość ludów centralnej Azji.

Historia rozpoczyna się w 1938 r., kiedy to Reischführer SS Heinrich Himmler wysłał do Tybetu ekspedycję naukową pod wodzą Ernsta Schäfera – oficera SS, a jednocześnie zoologa, himalaisty i poszukiwacza przygód – z misją odnalezienie mieszkających w Himalajach potomków białych praprzodków rasy aryjskiej. W skład ekspedycji oprócz Schäfera weszli: Bruno Berger – antropolog, Karl Wienert – geograf, Edmund Geer - alpinista i Ernst Krause – kamerzysta. Wszystkich uczestników łączyła przynależność do struktur SS. Szczególna rola przypadła Bergerowi – miał on podczas tej ekspedycji udowodnić, że Tybetańczycy, zwłaszcza szlachetnie urodzeni, są potomkami Aryjczyków.

Sama podróż miała dość napięty przebieg, głównie ze względu na konflikt polityczny z próbującymi przejęcia kontroli nad Tybetem Brytyjczykami, którzy starali się opanować niepewne nastroje panujące po śmierci „Wielkiego” XIII Dalajlamy. Ich głównym celem było niedopuszczenie do podporządkowania Tybetu komukolwiek, kto byłby w stanie zagrozić angielskiej Perle w Koronie. Schäfer z kolei próbował wykorzystać niepewną sytuację na Dachu Świata na korzyść Niemiec - skłócić zarządców prowincji z Wielką Brytanią i doprowadzić do powstania w Tybecie Protektoratu Rzeszy.

Bundesarchiv_Bild_135-KA-11-008
http://www.flickr.com/photos/turtle5001tw/5725952062/
Ekspedycja wyruszyła z Dardżylingu. Dwudziestego drugiego grudnia  1938 r. pięciu zarośniętych mężczyzn, jadąc na małych tybetańskich konikach dotarło na przełącz Natu La, przed nimi rozpościerała się droga do Gyantse.  Początkowo badania w Tybecie nie szły najlepiej zwłaszcza po tym, jak podczas odlewania maski z gipsu model niemal się udusił. Nie lepiej poszło Bergerowi z piękną tybetańską kobietą, którą próbował zmierzyć przy pomocy cyrkli; badanie sprawiało kobiecie ból i w efekcie miedzy uczonym a Tybetanką doszło do przepychanki.  Również sam wjazd do Lhasy nie okazał się sukcesem, jakiego spodziewał się Schäfer – nie czekał na nich komitet powitalny, jedynie jeden urzędnik niższego stopnia. Schäfer był pewien że zostaną zakwaterowani we wspaniałych arystokratycznych rezydencjach, tymczasem zaprowadzono ich do Tredelinki – ponurej i ciasnej rezydencji rządowej.

Pomimo upokorzenia u bram Lhasy Schäfer wiele czasu spędził na kurowaniu swojego sponiewieranego ego. Wjazd do miasta nakręcono ponownie, tak by wyglądał na tryumf. Od Himmlera otrzymał list z gratulacjami – w końcu odnieśli sukces – byli pierwszą niemiecką ekspedycją, która wjechała do świętego miasta – pokonali samego Svena Hedina. Ekspedycja nie dostała jednak zgody na prowadzenie badań. Niemcy spędzali czas zwiedzając miasto, Krause filmował co się da. Zwiedzanie i filmowanie nie na długo zajęło Schäfera. Stopniowo członkowie wyprawy zaczęli się  zaprzyjaźniać z Tybetańczykami. Wielu przyjaciół przysporzyła im także prowadzona przez Bergera praktyka lekarska. Ta taktyka okazała się skuteczna, zyskali wielu możnych i bogatych przyjaciół, a koniec końców, ku wielkiemu rozgoryczeniu Anglików otrzymali zaproszenie na audiencję do Retinga Rimpocze. Retinga bardzo zaabsorbował problem rasy panów. Szczególnie zafascynował go wysoki, jasnowłosy Berger. Pod koniec audiencji Rimpocze zaproponował mu nawet by został w Lhasie jako jego osobisty ochroniarz. W zamian chciał wysłać do Lhasy mnicha, by nawracał Niemców na buddyzm.

Tsarong Dasa
Najbardziej wpływowym przyjacielem okazał się Tsarong Dasa. Tsarong uzyskał to, co wydawało się niemożliwe – przedłużenie pobytu w Lhasie i zgodę na prowadzenie badań. Dało im to sposobność do sfilmowania obchodów Nowego Roku (tyb. Losar) i Święta Wielkiej Modlitwy (tyb. Monlam Czenmo). Zwłaszcza to ostatnie wywarło na nich niezatarte wrażenie. Na czas Święta Wielkiej Modlitwy władza nad Lhasą oddawana była w ręce duchownych z 3 wielkich klasztorów Gelugpy. Do miasta napływała nieprzeprana fala mnichów; rozpoczynały się dni chaosu, przemocy i terroru. Mnisi dopuszczali się grabieży, a nawet tortur. Co zapobiegliwsi arystokraci ukrywali drogocenne przedmioty i umykali z miasta przed pazernymi mnichami. Filmująca święto ekipa niemiecka obrzucona została kamieniami i jedynie dzięki tybetańskim ochroniarzom zdołała umknąć rozwścieczonej mnisiej tłuszczy. Kilka dni później Kaszag przysłał Schäferowi oficjalne przeprosiny. Wkrótce po ulicznej bitwie Schäfer odbył kolejną wizytę u Retinga, podczas której dwóch mnichów zmuszono do oficjalnego przeproszenia Niemców za wydarzenia w czasie Monlam Czenmo. Podczas audiencji Regent poprosił Schäfera by ten zorganizował dostawę broni do Khamu, miała być ona użyta w toczonych tam ciężkich walkach z Chińczykami. Ku zdziwieniu innych członków ekipy Schäfer odmówił. Zaproponował w zamian Retingowi wizytę w Niemczech, ale Kaszag bezceremonialnie zaprotestował. Jednak Schäfer rzadko się poddawał – zaproponował napisanie listu do Hitlera. Reting się zgodził, jednak ku rozdrażnieniu uczonego zrobił to raczej grubiańsko. Również prezenty dla Hitlera były rozczarowujące – filiżanka do herbaty i pies rasy Lhasa apso. Nie były to dary godne wodza Trzeciej Rzeszy.

