Pokazywanie postów oznaczonych etykietą High Peaks Pure Earth. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą High Peaks Pure Earth. Pokaż wszystkie posty

2 listopada 2011

Tybetańskie Głosy z Cyberprzestrzeni

Prezentując osoby istotne dla sprawy Tybetu, publikujemy wywiad z Dechen Penbą, redaktorką bloga High Peaks Pure Earth. W 2011 r. Dechen odwiedziła Polskę na zaproszenie Fundacji Instytut Lecha Wałęsy oraz Fundacji Inna Przestrzeń i wygłosiła w ramach Dni Tybetu w Warszawie dwa wykłady poświęcone prześladowaniom tybetańskich twórców oraz nowym tybetańskim ruchom w internecie .


Gdzie obecnie działa ruch na rzecz Tybetu – w “realnym życiu” czy raczej w Internecie? Czym różni się ruch na rzecz Tybetu działający w Tybecie od tego działającego na uchodźstwie?
Dechen Penba: W moim odczuciu w roku 2008 nastąpiła bardzo znacząca zmiana, która polegała na tym, że Tybetańczycy w Tybecie zaczęli mówić otwartym głosem i sami stali się przywódcami ruchu na rzecz Tybetu. Przejęli oni rolę, którą do tej pory pełnił ruch na rzecz Tybetu działający na uchodźstwie, wspierający Tybetańczyków mieszkających w Tybecie i przemawiający w ich imieniu i na ich rzecz. Ta forma kontynuowana jest już od 2008 roku zarówno w życiu realnym, jak i on-line; od tego też czasu to właśnie Tybetańczycy w Tybecie mają decydujący głos w swojej własnej sprawie. Oczywiście różnica między działaczami na uchodźstwie, a tymi w Tybecie jest taka, że ci przebywający na uchodźstwie mogą mówić o wiele więcej, praktycznie bez ponoszenia jakiegokolwiek ryzyka.

Czy jest jakaś komunikacja lub podobieństwo między ruchem na rzecz Tybetu działającym w Tybecie, a tym na uchodźstwie i czy jest coś co je łączy?
Chociaż nie jest możliwe, a nawet bezpieczne wykazywanie istnienia zbyt wielu bezpośrednich kontaktów mających miejsce pomiędzy ruchem na rzecz Tybetu działającym w Tybecie i tym działającym na uchodźstwie, to jednak istnieją przykłady wskazujące na pewien rodzaj symbiozy między nimi. Jeden projekt, w którego realizację byłam bezpośrednio zaangażowana dotyczył filmu dokumentalnego zatytułowanego „Leaving Fear Behind” .  Został on nakręcony w latach 2007-2008 przez Tybetańczyków mieszkających w Tybecie. Główny twórca filmu Dhondup Wangchen odsiaduje obecnie wyrok 6 lat pozbawienia wolności za nakręcenie tego właśnie filmu. Film mógł zostać nakręcony i pokazany światu dzięki współpracy jego twórcy Dhondupa Wangchena oraz jego kuzyna mieszkającego w Szwajcarii Gyaljonga Tsetrina. Film powstał dzięki Tybetańczykom mieszkającym w Tybecie, ale jego montaż oraz emisja były możliwe dzięki ruchowi działającemu poza Tybetem, który prowadzi również szeroko zakrojoną kampanię na rzecz uwolnienia Dhondupa Wangchenga.

Internet ułatwia komunikację i przyczynia się do dużej liczby niebezpośrednich kontaktów, które mają miejsce między Tybetem, a działaczami na uchodźstwie. Moja praca, którą zajmuję się wraz z ekipą tworzącą stronę High Peaks Pure Earth polega na śledzeniu blogów z Tybetu i tłumaczeniu ich na język angielski, co w konsekwencji umożliwia zdalną komunikację. Dla przykładu, kiedy film video zatytułowany „I Am Tibetan” ukazał się na portalach społecznościowych, Tybetańczycy mieszkający w Indiach i innych krajach poczuli potrzebę stworzenia swoich własnych filmów na wzór filmu „I Am Tibetan”.


