Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liu Xiaobo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liu Xiaobo. Pokaż wszystkie posty

15 grudnia 2010

Dalajlama, Liu Xiaobo i sposób, w jaki Pokojowa Nagroda Nobla zmienia świat


W kontekście dyskusji o tegorocznej Nagrodzie Nobla, opublikowaliśmy komentarz Lhadon Tethong, szefowej Tibet Action Institute, który okazał się na oficjalnym blogu Students for a Free Tibet.

10 grudnia na stronie ratujTybet.org opublikowaliśmy tłumaczenie przemówienia z uroczystości przyznania Nagrody Dalajlamie oraz przypominamy tekst przemówienia Dalajlamy na stronie www.dalajlama.info.pl).


Dwadzieścia jeden lat temu Jego Świątobliwość Dalajlama otrzymał Nagrodę Nobla. Miałam wtedy 13 lat i bardzo dobrze pamiętam wszechogarniający nastrój radości, świętowania i niedowierzania w moim domu - jak również nietypowo optymistyczny wyraz twarzy mojego ojca – gdy dostaliśmy wiadomość o decyzji Komitetu Noblowskiego. W tym czasie, większość ludzi nie słyszała w ogóle o Tybecie, nie mówiąc już o Dalajlamie. Było to w czasach, gdy hasło „Wolny Tybet” było ludziom zupełnie obce.

W tamtych dniach, gdy Tybetańczycy walczyli o zdobycie międzynarodowego poparcia dla Tybetu, najważniejszym zadaniem było przedstawienie dowodów na przemoc, która tam miała miejsce. Pominąwszy jednak naoczne świadectwa dostarczane przez uchodźców, do takich dowodów nie mieliśmy dostępu. Nie było kamer cyfrowych, które mogłyby nagrywać przypadki gwałtów ani Internetu czy telefonów komórkowych, które ułatwiłyby komunikację z Tybetańczykami wewnątrz kraju. W latach 80-tych cieszyliśmy się, gdy dotarła do nas kartka od rodziny lub od przyjaciół z Tybetu, nawet, jeśli w większości przypadków tekst przekazu był prawie całkowicie zatarty i nieczytelny. Brak łączności i niedostatek „twardych dowodów” rodził frustrację i poczucie bezsilności wśród tych, którzy próbowali wtedy tworzyć ruch wyzwolenia Tybetu.

Pokojowa Nagroda Nobla pomogła zmienić ten stan rzeczy. Wraz z protestami w Tybecie w połowie lat 80-tych, Nagroda w pewnym sensie zobiektywizowała nasze cierpienie i sprawiła, że cały świat dowiedział się o naszej walce. Przede wszystkim zaś dała podwaliny pod narodziny współczesnego ruchu poparcia dla Tybetu. Dzięki temu sprawa Wolnego Tybetu jest wciąż żywa wśród międzynarodowej opinii publicznej a Tybetańczycy otrzymują moralne wsparcie i zachętę do wytrwania i nie poddawania się w obliczu chińskich prześladowań.

W tym roku, Pokojowa Nagroda Nobla rzuca światło na dążenia chińskiego społeczeństwa do demokracji i poszanowania praw człowieka – dążenia, którym zaprzecza chiński rząd. Dzięki odważnym wypowiedziom i nieustannym wołaniem o zmiany w Chinach- jak również dzięki odważnej decyzji Komitetu Noblowskiego by tę działalność nagrodzić – świat wreszcie zwrócił należną uwagę na łamanie praw człowieka w Chinach. Nie może być wątpliwości, że coś tam jest naprawdę nie w porządku, czego dowodem jest i histeryczna reakcja Pekinu i surowy wyrok pozbawienia wolności dla Liu Xiaobo, w odpowiedzi na otrzymaną nagrodę.