Zdjęcie z westernshugdensociety.org
Film Krausego o Nowym Roku i Świecie Wielkiej Modlitwy dostarczył Niemcom niezwykle cennego materiału, który mogli zaprezentować Himmlerowi. Równocześnie Berger zebrał imponującą kolekcję  eksponatów etnograficznych, w tym kopię Kangyuru. Nadszedł czas by wracać do ojczyzny.
Około 15 marca Schäfer został wezwany na pożegnalną audiencję do Retinga. Regent dostrzegł niestosowność swojego wcześniejszego zachowania i wręczył mu nowy list i nowe prezenty dla Führera – złotą monetę, szatę lamy i mastiffa zamiast apso.  W czasie gdy członkowie ekspedycji przygotowywali się do opuszczenia Lhasy, w sytuacja w Europie zmieniła się dramatycznie – Hitler najechał Czechosłowację. W Tybecie Ernst Schäfer i jego koledzy z SS stanęli w obliczu kryzysu…

Uczonym udało się dotrzeć do Kalkuty, via Shigatse i Gangtok, skąd hydroplanem odlecieli do Bagdadu, a potem do Wiednia. Stamtąd samolot zabrał ich do Monachium, gdzie powitał ich sam Himmler. Był sierpień 1939 r. Ekspedycja Tybetańska była wielkim sukcesem. W Schloss Mittersill utworzony został Instytut Badań Azji Centralnej im. Svena Hedina, na czele którego stanął Schäfer. W 1942 r. Niemcy parli w stronę Kaukazu, co pozwoliło Schäferowi zaplanować nową wyprawę do Azji. Projekt Kaukaz zaczynał przybierać coraz ambitniejsze kształty – zaproszono do niej 20 uczonych z najróżniejszych dziedzin. Rojenia Schäfera przerwała klęska pod Stalingradem. Himmler wydał rozkaz kontynuowania badań na dostępnym materiale badawczym. Bruno Berger wyruszył do Auschwitz…

Film nakręcony przez ekspedycję Schäfera (wersja oryginalna)
 http://www.youtube.com/watch?v=Vmh4GLddGG8

Na podstawie C. Hale, Krucjata alpinistów. Naziści w Himalajach

4 maja 2011

Pieśni miłosne napisane czarnym atramentem

Jedną z najbardziej kontrowersyjnych i najbarwniejszych postaci w panteonie dalajlamów był Tsangyang Gyatso – Dalajlama VI. Przypisuje mu się autorstwo ponad 60 wierszy i pieśni miłosnych, adresowanych głownie do kobiet, od dam dworu, po dziewki z szynków oraz piosenek, które do dzisiaj śpiewane są przez Tybetańczyków. Uznawany jest także za najsławniejszego kochanka Tybetu, który porzucił śluby klasztorne i oddał się swojej pasji do kobiet i wina.

W 1682 r., na łożu śmierci Wielki V Dalajlama rozkazuje premierowi by ukrył fakt jego odejścia do czasu zakończenia budowy pałacu Potala. Z Lhasy w wielkiej tajemnicy wyruszają grupy poszukiwawcze. Do uszu jednej z nich dotarły intrygujące wieści o chłopcu z niewielkiej wioski Cona na południu Tybetu (obecnie Indie, stan Arunachal Pradesh) - w jednym z domów urodził się chłopiec, a w dniu jego porodu w okolicy miało miejsce trzęsienie ziemi, nad jego domem widniała tęcza, a pierwsze słowa wypowiedziane przez malca brzmiały:
Nie jestem małym dzieckiem. Przyleciałem do Cony z Potali. Jeśli pojedziemy do Potali, wszystko tam będzie należeć do mnie.

Chłopiec pomyślnie przeszedł wszystkie próby i w tajemnicy przewieziony został do pobliskiego klasztoru Shawug. Spędził tam kolejne 12 lat. W październiku 1697 r., Tsangyang Gyatso zamieszkał w Potali i zaczął prowadzić takie samo życie, jak jego poprzednicy, przeplatając naukę religii z wdrażaniem się w sprawy państwowe. Bardzo szybko przestał się interesować i jednym i drugim. Zachowywał się jak typowy nastolatek – nie robił tego co mu kazano, nie uczestniczył w ceremoniach, w których powinien uczestniczyć, nie zdał większości egzaminów. Nie pomagały liczne napomnienia Panczenlamy. Nad obowiązki państwowe młodzieniec przedkładał, spacery z przyjaciółmi i ćwiczenie się w łucznictwie. Rozkazał rozbudować Norbulingkę, polecił również wznieść w ogrodach Potali pawilon, który z czasem stał się dlań miejscem schadzek. Gardził przepychem i wystawnym życiem, odprawił służących i sam przygotowywał herbatę, którą potem częstował przybyłych na audiencję. Nade wszystko przedkładał jednak twórczość artystyczną. Zmodyfikował elementy tańca obrzędowego cham, ale do historii przeszedł jako poeta równy żyjącemu sześć wieków wcześniej Milarepie. Wszelako w odróżnieniu od wielkiego jogina, był on pierwszym w Tybecie twórcą poezji miłosnej.