I Am Tibetan (w English subtitles) from HPeaks on Vimeo.


Czym dla Ciebie jest Lhakar i jakie ma znaczenie dla walki o wolny Tybet?  
Po burzliwym 2008 roku obywatele Tybetu zaczęli mocno podkreślać swoją tożsamość poprzez zamieszczanie w Internecie poezji, fragmentów prozy, zdjęć czy filmów video. Chociaż pozornie działania takie wydają się mniej polityczne, to jednak mają one kolosalne znaczenie dla wzmacniania poczucia narodowej tożsamości Tybetańczyków. Później też wśród Tybetańczyków mieszkających w Tybecie zaczęły krążyć pieśni, takie jak „The Sound of Unity” autorstwa Shertena niosące ze sobą bardzo silne przesłanie skierowane do Tybetańczyków, aby byli silni i zjednoczeni.

W tym samym czasie narodził się nowy ruch – ruch odmowy współpracy nazywający się „Lhakar”, co w dosłownym tłumaczeniu znaczy „Biała Środa”. Na jednym z blogów anonimowego blogera z Tybetu, ruch Lhakar wzywa Tybetańczyków do manifestowania swojej tożsamości w każdą środę, nawet w niewielkim zakresie poprzez na przykład noszenie stroju tybetańskiego, wspieranie tybetańskiego biznesu  czy mówienie wyłącznie w języku tybetańskim. Ruch ten zdobył sobie także popularność na uchodźstwie i zainspirował młodych Tybetańczyków prowadzących stronę internetową pod nazwą „Lhakar Diaries”. Na stronie tej dokumentowane są  przypadki manifestowania tożsamości tybetańskiej w każdą środę.

Jakie ryzyko ponoszą Tybetańczycy korzystający z Internetu?
Istnieje wiele przykładów na to, że Tybetańczycy są aresztowani i więzieni za korzystanie z telefonów czy Internetu. Jeden przypadek dotyczy Norzin Wangmo - kobiety, Tybetanki, młodej matki,  pracownicy administracji rządowej Tybetu, która w roku 2008 została skazana na 5 lat pozbawienia wolności za rzekome przekazywanie światu informacji na temat sytuacji w Tybecie przy użyciu maila i telefonu.

W porównaniu z pozostałą częścią Chińskiej Republiki Ludowej w Tybecie stosowana jest też bardzo szczegółowa kontrola blogów tybetańskich oraz innych działań on-line. Prawdziwym wyzwaniem dla Tybetańczyków jest poruszanie się w tej bardzo niejednoznacznej przestrzeni balansując między tym, co dozwolone, a tym co surowo zakazane. Zamykanie blogów, czy usuwanie wypowiedzi zamieszczanych na blogach jest powszechną praktyką i od czasu do czasu sprawy te nabierają wymiaru politycznego, tak jak to się stało przed 10 marca, Dniem Powstania Tybetańskiego, kiedy to blogi, portale społecznościowe oraz fora internetowe były całkowicie zablokowane w celach prewencyjnych.

(Więcej na temat nowych technologii także w tekście Adama Sanockiego "Sinizacja na miękko, czyli jak nowe technologie zmieniają młode pokolenia Tybetańczyków" na Tybet.blogu)


Skąd wziął się pomysł na  High Peaks Pure Earth?  
Są dwa powody, dla których pod koniec 2008 roku założyłam High Peaks Pure Earth.
Po pierwsze, podczas powstania w Tybecie, które rozpoczęło się w marcu 2008 roku stało się jasne, że Tybetańczycy w Tybecie mówią silnym głosem i walczą o to, żeby ten głos został usłyszany. W tym samym czasie dla nas wszystkich znajdujących się poza Tybetem wielkim wyzwaniem była możliwość uzyskania jakichkolwiek informacji z Tybetu. W moim odczuciu nowa technologia w postaci blogów czy portali społecznościowych była w dużym stopniu zaniedbywana. High Peaks Pure Earth jest projektem tłumaczeniowym mającym za zadanie tłumaczenie postów zamieszczanych na blogach pochodzących z Tybetu i umożliwienie Tybetańczykom przemawiania ich własnym głosem. W ten sposób władze Tybetańskie nie tracą swojej pozycji, a ich przekaz jest wzmocniony i lepiej słyszalny.