Poprzez uwięzienie Liu Xiaobo, władze chińskie zrobiły dokładnie to, czemu właśnie chciały zapobiec – mianowicie nadały rozgłos jego poglądom i pismom w Chinach i w całym świecie. Akty te zamiast uciszyć głos Liu, zapewniły mu globalne zainteresowanie. Groźniejsze dla władz chińskich jest jednak to, ze słowa Liu Xiaobo są inspiracją do powstania nowego ruchu obrońców praw człowieka w Chinach i w Tybecie. To może sprowokować konieczność wprowadzenia zmian w Chinach, a to jest właśnie to, czego władze chińskie najbardziej się boją.

W 1989 roku, gdy Jego Świątobliwość otrzymał w Norwegii swój medal, nie wyobrażaliśmy sobie, że Dalajlama będzie znany we wszystkich domach i że stanie się jednym z najlepiej rozpoznawalnych przywódców świata i poważnym zagrożeniem dla pozycji Chin w świecie. Teraz więc, gdy stoimy na kolejnym historycznym skrzyżowaniu w wirze walki o prawa człowieka, wolność i światowy pokój, nie mogę oprzeć się przypływowi optymizmu, co do tego, co niesie przyszłość dla narodu chińskiego, dla Tybetańczyków i dla nas wszystkich.

Lhadon Tethong

(Polecamy wywiad z Lhadon na stronach NGO.PL, którego fragmenty znalazły się także w najnowszym Biuletynie RatujTybet - jak go otrzymywać zobacz tutaj!)

Tłumaczenie: Magda Rybka

22 listopada 2010

Ryby, Japonia, „Efekt Dalajlamy” i Pokojowa Nagroda Nobla…

Czyli ekonomia, prawa człowieka i wielka polityka.

W artykule „Chinese Economic Warfare” (Chińska Wojna Gospodarcza) zamieszczonym w Newsweeku (15.11.2010) na stronie 21 Issac Stone Fish pisze o szantażu gospodarczym, jaki władze chińskie stosują wobec tych krajów, które w jakikolwiek sposób je krytykują lub nie zgadzają się z ich polityką.

(Fish jest autorem kontrowersyjnego artykułu „Charity Case”, który ukazał się w Newsweeku przed spotkaniem Dalajlama – Obama, w którym argumentuje ekonomiczne korzyści dla Tybetu płynące ze strony chińskiego rządu, niezależnie od tego czy w zamian „kupią lojalność Tybetańczyków” - http://www.newsweek.com/2010/02/16/charity-case.html).

Dla przykładu Fish opisuje jak Chiny wzięły odwet na Japończykach po starciu między chińską łodzią rybacką, a jednostką pływającą japońskiej Straży Przybrzeżnej (wydarzenie to miało miejsce we wrześniu w pobliżu wysp i zostało nagłośnione przez obie strony) zaprzestając nagle dostaw metali ziem rzadkich mających zasadnicze znaczenie dla japońskiego przemysłu wysokich technologii. Autor sceptycznie odnosi się do wypowiedzi premiera Wen Jiabo, który utrzymuje, iż Chiny nie używają metali ziem rzadkich jako karty przetargowej, nie bardzo wydaje się też wierzyć w wyjaśnienia Ministra Handlu Chen Deminga, który zapewnia, że to chińscy przedsiębiorcy sami zdecydowali o zaprzestaniu wysyłki z powodu osobistych uczuć do Japończyków. Wydaje się zresztą, że artykuł, który pojawił się na stronie internetowej państwowego serwisu informacyjnego Xinhua również nie daje wiary tym wyjaśnieniom, a co więcej zaprzecza stanowisku premiera stwierdzając, że metale ziem rzadkich stanowią nie tylko 20 procent światowych produktów wysokich technologii, ale także są chińską kartą przetargową na światowym stole negocjacyjnym. Fish nie jest zbytnio zdziwiony tymi działaniami, Chińska wojna gospodarcza nie jest bowiem niczym nowym, szczególnie, kiedy Chiny czują się zagrożone w sprawie Tajwanu czy Tybetu, gdzie ruchy niepodległościowe są bardzo silne. To, co wydaje się dla niego nowe i dość niezwykłe w tej sprawie, to fakt blokowania tak istotnych zasobów. Chociaż zakaz dostaw metali ziem rzadkich został zniesiony, to i tak, jak pisze autor, Chiny pozwalają, aby tylko niewielka ilość tego podstawowego surowca dotarła do Japonii. Przychodzi im to zresztą bez specjalnych trudności, jako że pod kontrolą chińską pozostaje 95% rynku światowego. Spowolnienie w dostawach „to nie przypadek biorąc pod uwagę niedawne spory”, twierdzi członek amerykańskiej wspólnoty biznesu (proszący o nie ujawnianie jego tożsamości z obawy przed reperkusjami), to dowód na to że Chiny nadal chętnie stosują swoją broń ekonomiczną.