Nad wzgórzami wolno wschodzi
Uśmiechnięta twarz księżyca.
W mym umyśle się pojawia
Uśmiechnięta twarz mej miłej.


Ta, którą kocha moje serce,
mieszka teraz  w dolinie Chungjal (?).


Kukułka przybywa z krainy Mon;
wraz z nią deszcz dla wyschłej ziemi.
Spotkałem moją ukochaną
wolno pogrążam się w szczęściu.


Kochana mego dzieciństwa
Jest chyba z wilczej rasy.
Po tylu wspólnych nocach,
Jak wilki - ucieka w góry.


Więź uczuciowa, której los stanął na przeszkodzie zainspirowała najpiękniejsze wiersze.

Powiedziałem: - Żal mi się żegnać z tobą.
Odpowiedziała: - Nie bądź smutny mój miły,
Każde rozstanie jest zapowiedzią
Nowego spotkania.



Kochanek jeziora, łabędź
Pragnął z nim jeszcze pozostać;
Lód pokrył wody
I łabędź bez żalu
Odleciał. 



Deszcz rozmyje
Pieśni miłosne
Napisane czarnym atramentem;
Tymczasem miłość w sercu,
Bez śladu pisma,
Pozostanie wyryta na zawsze.



W ustnej tradycji tybetańskiej zachowała się legenda o niespełnionej miłości Dalajlamy i dziewczyny z Krainy Mon. Lud, który zachował szacunek dla Tsangyanga Gyatso uważa, że gdyby poślubił on tą dziewczynę, stałby się poprzez synów dziedzicem instytucji dalajlamów i Tybet byłby niezwyciężony.

Tsangyang Gyatso posunął się jednak za daleko, w zamian za zawiedzioną miłość wybrał rozwiązłość.


Zapach dziewczęcego ciała
Miłej mej, królowej szlaku
Kryształ górski bez wartości
Znaleziony, wyrzucony.


Kochana czeka mnie w łóżku,
Poddaje swe słodkie ciało.
Czy przyszła mnie oszukać
I okraść mnie z moich zasług?


Prawdziwy kryzys nastąpił gdy młodzieniec osiągnąwszy wiek lat 19, odmówił przyjęcia święceń. Powrót do stanu świeckiego wydawał mu się uczciwszy, niż wywołujące niesmak dwulicowe pozory.

Różowe chmury
Ukrywają niebo i grad.
Mnich w połowie
To wróg ukryty dharmy.



Pieczęć, którą stawia się w rejestrach,
Nie może powiedzieć ani słowa dla poświadczenia.
Więcej jest warte postawić na swoim ślubowaniu
Pieczęć prawdy i uczciwości. 


Porzuciwszy religię, Tsangyang wiódł życie playboya. Przebrany w świeckie stroje przybierał imię Norsang Wangpo, nocami upijał się i odwiedzał domy publiczne. Wg. opisów nosił niebieskie szaty i długie włosy. W ciągu dnia wraz z przyjaciółmi doskonalił się w sztuce łuczniczej za pałacem Potala, a wieczorami odwiedzał Lhasę i pobliską wioskę Shol, pijąc i śpiewając miłosne pieśni w gospodach. Ściany gospód zazwyczaj były białe, z czasem zaczęto malować je na żółto, co zgodnie z wierzeniami ludowymi miało oznaczać miejsca w których Tsangyang zwykł był spotykać się z kochankami.


Dużo może powiedzieć o mnie
Zgorszony moim postępowaniem!
Trzy lekkie kroki
Zawiodły mnie do gospody mej kochanki.

W moim pałacu siedzibie Nieba na Ziemi,
Nazywają mnie Rigzin Tsangyang Gyatso,
Wcielony Czenresig.
Lecz u podnóża mojego pałacu,
W malej wiosce Shol,
Zwą mnie Chelpo Dangzang Wangpo, rozpustnik,
Ponieważ liczne mam kochanki.


Kontrowersyjny styl życia zaczął mu jednak z czasem przysparzać coraz większej liczby wrogów. Ministrowie rządu zasugerowali Regentowi zorganizowanie zamachu na życie najbliższego przyjaciela Dalajlamy, którego uważano za organizatora rozpustnych zabaw. Zamach nie powiódł się, ale pod naciskiem opinii publicznej przeprowadzono śledztwo w tej sprawie i jeden z ministrów został skazany. Od tej chwili koegzystencja stała się niemożliwa.

Już i tak napiętą sytuację postanowił wykorzystać nominalny suweren Tybetu, chan Choszutów - Lashang-chan; zaczął rozpowszechniać plotki iż Tsangyang Gyatso nie jest inkarnacją Wielkiego Piątego, lecz synem premiera. Informacje te dotarły także do cesarza Kangxi. Młody Dalajlama został wezwany na dwór w Pekinie, gdzie wyruszył w eskorcie mongolskich żołnierzy. Doszło do rozruchów, gdyż lud był zdecydowany bronić swego przywódcy. Źródła tybetańskie podają, że Tsangyang Gyatso złożył żegnającym go duchownym trzy obietnice: że nie pozwoli, by go skrzywdzono, że nie opuści swojego ludu, a także, że wróci do kraju. Gdy w towarzystwie mongolskich żołnierzy opuszczał Lhasę, miał zapowiedzieć swoje następne wcielenie śpiewając:


Ptaku! Biały żurawiu!
Użycz mi swych skrzydeł! Nie polecę daleko
Jeno do Litangu i z powrotem.