Drugi powód, dla którego założyłam High Peaks Pure Earth jest ściśle powiązany z tym pierwszym. W 2008 roku najlepszym źródłem informacji na temat tego, co działo się w Tybecie był blog Tybetańskiej pisarki, poetki i blogerki Woeser. Woeser pisała po kilka razy dziennie i sporządzała bieżące relacje z protestów, aresztowań, zatrzymań, wypadków śmiertelnych  i innych incydentów. Z uwagi na to, że jej blog pisany był w języku chińskim, na wolontariuszach oraz wszystkich zaangażowanych osobach spoczywał obowiązek zorganizowania tłumaczenia tych postów na język angielski i zamieszczania ich na stronie China Digital Times. Obecnie, dzięki High Peaks Pure Earth  istnieje forum, na którym posty Woeser są codziennie tłumaczone na język angielski, a jej wpisy są dostępne w języku angielskim.

Gdybyś chciała pisać blog dla polskich czytelników...
Myślę, że Polska ma podobnie jak Tybet wspaniałą historię literatury, a także miłość do słowa pisanego. Oba narody bardzo szanują i cenią pisarzy oraz intelektualistów! W związku z tym chciałbym zachęcić polskich czytelników do czytania tybetańskich tekstów, które zostały już przetłumaczone*. Na stronach High Peaks Pure Earth znaleźć można wspaniałe strofy poezji, teksty pieśni i fragmenty prozy. Bardzo chciałbym, aby polscy czytelnicy mogli zapoznać się bliżej z poezją Woeser, a w szczególności z tomikiem poezji zatytułowanym „Tibet’s True Hart” wydanym przez Ragged Banner. Tak wiele można się dowiedzieć z jej mądrych utworów.


*Tłumaczenia wielu tekstów, w tym Oser znajdują się na stronach Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, wybrane na naszym blogu.



Dechen Pemba jest redaktorką popularnego bloga High Peaks Pure Earth, w którym publikowane tłumaczenia na j. angielski wpisy Tybetańczyków piszących w Tybecie po tybetańsku lub chińsku. Tym samym jej blog stanowi jedno z głównych źródeł informacji na temat poglądów Tybetańczyków w Tybecie niezwykle cennych dla osób i organizacji podejmujących działania na rzecz Tybetu. W latach 2006-2008 studiowała w Pekinie, gdzie nawiązała kontakty z prominentnymi Tybetańczykami, w tym poetką i bogerką Oser. W lipcu 2008 r. została oskarżona o prowadzenie „nielegalnych działań” i deportowana z Chin.



Dziękujemy I.K. za pomoc w tłumaczeniu wywiadu z j. angielskiego.

5 stycznia 2011

Wirtualny Pawilon Słodkiej Herbaty: Przegląd tybetańskiej cyberprzestrzeni

Dechen Pemba

Tybetańska blogosfera jako miejsce spotkań i wymiany myśli stworzyła dla tybetańskich obywateli internetowego świata możliwości, o których poza siecią mogliby tylko pomarzyć. Zważywszy na stan ocenzurowania treści internetowych w Chińskiej Republice Ludowej, przestrzeń tę można uznać za nowe miejsce ekspresji, które jednak wiąże się również z dodatkowym zagrożeniem dla członków społeczności tybetańskiej - pisze Dechen Pemba, redaktorka bloga High Peaks Pure Earth.



Tsering Woeser (znana także jako Oser), jedna z najbardziej znanych tybetańskich blogerek.