Na potwierdzenie tej koncepcji autor prezentuje niezwykle ciekawe opracowanie opublikowane w zeszłym miesiącu na Uniwersytecie w Getyndze przedstawiające tzw. „Efekt Dalajlamy” (Pełna wersja raportu do pobrania tutaj). Efekt ten dotyczy państw handlujących z Chinami, których przywódcy odważyli się spotkać z duchowym przywódcą Tybetańczyków. Analiza danych z 159 krajów pokazała, że jeśli jakiś król, głowa państwa czy rząd spotykał się z Dalajlamą między 2002 a 2008 rokiem eksport tego kraju do Chin obniżał się średnio o 8,1 % rocznie przez kolejne dwa lata. Działo się to w okresie, kiedy chiński handel przeżywał wzrost koniunktury na całym świecie. Doskonale pokazuje to jaką cenę płacą kraje za tzw.„ranienie uczuć narodu chińskiego”, określenie rządu dla działań stanowiących zagrożenie dla chińskiej władzy. Kolejnym przykładem może być decyzja Chin o odwołaniu zaproszenia dla norweskiego ministra ds. rybołówstwa, po tym jak Norweski Komitet Noblowski przyznał Pokojową Nagrodę chińskiemu dysydentowi Li Xiaobo. Jak zauważa Nils-Hendrik Klann, jeden z współautorów opracowania i ekonomista na uniwersytecie w Getyndze „ryby to jeden z kluczowych towarów eksportowych z Norwegii do Chin i kiedy ministrowie wybierają się z taką wizytą zabierają ze sobą wielu biznesmenów”.

Fish podkreśla łatwość z jaką Chiny podejmują decyzje w sprawie ukarania danego kraju za niepożądane przez nich zachowania. Cytowany już wcześniej w artykule członek amerykańskiej wspólnoty biznesu utrzymujący stały kontakt z rządem chińskim zwraca uwagę na fakt, iż „Chiny wykazują rosnącą gotowość do stosowania swoich politycznych oraz ekonomicznych wpływów w bardzo bezpośredni sposób.”

Autor przyznaje rzecz jasna, że Chiny nie są jedynym mocarstwem stosującym szantaż gospodarczy przy okazji spięć o naturze politycznej - Rosja wstrzymała dostawy gazu w obliczu geopolitycznych kłótni z Ukrainą, a Stany Zjednoczone stosują sankcje gospodarcze w stosunku do państw, które uznają za politycznych przestępców. W przypadku Stanów Zjednoczonych decyzje tego typu wymagają jednak, aby rząd otwarcie ogłosił embargo lub sankcje gospodarcze, w Chinach zaś, ze względu na fakt, iż państwo to jest w posiadaniu tak wielu istotnych gałęzi przemysłu rząd może po prostu zakomunikować swoim politycznym rywalom - „Nic nie wyjdzie z tego handlu, jeśli nie będziecie dla nas mili” - mówi cytowany w artykule Patric Chovenec wykładowca biznesu na uniwersytecie Tsinghua w Pekinie. Ponadto gwałtowny wzrost Chin oraz ich wielkość stwarza perspektywy na jeszcze większe naciski, które mogą zakłócić obecny system międzynarodowy.