"Nie polecę daleko. Jeno do Litangu i z powrotem."
Litang, dom w którym urodził się Dalajlama VII

Kiedy konwój dotarł w pobliże jeziora Kukunor, Tsangyang Gyatso zniknął. Są różne hipotezy związane z jego śmiercią - wg jednej z nich przyczyną śmierci była puchlina wodna, wg innej został zamordowany przez eskortujących go żołnierzy. Tybetańczycy wierzą, że śmierć Dalajlamy VI była mistyfikacją - miał on umrzeć 40 lat później, a czas od wydostania się z obozu nad jeziorem do zgonu miał poświęcić na podróże, podczas których nauczał i czynił liczne cuda. Rozpowszechniona jest także legenda o jego nieśmiertelności.

Dalajlama VI zginął w niewyjaśnionych okolicznościach, w wieku 24 lat. Był jedynym świeckim dalajlamą, a także jedynym, który nie ma swego grobowca. Istnieją dwa symboliczne miejsca jego pochówku - jedno w klasztorze Drepung, a drugie w Ałszanie (Mongolia Wewnętrzna).





Przekład wierszy Stanisław Godziński, Włodzimierz Fenrych

23 lutego 2011

Tybet od kuchni, tsampa

Każdy turysta podróżujący po Tybecie, wcześniej czy później będzie zmuszony skosztować lokalnych przysmaków. Podstawowym pokarmem Tybetańczyków, jak Tybet długi i szeroki, jest odpowiednio przygotowana prażona mąka jęczmienna, czyli TSAMPA.
***

Zalety tsampy

Posiłki bazujące na mące jęczmiennej znane są już od neolitu; Grecy i Rzymianie uważali ją za pokarm pożywny, dający siłę i lekki w transporcie.

Tsampa jest świetnym jedzeniem w podróży, ponieważ nie wymaga gotowania, wystarczy ją zalać wodą, a przy tym jest bardzo pożywna. Mąka jęczmienna znana i lubiana jest także w Wielkiej Brytanii - Lemon Barley Water (napój cytrynowo jęczmienny) do niedawna był oficjalnym napojem pitym przez tenisistów podczas Wimbledonu.

Zachwyt starożytnych Greków i Rzymian, a także Tybetańczyków podzielił ostatnio amerykański Urząd ds. Żywności i Leków (FDA) - w 2006 r. wydal on oświadczenie, że "dowody naukowe wskazują, że włączenie do zdrowej diety jęczmienia może zmniejszyć ryzyko wystąpienia choroby niedokrwiennej serca przez obniżenie złego cholesterolu (niskiej gęstości lipo-protein) i stężenia cholesterolu całkowitego”.

The New York Times (środa, 28 czerwca 2006) dodał, że "zalety jęczmienia potwierdzają istotne dowody naukowe”. "Dieta zawierająca jęczmień zmniejsza ryzyko zachorowania na raka żołądka i jelit, cukrzycę typu 2 i choroby krążenia". Prozdrowotne zalety jęczmienia znane są także Japończykom i Koreańczykom - w obu krajach pija się herbatę z prażonego jęczmienia.

Sztuka przygotowywania i spożywania tsampy

Wiemy już, że tsampa jest zdrowa. Jak ją zjeść, żeby uniknąć losu chińskich żołnierzy, którzy przybywszy do Tybetu, krztusili się tsampą, narażając się na złośliwe komentarze Tybetańczyków?

Peter Fleming opisuje podstawowy sposób jej przygotowywania: wypełnij płytką miskę herbatą, dodaj masło i pozwól mu się rozpuścić (masło jest zazwyczaj zjełczałe i daje serowy posmak), następnie dodaj garść tsampy. Najpierw mąka pływa na powierzchni herbaty, ale z czasem zostaje przez nią pochłonięta. Mieszasz ją palcami na pastę, a następnie ugniatasz ciasto, aż nie będzie przywierało do miski. Śniadanie jest gotowe.
Najważniejsze jest mieszanie. Musisz to robić powoli i delikatnie, tak jakbyś łączył rozpuszczoną czekoladę z pianą z białek, przygotowując mus czekoladowy. W odniesieniu do przygotowywania tsampy, Tybetańczycy nie używają słowa "ugniatać" (zi), raczej użyją słowa "yoe", które oznacza delikatne mieszanie. Mieszając w ten sposób uzyskuje się ciasto, które nie jest twarde i kleiste, ale miękkie i plastyczne. Na tym etapie ciasta nie nazywa się już tsampą, lecz “paag”. Następnie paag dzieli się na małe kawałki, lub lepi z niego kulki. Takie małe kęsy noszą nazwę daga.

Innym sposobem jedzenia tsampy jest jedzenie jej “na sucho”, co po tybetańsku nazywa się tsang-gam. Łyżką nabieramy mąkę i wkładamy do ust. Jeszcze innym sposobem jest wylizywanie suchej tsampy z miski. Kiedy ma się wprawę w przygotowaniu tsampy, wydaje się to bardzo łatwe ale samodzielny trening nie jest wskazany. Sztuka polega na tym, żeby oddychając podczas tsang-gam (przygotowywania tsampy) nie wciągnąć mąki do płuc, w przeciwnym razie grozi nam atak kaszlu albo nawet zadławienie. Śmierć od tsampy - nieprawdopodobne rzeczy dzieją się w Tybecie... ;-)

Tybetańscy chłopi, zwłaszcza w regionie Tsang dodają garść tsampy do miski piwa jęczmiennego (chang) i jedzą to palcami, co po tybetańsku nosi nazwę kyo-mak da.

Na śniadanie tsampę spożywa się zazwyczaj, jako cham-dur lub jak to widnieje w menu restauracji tybetańskich - “owsianka z tsampy” . Dzieci uwielbiają to danie. O to sposób wykonania: kawałek masła umieszczamy w misce, dodajemy tartego sera, i trochę cukru (najlepiej brązowego), dodajemy gorącej herbaty lub mleka, czekamy aż masło się stopi i mieszamy - całość powinna mieć konsystencję naszej owsianki. Jemy z apetytem.