Istnieje kilka tybetańskich i chińskich serwisów blogowych, które Tybetańczycy żyjący w ChRL wybierają najchętniej. Jedną z najpopularniejszych chińskojęzycznych stron jest Tibetan Culture Net, czyli TibetCul. Witryna ta została założona przez dwóch braci, Wangchuka Tsetena i Tsewanga Norbu, a ich główna siedziba znajduje się w Lanzhou, stolicy prowincji Gansu. Według Alexy, amerykańskiej spółki dostarczającej informacji o ruchu w Internecie, strona TibetCul ma ponad 400 000 odsłon miesięcznie. Jest przede wszystkim serwisem informacyjnym i blogowym, ale zawiera także wiele różnych sekcji związanych z tybetańską muzyką, literaturą, filmami i podróżami. Funkcjonuje tam także forum usługi komunikacyjnej BBS, a nawet część poświęcona Tybetańczykom żyjącym za granicą.

TibetCul stanowi bezcenne źródło informacji związanych z Tybetem, począwszy od wiadomości, przez blogi, po wydarzenia kulturalne. Wiele notek przełożonych na angielski przez załogę serwisu High Peaks Pure Earth pochodzą właśnie z TibetCul, jak choćby tłumaczenie popularnej tybetańskiej piosenki hip-hopowej „New Generation” („Nowe pokolenie”) grupy Green Dragon, która po raz pierwszy pojawiła się na blogu zespołu założonym w serwisie TibetCul w lutym 2010 roku. Raperzy z Amdo śmiało w niej obwieszczają, że:

„Nowe pokolenie ma bogactwo zwane młodością
Nowe pokolenie ma dumę zwaną pewnością
Nowe pokolenie ma wizerunek zwany przewrotnością
Nowe pokolenie ma pokusę zwaną wolnością”.

W podobnym przypływie dumy z tybetańskiej tożsamości, która biła z tybetańskich blogów po 2008 roku (kiedy to w Tybecie nastąpiła fala protestów przeciwko chińskim władzom – przyp. tłum.) TibetCul zamieszczał wiele wierszy i tekstów opatrzonych wspólnym tytułem „I Am Tibetan” („Jestem z Tybetu”), a posty z tej serii są dodawane aż do dziś.

Każdego dnia na TibetCul toczą się gorące dyskusje na różnorodne tematy ważne dla Tybetańczyków. Tak było w przypadku internetowego ataku na znanego tybetańskiego piosenkarza Lobsanga Dondrupa i jego żonę po tym, jak na zamieszczonych na blogach zdjęciach z ich ślubu na początku 2009 roku pokazali się w ubraniach z futer. Internauci błyskawicznie przekopiowali zdjęcia na wiele kolejnych blogów, ściągając na artystę gniew tybetańskich użytkowników, a tybetańsko- i chińskojęzyczne fora zalała fala komentarzy, w których ostro skrytykowano parę. Dla całej sytuacji kluczowy jest kontekst; w 2006 roku, po zakazie noszenia futer zwierzęcych wydanym przez Dalajlamę, w Amdo i Kham nastąpiła seria demonstracyjnych akcji palenia futer – stąd gniewna reakcja internautów i oburzenie zachowaniem pary. Krótko po aferze Lobsang Dondrup zamieścił oficjalne przeprosiny na blogu swojego przyjaciela na platformie TibetCul.

Przykład strony TibetCul pokazuje, że natura cyberprzestrzeni zasadza się w gromadzeniu ludzi, by dać im możliwość dyskutowania i debatowania oraz pozwolić internetowym treściom na przeniknięcie granic państwowych. Piosenka „New Generation” zyskała bowiem popularność wśród Tybetańczyków na całym świecie, a poezja i duch projektu „I Am Tibetan” dały początek wydarzeniom kulturalnym organizowanym przez tybetańskie grupy na uchodźstwie, których celem jest nadanie siły głosom pochodzącym z Tybetu.