O skuteczności wspomnianych wyżej nacisków świadczyć może zachowanie się wielu polityków w tym np. Davida Camerona czy Nicholasa Sarcozy’ego, o czym mówi artykuł „Prawa człowieka i jak postępować z Chinami. Nie waż się iść na kolację” zamieszczony na stronie 66 w The Economist (13-19 listopada 2010, http://www.economist.com/node/17472746?story_id=17472746). Artykuł opisuje ostatnią wizytę premiera Davida Camerona w Chinach i zwraca uwagę na jego niezwykłą powściągliwość w wyrażaniu opinii szczególnie w porównaniu z wystąpieniem byłego brytyjskiego premiera Johna Majora podczas jego wizyty w 1991 roku, kiedy to jeszcze gospodarka Chin była dużo słabsza, a komunizm załamywał się dookoła. Major był pierwszym zachodnim politykiem, który odwiedził Chiny od czasu stłumienia dwa lata wcześniej protestów na Placu Tiananmen. Bojkotowane Chiny były mu wówczas wdzięczne za tę wizytę.

Cameron jest z kolei pierwszym przywódcą zachodnim, który odwiedza Pekin po ogłoszeniu decyzji Komitetu Noblowskiego o przyznaniu pokojowej nagrody Nobla dla więzionego dysydenta Liu Xiaobo. Cameron wraz z towarzyszącymi mu czterema ministrami oraz sporą grupą biznesmenów starał się jak tylko mógł, by sprawa trudnego położenia Liu nie zepsuła im szansy na intratny biznes. W oficjalnych rozmowach z premierem Wen Jiabao nie podniósł sprawy wiezionego Noblisty, uczynił to dopiero później podczas uroczystej kolacji. Na uniwersytecie w Pekinie Cameron mówił o potrzebie „większego politycznego otwarcia” oraz rządach prawa, jednak w taki sam sposób przemawiają też przywódcy chińscy przez cały czas broniąc jednopartyjnego systemu władzy. Nota bene, w tym samym dniu działacz na rzecz rodzin dzieci zatrutych przez skażone mleko został skazany na 2 i pół roku więzienia za zakłócanie porządku publicznego.

Równie łagodny ton przyjął prezydent Nicolasa Sarkozy podczas wizyty prezydenta Hu Jintao we Francji w dniach od 4 do 6 listopada. Wizyta zaowocowała kontraktami w wysokości 20 miliardów dolarów, włączając w to umowę na zakup przez Chiny dodatkowych 66 airbusów. Autor wskazuje na widoczne dobre stosunki między przywódcami i przypomina dla kontrastu rok 2008, kiedy to Chiny piętnowały Sarkozy’ego za groźbę bojkotu Olimpiady, z powodu represji władz chińskich w stosunku do Tybetańczyków.

11 i 12 listopada podczas spotkania przywódców G20, 15 pokojowych noblistów zaapelowało o naciski na Chiny w celu uwolnienia Liu Xiaobo. Istnieją jednak obawy, że ze względów wspomnianych już wcześniej żaden z liderów nie będzie chciał tego uczynić.

Jak przypomina autor od wczesnych lat 90 zarówno Zachód jak i Chiny zdołały w dużym stopniu pogodzić się z różnicami dzielącymi ich odnośnie praw człowieka dążąc do zacieśnienia stosunków na polu gospodarczym. „Wywieranie presji” polegało na uprzejmym, ale i bezowocnym „dialogu w sprawie praw człowieka” prowadzonym pomiędzy przedstawicielami Chin i Zachodu będącymi urzędnikami państwowymi niższej rangi. Nagroda pokojowa sprawiła, że problem ten stał się znowu tematem numer jeden, co jak pokazują powyższe przykłady stało się w równym stopniu niewygodna dla Zachodu jak i dla Chin.