Dzieci w Tybecie lubią jeść również “popcorn” z ziarna jęczmienia (ney). Potrawa ta nazywana jest yod. Prażony jęczmień jest mielony w młynach zwanych chu-thag gdzie zamienia się w tsampę.

Wysokiej jakości tsampa uzyskiwana jest z najlepszego ziarna, które preparuje się w specjalny sposób, dzięki czemu jest ona nie tylko smaczna ale i pięknie pachnie. Najlepszą tsampę wystarczy połączyć z wodą i jeść bez żadnych dodatków. Ten sposób jedzenia nazywany jest chu-paag.

Na kolację można zrobić pyszną zupę, lub bulion o nazwie tsam-tug, składającą się z tsampy, mięsa i warzyw.

W starożytnym Tybecie tsampę serwowano na przyjęciach w dużych, przypominających ciastka blokach zwanych masen, towarzyszyły jej zazwyczaj kawałki gotowanej baraniny i rzodkiew. Tego typu przyjęcia nosiły nazwę sozi masen.

Za panowania dynastii Tang, Tybetańczycy kciukiem wyciskali otwór w bloku tsampy i używali jej jako łyżki do nabierania gulaszu lub duszonych warzyw.

Akcesoria

Do mieszania i jedzenia tsampy używa się zazwyczaj dużych drewnianych misek lub gog-phor. Miski te mają dopasowaną pokrywę, którą w razie potrzeby można zdjąć i nałożyć do niej inne potrawy - gulasz, zupę, czy warzywa.


Do tsampy można używać także misek do herbaty lub piwa zwanych jha-phor. Są one  mniejsze i płytsze niż miski do tsampy; wewnątrz czasami pokryte są srebrem.


Zestaw drewnianych misek może zawierać także małe miski (z pokrywką) do przechowywania gorącego sosu. Można je przechowywać we wnętrzu dużych pojemników gog-phor. Miski te wykonuje się w południowym Tybecie i w Mon Tawang. Niektóre z nich produkowane są w Bhutanie, przez wykwalifikowanych tokarzy. Uważa się, że niektóre z nich mogą wykrywać trucizny.

Ważnym elementem posiłków opartych o tsampę są sol-ray lub chusteczki. Rozmiarem przypominają one nasze serwetki, czasami są od nich większe. Ważne jest, aby podczas przygotowania tsampy mieć je na kolanach, bo bez względu na to, jakie mamy doświadczenie w przyrządzaniu tej potrawy zawsze nam się trochę rozleje. W czasie podróży w serwetkę zawija się miskę, lub inne akcesoria. Można je także użyć do zawijania kawałków tsampy lub mięsa. W Bhutanie, podobnie jak w Tybecie zupę podaje się w misce, ale tradycyjne danie z ryżu podawane jest na dużej serwetce, nazywanej tho-ray, którą każdy nosi ze sobą.

Jeśli nie posiedliście umiejętności mieszania tsampy w misce, możecie użyć torby do mieszania. W Tybecie jest to worek zazwyczaj z cienkiej skóry od góry ściągany rzemieniem (oto). Nazywa się on thang-khug. Można też użyć woreczka strunowego.


Istnieje też większa torba na tsampę z skóry i materiału, która nazywa się tsam-khug i używana jest głównie do przechowywania i czasami do podawania tsampy, nie zaś do jej mieszania. Niektóre skórzane tsam-khugi zdobione są brokatem. Łyżka którą nabiera się tsampę z worka nosi nazwę thetsam-thur.

Do przechowywania i podawania tsampy na stół służy specjalny drewniany pojemnik z pokrywką tsam-phor. Pojemniki te są często malowane we wzory na zewnątrz i lakierowane na czerwono na środku.


Niektóre z nich są nawet zdobione turkusami, koralami i kamieniami pół-szlachetnymi. W dawnych czasach wysocy lamowie, bogaci kupcy lub ważni urzędnicy mogli poszczycić się takimi wyjątkowymi tsam-phorami na swoich stołach. Niekiedy tsam-phory miały małe miseczki na pokrywce, trzymano w nich thue, mieszankę sproszkowanego sera, masła i brązowego cukru (bhurom) używanych jako dodatek smakowy do tsampy.



Słownictwo związane z tsampą

Tsampę spożywa się również w Turkiestanie, gdzie jest on nazywana "talkhan". W Biharze i niektórych częściach północnych Indii wytwarza się coś w rodzaju tsampy (czasami zmieszane z mielonym grochem) - "satthu". W niektórych częściach północnych Chin, gdzie jada się tsampę nosi ona nazwę "tso-mien". We wszystkich chińskich komunistycznych publikacjach, nawet tych, w języku angielskim, jęczmień określa się słowem tsampa (pinyin: qingke), a nie rodzimą nazwą "ney" lub "dru".

Kiedy mówi się o tsampie z szacunkiem nazywa się ją su-shib. Oczywiście Dalajlama ma bardzo szczególny rodzaj tsampy, przygotowywany specjalnie dla niego, nazywany jamin. Z drugiej strony gorsza tsampa zjadana przez biedniejszych ludzi nazywana jest kamsob lub tsam-sog. Mieszana jest ona czasami z mąką grochową (ten-tsam, ten-shi), która jest tańsza, choć sama w sobie bardzo aromatyczna.