W swoim artykule z 2004 roku tybetańska badaczka Tashi Rabgey nawiązała do pochodzącej z Lhasy tradycji Pawilonu Słodkiej Herbaty: „W latach 80. pawilony słodkiej herbaty stanowiły ważne miejsce spotkań dla Tybetańczyków pragnących wymienić się wiadomościami i opiniami czy podyskutować.” Jednak „wraz z nasilającą się kontrolą polityczną we wczesnych latach 90. (…), nieustannie stosując inwigilację, położono kres tej wyjątkowej przestrzeni, w której toczyły się żywe, otwarte debaty”. Nowy wirtualny Pawilon Słodkiej Herbaty skupia wokół siebie Tybetańczyków posługujących się wieloma językami, przede wszystkim tybetańskim, chińskim i angielskim oraz Tybetańczyków z centralnej części Tybetu, regionów Kham i Amdo, a także z Indii, USA i nie tylko, łącząc ich wszystkich w dialogu.

Podczas gdy potencjalne możliwości nawiązania kontaktu w tybetańskiej cyberprzestrzeni są ogromne, kontrola Internetu i upolitycznienie treści blogów niosą ze sobą poważne trudności i ryzyko. Monitorowanie działalności blogów tybetańskich pokazuje, że w ciągu roku w okresach nazywanych przez rząd chiński „wrażliwymi” tybetańskie serwisy blogowe są usuwane na stałe lub „na czas konserwacji”. Nasilenie zjawiska można zaobserwować w okolicy 10 marca – rocznicy powstania Tybetańczyków przeciwko władzy chińskiej z 1959 roku. Pod tym linkiem można zobaczyć przykład witryny TibetCul, która nagle zniknęła z sieci, natomiast tutaj tybetańskojęzyczne blogi usuwane z Internetu.

Podobnie indywidualnym blogerom grozi niebezpieczeństwo trafienia na państwowy celownik za treść bloga, którą uzna się za podejrzaną. Sztandarowym przykładem jest historia tybetańskiej poetki, pisarki i blogerki, Woeser, która prowadziła dwa blogi, na TibetCul oraz w chińskim serwisie blogowym, z których obydwa zostały nagle zamknięte 28 lipca 2006 roku. Woeser nie pozostało wtedy nic innego, jak otworzyć nowego bloga na serwerze znajdującym się poza ChRL, jednak od tego czasu musi borykać się z innymi problemami, jak internetowe ataki chińskich nacjonalistów wymierzone zarówno w jej blogi, jak i konta na komunikatorze Skype.

Tybetańskojęzyczne serwisy blogowe okazały się jeszcze bardziej bezradne, niż TibetCul; dwie niegdyś cieszące się wielką popularnością strony, www.tibettl.com oraz www.tibetabc.cn, są niedostępne od 2009 roku. Zwłaszcza zniknięcie drugiej z nich było ogromną stratą, ponieważ to na tej platformie znajdował się blog wybitnej piosenkarki i blogerki Jamyang Kyi, która zrezygnowała z prowadzenia bloga po zamknięciu witryny.

Dolkar Tso i Shogdung to przykłady osób posługujących się w ostatnim czasie blogami i Internetem w walce o sprawiedliwość społeczną. Dolkar Tso, żona ekologa Karmy Samdrupa, niemal codziennie dodawała notki na swoim blogu w czerwcu i lipcu 2010 roku, dokumentując przebieg procesu sądowego jej męża i wyrażając własne zdanie na temat niesprawiedliwego wyroku piętnastu lat więzienia, jaki zapadł w jego sprawie. Co godne podziwu, Dolkar Tso uparcie kontynuowała działalność swojego bloga w chińskim serwisie Sohu, by ostatecznie przenieść jego działalność na piątą już z kolei stronę, podczas gdy pozostałe były szybko zamykane.

Tagyal, pisarz i intelektualista posługujący się pseudonimem Shogdung („Poranna Koncha”), zabrał publicznie głos w kwietniu 2010 roku, po tragicznym w skutkach trzęsieniu ziemi w prefekturze Yushu. Wraz z kilkoma innymi intelektualistami opublikował list otwarty w tybetańskim serwisie blogowym www.sangdhor.com, w którym przekazał swoje kondolencje ofiarom klęski, a także krytycznie odniósł się do sposobu przeprowadzenia przez władze chińskie akcji wsparcia po wystąpieniu trzęsień. Po rozpowszechnieniu listu Shogdung został aresztowany i wciąż stoi w obliczu procesu sądowego. Po zatrzymaniu Shogdunga, strona Sangdhor została zawieszona na kilka miesięcy, a do Internetu przywrócono ją dopiero niedawno.