Co ciekawe, szantaż Chin w sprawie Liu Xiaobo jest niezwykle silny. Chiny dokonują wszelkich starań, aby nie dopuścić żadnego Chińczyka do wzięcia udziału w uroczystej kolacji w Oslo dnia 10 grudnia oraz aby inne kraje odrzuciły to zaproszenie. Kraje Europejskie jak zwykle są gotowe na wysłanie do Oslo swoich ambasadorów, jednak nawet ten gest zostanie uznany przez Chińczyków za mocno obraźliwy. 5 listopada Cui Tiankai, wiceminister ds. zagranicznych powiedział, że rządy krajów stoją przed trudnym wyborem, albo wezmą udział w „tej politycznej grze”, albo będą rozwijać pokojowe stosunki z Chinami. „Za podjęcie złej decyzji, ostrzegł, kraje te poniosą konsekwencje”. Tego samego dnia dziennik „People’s Daily” tuba propagandowa Komunistycznej Partii Chin ogłosił, że nagroda dla Liu Xiaobo jest próbą „obalenia Chin”. Chiny nie są w nastroju do jakichkolwiek ustępstw dlatego, jak przewiduje autor przedstawiciele państw zachodnich chętni do robienia biznesu pospieszą ochoczo z wyjaśnieniami, że nigdy nie było to ich zamiarem.

Opracowanie: I.K

11 października 2010

„Sumienie Chin” laureatem Pokojowej Nagrody Nobla



Przebywający w więzieniu pisarz, Liu Xiaobo, często nazywany „sumieniem Chin”, był wymieniany wśród londyńskich bukmacherów jako faworyt do Pokojowej Nagrody Nobla. Liu Xiaobo, odegrał wybitną rolę pisząc na temat Tybetu, udowodnił, że poświęcił całe życie ideałom społecznym, które zawarł w Karcie 08.

Decyzja Norweskiego Komitetu Noblowskiego wydarza się w ciekawy czasie dla publicznej debaty na temat przyszłego kierunku Chin. Dlaczego ktoś działający na rzecz demokracji i praw człowieka w Chinach zostaje dostrzeżony i nagrodzony najważniejszą międzynarodową nagrodą za działalność pokojową? Komitet Noblowski próbował odpowiedzieć na początku swojego Oświadczenia, pisząc, że „od dawna wierzy się, że istnieje ścisły związek pomiędzy prawami człowieka a pokojem. Te prawa są warunkiem wstępnym dla „braterstwa pomiędzy narodami” o którym Alfred Nobel pisał w swoim testamencie.”

Czytając dalej Oświadczenie Komitetu, zauważymy przesłanie o znaczeniu działań Liu dla Chin, które to z kolei w najbliższych latach będą miały wpływ na równowagę światową. Liu jest jednym z tych odważnych obywateli Chin, którzy pracowali na rzecz nowych Chin, które będą w pełni reprezentowały swój naród. Starania osób takich jak on przyczyniają się do wprowadzenia do dyskursu zagadnień takich jak demokracja. Dzisiaj nawet chiński Premier Wen Jiabo otwarcie mówi na temat swojego poparcia dla reform politycznych i większej swobody wypowiedzi – co wciąż w Chinach stanowi temat tabu. Ironią jest fakt, że wypowiedź Premiera Wen’a została ocenzurowana w Chinach i niedostępna zatem dla milinów Chińczyków.

Przyznanie Liu Xiaobo nagrody Nobla stało się także wezwaniem chińskiego rządu, aby ten przyznał się do rosnącej fali niesprawiedliwości i nadużyć, która ma miejsce w Chinach i Tybecie, a której Liu Xiaobo stał się ofiarą.