Ponieważ tsampa odgrywa tak ważną rolę w życiu Tybetańczyków, nie powinno dziwić istnienie związanych z nią urzędników zwanych "tsam-shipa" i "tsam-nyer", odpowiedzialnych za zaopatrzenie, przechowywania i dystrybucję tsampy. Specjalne ministerstwo zwane "laykhung tsam-sher" zebrało płody rolne i rozdzielało je pomiędzy klasztory i wojsko. Żołd dla żołnierzy w dawnym Tybecie był w dużej mierze wypłacany w tsampie. Taką formę płatności nazywano tsam-phog, transakcje gotówkowe nosiły nazwę sha-phog czyli "płacenie mięsem”.

Tsampa ma zastosowanie w rytuałach religijnych lepione są z niej ofiary dla bóstw - tsokand torma. Podczas ceremonii sangsol rzuca się w powietrze garści tsampy (tsam-tor). Tsampa jest także palona, a dym jest oferowany nie tylko bóstwom, ale w akcie miłosierdzia także i głodnym duchom - yidags. Ponieważ istoty te, zamieszkujące jedno z buddyjskich piekieł, żywią się zapachem, palenie tsampy (soor lub tsam-soor) jest jedynym sposobem ich nakarmienia.

Tsampa pojawia się w wielu tybetańskich wyrażeniach i przysłowiach:
Tsamkhu tongpa dap pa. Bić pustą torbę na tsampę - zrobić coś z niczego.

Tsampa sholpa. Posypać lub rzucić tsampę - schlebiać komuś.

Tsampa gam lingbu tang. Jeść suchą tsampę grając równocześnie na flecie. Robić dwie sprzeczne ze sobą rzeczy - konflikt interesów.

Ngu-khug tsam-khuk la bhechoe tang. Używać portfela do przechowywania tsampy - roztrwonić majątek. Charles Bell tłumaczy to tak: “dobry ojciec ma worek pełen pieniędzy, zły syn używa worka do przechowywania mąki”.

Tsampa rang ge zay, thang-khuk mi la yok. Jesz tsampę, ale worek z nią zakładasz na cudze plecy” - czerpać profity z sytuacji, której konsekwencje ponoszą inni.

Tsampa khyekyag bhutog ki chay. Soda kuchenna pomaga tsampie (obie mogą być rozwiane przez wiatr) - jedna małoznacząca osoba nie może wspierać drugiej.

Tsampa-drima kha. Pachnący tsampą - oznacza coś prawdziwie tybetańskiego.

Słowo tsam-zen to skrót od tsampa-zangen, czyli zjadacze tsampy. Podczas pierwszych demonstracji w 1987 r. w Lhasie, Tybetańczycy zachęcali rodaków do wzięcia udziału w protestach wznosząc okrzyki: “Tsampa zangen tso ma dhon-sho!” - Zjadacze tsampy, wyjdźcie! Określenie to używane było jeszcze wielokrotnie, głownie w kontekście politycznym.

Tybetańczycy, mogą różnić się strojem, mówić niezrozumiałymi dla siebie wzajemnie dialektami, ale to, co ich łączy, to jedzenie tsampy.

***

Opracowane na podstawie: IN DEFENCE OF TIBETAN COOKING (PART I)

9 sierpnia 2010

Dusza nomady

Na przełomie lipca i sierpnia, gdy łąki aż po horyzont pokryte są tęczowym dywanem czerwonych, niebieskich i żółtych kwiatów, jak Tybet długi i szeroki odbywają się festiwale jeździeckie. Niektóre z nich są bardziej znane, jak np. w Jyekundo, Litangu, Nagchu czy Gyantse i przyciągają dziesiątki tysięcy widzów, inne mają charakter lokalny. Ludzie zbierają się by przed nadchodzącą długą zimą celebrować tradycyjne obrzędy. Festiwale są połączeniem licznych pikników, trwającego tydzień przyjęcia, grupowych tańców, obrzędów religijnych i nieformalnej parady piękności z ekscytującym konkursem jeździeckim podczas którego ubrani w odświętne stroje mężczyźni prezentują swoje fantastyczne umiejętności - m.in. strzelanie z łuku z grzbietu pędzącego konia czy też zbieranie rozłożonych na ziemi khataków*.Podczas tej ostatniej ewolucji, głowa jeźdźca znajduje się na wysokości kopyt konia. Ze swych umiejętności jeździeckich znani są zwłaszcza mieszkańcy regionu Amdo (prowincja Qinghai). Do innych atrakcji festiwalu należą wyścigi na grzbietach jaków - na krótkich dystansach zwierzęta te potrafią być bardzo szybkie, konkursy w przeciąganiu liny, pokazy tańców oraz niekończące się uczty i pikniki. W 2007 r. w Jyekundo (chiń. Yushu) odbył się Festiwal Sztuki Khampów (chin. 康巴玉树节 Kangba Yushu Jie), podczas którego zmagania uczestników obserwowało ponad 50 tys. widzów. Tego typu wielkie festiwale odbywają się w poszczególnych miejscowościach raz na 4 lata. 
W 2008 r. zakazano urządzania festiwali. Chińskie władze obawiały się wybuchu niepokojów przed Olimpiadą wśród wojowniczo nastawionych nomadów. Z resztą do protestów dochodzi nader często. Jeden z najbardziej znanych więźniów politycznych Tybetu - nomada z Kham - Rungye Adak, został aresztowany, wraz z kilkoma członkami swojej rodziny) w 2007 r. za "podburzanie do działań wywrotowych przeciwko władzy państwowej" podczas festiwalu w Litangu. Adak wszedł na scenę ustawioną na użytek chińskich władz, w celu upamiętnienia 80-tej rocznicy założenia Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej i ofiarował khatak – biały szal ceremonialny – naczelnemu lamie klasztoru Lithang. Następnie chwycił za mikrofon i zwrócił się do kilku tysięcy, obserwujących zmagania jeźdźców, Tybetańczyków: „Nie będziemy mieli wolności wyznania i szczęścia w Tybecie, jeśli nie możemy zaprosić Dalajlamy do domu” . Zanim został zatrzymany, zaapelował również o uwolnienie Panchenlamy i Tenzina Deleka Rinpocze**. Rok wcześniej w Jyekundo, Tybetańczycy protestowali przeciwko wprowadzonym przez władze nowym regulacjom dotyczącym reinkarnacji lamów oraz aresztowaniu kilku osób za posiadanie zdjęć Dalajlamy. 40-tysięczny tłum otoczony kordonami policji w milczeniu obserwował przemówienia oficjeli. Nikt nie klaskał. Całe wydarzenie, mimo wysiłków osób prowadzących występy sceniczne, przypominało bardziej pogrzeb a nie radosne święto. Tłum ignorował oficjeli.



W 2009 roku zezwolono na organizację festiwalu w Litangu, redukując jednak jego długość ze zwyczajowego tygodnia do 1 dnia.


Na koniec, kilka słów o koniach. Konie są silnie wpisane w historię i kulturę Tybetańczyków. Były hodowane zarówno przez ubogich nomadów, bogatych arystokratów, jak również przez dalajlamów. Wg legendy opowiadanej w Nagqu konie stanowią połączenie nieba i ziemi - są dziećmi zrodzonymi ze związku cudownego ptaka i małpy.

Najstarsze wzmianki o tybetańskich koniach pochodzą z III wieku p.n.e., kiedy to Chińczycy, za panowania pierwszego cesarza Qin Shi Huangdi (to ten, który rozpoczął budowę Wielkiego Muru i kazał wyposażyć swój grób w Xi'an w terakotowe figury wojowników) zaczęli handlować z Tybetańczykami, sprowadzając z Tybetu konie do obrony swoich granic przed Xiongnu - konfederacją koczowniczych plemion z Azji Środkowej. Konie te umożliwiały wojskom Qin Shi szybko przemieszczać się w rejony zagrożone atakiem. Cesarz wysłał złoto, srebro, jedwab, jadeit, porcelanę i zboże w zamian za wierzchowce, które w Chinach ochrzczone zostały nazwą koni Qin. Z powodu wciąż zwiększającej się wymiany handlowej koni, herbaty, jedwabiu i jadeitu w VII wieku starożytne transhimalajskie szlaki prowadzące z Yunnanu do Tybetu nazywane zostały 茶马 古道 Chama Gŭdaò (starożytnym szlakiem koni i herbaty - piktogram 茶 oznacza herbatę, 马 - konia, a 古道 - starożytny szlak).

Tybetańskie kuce wywodzą się od pierwotnej rasy koni mongolskich jednak niektóre odmiany, jak koń Nangchen, czy też koń Riwoche*** występowały na terenie Tybetu od czasów prehistorycznych. W 1995 r. francuska ekspedycja naukowa pod kierownictwem Michela Preissela prowadziła badania w regionie Pemba. Fatalne warunki pogodowe zmusiły naukowców do zmiany trasy - w dolinie Riwoche natrafili na nieznane jeszcze nauce, koniki. Niewielkich rozmiarów zwierzęta (ok. 120 cm wysokości) pasły się na łące w grupach po 4 - 5. Ze swoimi krótkimi grzywami, ciemnymi pasami na grzbiecie i nogach oraz płaską głową jako żywo przypominały prehistoryczne konie znane z wizerunków w jaskiniach. Konie Riwoche znane są ze swego narowistego charakteru. Khampowie od stuleci wykorzystują je pod siodło jak i jako zwierzęta juczne.

Kuce, mimo swoich niewielkich rozmiarów znane są z wytrzymałości i odporności. Konie odmiany Nanchen są świetnymi końmi wyścigowymi, używa się ich także do pracy podczas wypasu innych zwierząt. Izolacja na wysokogórskim płaskowyżu spowodowała, że Tybetańczycy wyhodowali konie, które były przydatne do ich koczowniczego trybu życia - drobnej budowy, z wielkimi klatkami piersiowymi i szyjami, silnymi nogami, szybkim i pewnym chodem konie mogły łatwo przenosić człowieka, jego broń i narzędzia na długich dystansach, na dużych wysokościach oraz w najbardziej ekstremalnych warunkach pogodowych. Na wysokości powyżej 4 tysięcy metrów, w surowym klimacie, gdzie śnieżyce występują nawet w lecie, konie były niezbędne do przeżycia podczas pokonywania wartkich rzek, głębokich wąwozów i skalnych ścieżek. 


Mimo że obecnie coraz więcej nomadów zamienia konie na motocykle, zwane po tybetańsku "czakta" (czyli... żelazny koń), konie są nadal duszą nomady. Dobry koń to wydatek rzędu 15.000 RMB, czyli nieco ponad 2.000$. Dla porównania, miniwan kosztuje około 20.000 RMB.


----------------



* khatak biały jedwabny szal
** Więcej o Tenzinie Deleku Rinpocze - tutaj
***nazwy wywodzą się od miejscowości, w okolicach których konie zostały odkryte

31 maja 2010

Tortury bez śladu

W listopadzie 2009 r. młody tybetański piosenkarz mongolskiego pochodzenia, Tashi Dhondrup wydał płytę pt.: "Tortury bez śladu". Album zawiera 13 piosenek wyrażających tęsknotę za przebywającym na wyginaniu Jego Świątobliwością Dalajlamą i nawiązujących do wydarzeń z marca 2008 r. Pięć tysięcy egzemplarzy płyty w błyskawicznym tempie rozeszło się wśród Tybetańczyków w regionie Amdo we wschodnim Tybecie, gdzie Tashi Dondrup jest uważany za lokalną gwiazdę. Władze chińskie natychmiast zabroniły dystrybucji albumu.