Już w 2000 roku, dwa lata przed wznowieniem dialogu pomiędzy przedstawicielami Dalajlamy i pekińskimi urzędnikami, Liu Xiaobo napisał artykuł, w którym poparł stanowisko Dalajlamy w sprawie autonomii Tybetu w obrębie Chin tłumacząc, że było ono „nie tylko uzasadnione moralnie, ale praktycznie jest szczerym przejawem pokojowych negocjacji.” W marcu 2008, nazwisko Xiaobo znalazło się wśród 29 sygnatariuszy 12 punktowej petycji do władz chińskich, wzywającej do dialogu pomiędzy rządem chińskim i Dalajlamą. Petycja zwracała uwagę na „poważne błędy” w polityce Chin dotyczącej Tybetu i krytykowała reakcję rządu chińskiego na protesty w Tybecie określając ją jako pozbawioną „stylu rządzenia, zgodnym ze standardami współczesnego świata.”

Liu Xiaobo jest postacią heroiczną i przyznanie mu pokojowej nagrody Nobla dla ludzi na całym świecie będzie katalizatorem zmian niosących pokój, zgodę i porozumienie, tak jak miało to miejsce, gdy laureatem został Jego Świątobliwość Dalajlama. I to jest przesłanie, które Pekin musi usłyszeć. Być może równie ważnym jest fakt, że decyzja Komitetu Noblowskiego o przyznaniu nagrody Liu Xiaobo, może i powinna zachęcić rządy na całym świecie, aby były pewne swoich racji i pod żadnym pozorem nie akceptowały marginalizowania praw człowieka przez rząd chiński.

Liu Xiaobo, doktor literatury chińskiej Beijing Normal University, stoi na czele ruchów dążących do wprowadzenia reform politycznych w Chinach od czasu protestu studentów z kwietnia 1989 roku, w wyniku którego doszło do masakry dokonanej przez chińskie wojska na setkach, a prawdopodobnie tysiącach nieuzbrojonych demonstrujących 4 czerwca 1989. Liu, skazany na 18 miesięcy pozbawienia wolności pod zarzutem brania udziału w organizowaniu tego protestu, w rzeczywistości był jednym z tych, którzy przekonali wielu ludzi do opuszczenia placu tuż przed tym, zanim wojsko otworzyło ogień. Mimo, że został wpisany na czarną listę i nie był w stanie znaleźć pracy po wyjściu na wolność, Liu kontynuował rozwijanie swoich pomysłów przemian politycznych i społecznych w serii esejów, które zdobyły popularność zarówno w Chinach jak i za granicą, niestety spowodowały także, że w drugiej połowie lat 90. musiał on odbyć 3-letnią karę w ramach „reedukacji przez pracę”.

Wkrótce po podpisaniu 12 punktowej petycji w 2008 roku, Liu współpracował przy pisaniu projektu Karty 08 – manifestu wzywającego do zmian politycznych w Chinach, wzorowanego na Karcie 77 napisanej m.in. przez czeskiego laureata Nobla Vaclava Havla i sprzeciwiającej się brakowi praw obywatelskich i politycznych w kontrolowanej przez Sowietów Wschodniej Europie. Jednakże na kilka dni przed planową publikacją Karty 08 planowaną na 10 grudnia 2008, w Dzień Praw Człowieka, Liu Xiaobo został zatrzymany, a rok później, w Boże Narodzenie, skazany na 11 lat pozbawienia wolności pod zarzutem „podżegania do obalenia systemu socjalistycznego”.

Znaczącym pozostaje fakt, że żona Liu, Liu Xia w wypowiedzi dla zagranicznych mediów podziękowała Havlowi i Dalajlamie za poparcie kandydatury męża do Pokojowego Nobla, po czym według ostatnich informacji prawnika Liu „zniknęła”.


Warto przyjrzeć się reakcjom na Nobla dla Liu w Polsce. Jedna z najbardziej znaczących – zdecydowane stanowisko polskiego MSZu „doceniające tegoroczny wybór Norweskiego Komitatu Noblowskiego”, pokazujące zaangażowanie Polski w sprawy praw człowieka w Chinach poprzez UE i wyrażające nadzieję, że nagroda przyczyni się do budowania rządów prawa i realizacji swobód przysługujących obywatelom Chin.