Tashi Dhondrup zyskał popularność piosenką „1958 – 2008”, w której porównuje dwa „najbardziej przerażające” okresy w historii Tybetu. Piosenka szybko rozeszła się wśród internautów; Tybetańczycy ściągali ją na swoje telefony komórkowe i rozsyłali znajomym (na swoim blogu opisywała to m. in. tybetańska pisarka, piosenkarka i działaczka na rzecz praw kobiet - Jamyang Kyi).


“1958 – 2008”
Hej!
Rok 1958
W którym czarny wróg wdarł się  do Tybetu
gdy uwiezieni zostali lamowie

To był przerażający czas
To był przerażający czas

Hej!
Rok 1958
gdy uwieziono tybetańskich bohaterów
gdy do więzień wtrącono niewinnych Tybetańczyków

To był przerażający czas
To był przerażający czas

Hej!
Rok 2008
gdy torturowano niewinnych Tybetańczyków
gdy ziemia zabrała wiele niewinnych istnień*

To był przerażający czas
To był przerażający czas
*W 2008 r. północne regiony prowincji Syczuan, w tym tybetańskie prefektury Aba i Ganzi,  nawiedziło trzęsienie ziemi (8,5 stopnia w skali Richtera) w wyniku którego zginęło ponad 69 tysięcy osób. Trzęsienie to uznane zostało jako jedno z najbardziej „zabójcze” w historii (21 miejsce pod względem ilości ofiar śmiertelnych).

Pełna lista utworów z tej płyty:
01.    Czekając z nadzieją
02.    Zachodnia kraina uczonych
03.    Tortury bez śladu
04.    Nie mogę spotkać
05.    Dlatego płaczę
06.    Ból tęsknoty
07.    Chodźmy!
08.    Los trudny do zniesienia
09.    Bez ucieczki
10.    Tybet ma dobrą karmę
11.    Bez żalu
12.    Pomyśl
13.    Smutne życie

Cztery utwory z płyty “Tortury bez śladu” wraz z tłumaczeniem zamieszczam poniżej.


Tortury bez śladu
Po pierwsze, smutna melodia dla mojego brata nie wróciła z daleka
Po drugie, przyszedł ból, że nie ma harmonii dla ludzi
Po trzecie, okupacja i barak wolności dla Tybetańczyków
To są tortury bez śladu

Po pierwsze, żal, że nasze dziedzictwo zostało oddane obcym
Po drugie, ból, że nie jesteśmy właścicielami naszych bogactw naturalnych
Po trzecie, sterylizacja, by zniszczyć naszą rasę
To są tortury bez śladu
To są tortury bez śladu

Po pierwsze, ból, że pozbawiono mnie miłości rodziców
Po drugie, nie słyszę wewnętrznego głosu mojego ludu
Po trzecie, smutek, że umniejsza się nasze góry
To są tortury bez śladu
Po trzecie, smutek, że umniejsza się nasze góry
To są tortury bez śladu


 Nie mogę spotkać
Kiedy myślę o tym, jestem nieszczęśliwy
Nie mogę spotkać Drogocennego Klejnotu*
Mimo że tego pragnę, pozbawiono mnie wolności
I gdy o tym myślę, jestem nieszczęśliwy

Kiedy myślę o tym, jestem nieszczęśliwy
Nie mogę rozwinąć flagi ze śnieżnym lwem
Mimo że tego pragnę, pozbawiono mnie wolności
I gdy o tym myślę, jestem nieszczęśliwy

Kiedy myślę o tym, jestem nieszczęśliwy
Nie mogę śpiewać pieśni o lojalności
Mimo że tego pragnę, pozbawiono mnie wolności
I gdy o tym myślę, jestem nieszczęśliwy

Mimo że tego pragnę, pozbawiono mnie wolności
I gdy o tym myślę, jestem nieszczęśliwy
*Drogocenny Klejnot – jedno z określeń Dalajlamy


Dlatego płaczę
Mój lama, współczujący
Musiał uciekać z Tybetu
Mój ból nie ma końca
A z moich oczu płyną łzy

Odważni patrioci męczennicy
Poświecili swe życia za Tybet
Myśląc o nich czuję ból w sercu
A z moich oczu płyną łzy

Tybetańczycy pozbawieni są wolności
I bici bez powodu
Myślenie o tym powoduje ból
A z moich oczu płyną łzy

Myślenie o tym powoduje ból
A z moich oczu płyną łzy


Bez żalu
Niektórzy mówią, że jestem zły
Niektórzy mówią, że jestem dobry
Mogę być dobry i mogę być zły
Ale jest we mnie cierpienie
Bo nie mogę spotkać mojego lamy
Opowiem o tym ludowi Tybetu,
Mimo że mogą mnie za to zabić
Nie żałuję

Niektórzy mówią, że jestem zły
Niektórzy mówią, że jestem dobry
Mogę być dobry i mogę być zły
O tybetańskich męczennikach
Będę śpiewał do końca mych dni
Mimo że mogą mnie za to zabić
Nie żałuję

Niektórzy mówią, że jestem zły
Niektórzy mówią, że jestem dobry
Mogę być dobry i mogę być zły
Śpiewam, że w Tybecie nie ma wolności
Będę śpiewał przez całe moje życie
Mimo że mogą mnie za to zabić
Nie żałuję

Nie żałuję


Artysta został aresztowany 3 grudnia 2009 r. w Xiningu (prow. Qinghai). Skazano go pod zarzutem prowadzenia „działalności separatystycznej” na rok i siedem miesięcy reedukacji przez pracę.