Czy wszystkim? Jeszcze nie tak dawno w trybie pilnym MSZ apelował do Rady Warszawy aby zrezygnowała z pomysłu na nazwę ‘Wolnego Tybetu’ dla warszawskiego ronda strasząc konsekwencjami ekonomicznymi i sprzeniewierzeniem się polityce dialogu, także w kontekście Tybetu i Dalajlamy. Dużo łatwiej mówić o prawach człowieka w Chinach niż o prawach Tybetańczyków w Tybecie. Co nie znaczy, że stanowisko to, merytoryczne i wydane niezwykle szybko jest jasnym sygnałem, że kwestia praw człowieka pozostaje istotnym elementem polskiej polityki zagranicznej.

Radosław Pyffel, ekspert Centrum Stosunków Polska-Azja pozostaje sceptyczny wobec gestów, które rozdrażniają rząd Chin, który wykorzysta nagrodę dla zantagonizowania działaczy prodemokratycznych ze społeczeństwem, traktując ich jako element zachodniej interwencji w wewnętrzne, jedynie słuszne interesy narodowe.

Przeciwwagę stanowią słowa Adama Michnika: „Odwiedziłem Chiny w tym roku i uderzyła mnie druga wielka zmiana, o której rzadko pisze się w świecie - narodziła się tam niezależna opinia publiczna i zalążki społeczeństwa obywatelskiego.”

To co jedni uważni obserwatorzy Chin nazywają zaledwie ’15% społeczeństwa’, które łatwo zmarginalizować, inni nazywają nadzieją. Dla jednych Nobel dla idei za którymi stoi Liu może stanowić 'pocałunek śmierci' dla innych (Wałęsa) zapewnieniem 'nieśmiertelności'.

W nielicznych polskich komentarzach na temat Nobla, jeszcze mniej liczne mówią o jego ludzkim wymiarze, jako o "drabinie, po której wydostanie się z tej studni, w której teraz się znajduje" jak określiła gest Norwegów Halina Bortnowska.


Pokojowa Nagroda Nobla uczyniła z Liu Xiaobo symbol idei na rzecz których działał przez ostatnie 20 lat, z których siedem spędził w więzieniu. Jednak warto pamiętać, że chińskie władze trzymają w więzieniu nie tylko symbol pokojowej walki o demokrację i imieniu Liu Xiaobo, ale człowieka – o czym najlepiej dowodzą słowa, jakie napisał do swojej żony kiedy w zeszłym roku został skazany na 11 lat:

Kochanie… Zostałem skazany w widzialnym więzieniu, podczas gdy ty oczekujesz w niewidzialnym. Twoja miłość jest jak promień słońca który przenika więzienne mury i kraty, dotykając każdego cala mojej skóry, ogrzewając moją celę, pozwalając zachować wewnętrzny spokój, wspaniałomyślny i jasny, sprawiający, że każda minuta w więzieniu nabiera znaczenia.

Myśląc o twojej miłości, kochanie, wyobrażam sobie mój kraj będący ziemią wolności wypowiedzi, gdzie… wszystkie poglądy będą się rozprzestrzeniać w świetle, możliwe do wyboru bez strachu przez ludzi. Mam nadzieję, że jestem ostatnią ofiarą.
Jestem niczym twardy głaz na pustkowiu, który nie ugina się pod biczem rozszalałych burz, za zimny by go dotknąć.
Ale moja miłość jest twarda, ostra i przenikająca każdą trudność. Nawet jeśli mnie zmiażdżą na pył, obejmę pyłem.




Na podstawie materiałów International Campaign for Tibet, red. Piotr Cykowski, tłum. części tekstów: Agata Grządziel-Krysta