Historie Dolkar Tso i Shogdunga dowodzą, jak ważną rolę pełnią blogi tybetańskie jako źródło informacji i forma ukazania niesprawiedliwości – wszystko to jednak za ogromną cenę, którą muszą zapłacić osoby zaangażowane w ich tworzenie. Internetowy Pawilon Słodkiej Herbaty jest ostatecznie tak samo bezradny, jak pawilony w Lhasie w latach 90. i pozostanie nim tak długo, jak tybetańskie blogi będą tkwić za Złotą Tarczą chińskiej cenzury.



O autorce: Dechen Pemba jest urodzoną w Wielkiej Brytanii Tybetanką mieszkającą w Londynie. Jest redaktorką strony High Peaks Pure Earth (www.highpeakspureearth.com), gdzie prezentowany jest wnikliwy komentarz wiadomości związanych z Tybetem, jak również tłumaczenia tybetańsko- i chińskojęzycznych blogów.

Tłumaczenie tekstu ukazało się pierwotnie na stronie ratujTybet.org w dniu 31 sierpnia 2010 r. - Międzynarodowy Dzień Blogera.

Tłumaczenie: M.P.

8 grudnia 2010

"Ryba gadająca do ichtiologów" Dwa wpisy blogowe na temat chińskich turystów w Tybecie



High Peaks Pure Earth przetłumaczyła dwa wpisy na blogu opublikowane w tej sprawie przez młodych tybetańskich internautów, chodzi o chińczyków odwiedzających Tybet i ich postawę wobec Tybetańczyków.


W przeciągu ostatnich lat ogromnie wzrosła liczba Chińczyków odwiedzających Tybet, z czym wiąże się powstanie sieci luksusowych hoteli już prosperujących bądź w przededniu otwarcia. Poniższy artykuł (wydrukowany w UK's Independent dn. 3 listopada 2010) (article from UK's The Independent newspaper of November 3, 2010article from UK's The Independent newspaper of November 3, 2010 ) dotyczy otwarcia St. Regis Hotel w Lhasie. Oto jego treść:

„W ciągu pierwszych 9 miesięcy 2010 roku nastąpił intensywny wzrost liczby turystów (do 5.8 miliona) napływających w region Himalajów, przekraczającej o 23% prognozy na ten sam okres sprzed roku.

Majętni przybysze z Chin żądają luksusowych kwater. "Władze St Regis Lhasa oferują luksusową obsługę na najwyższym poziomie", urzeka zapierająca dech w piersi reklama na stronie internetowej St Regis. "Odkryj Pałac w Potali oraz Park Klejnotów, wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO oraz Świątynię Jokhang, wszystko na wyciągniecie ręki."

Tybetańscy internauci często wykorzystują swoje blogi, by dać upust rosnącej frustracji lub w celu wyrażenia swojego zdania w kwestiach dla nich istotnych. Częstokroć pisane są z nutą ironii, nam szczególnie przypadł do gustu twórca bloga "The Lost Curse", autor kilku niezwykle sarkastycznych, pełnych dowcipu tekstów; ich tłumaczenie znajdziesz tutaj. Niestety, blogger zamilkł krótko po publikacji notki o kwietniowym trzęsieniu ziemi w Kham tego roku, jego wpis został szybko usunięty. Mamy nadzieję, że blogger ten powróci do swojej internetowej aktywności!

Zapewne właściwe zrozumienie tych wpisów utrudnia panujący w Chinach stereotyp na temat Tybetańczyków jako istot niecywilizowanych, zacofanych i prymitywnych. Pisał o tym historyk Tsering Szakja:

„Opinia o Tybetańczykach jako luohou (zacofanych) utrwalana jest w oficjalnym dyskursie na temat ich kraju; promuje się w nim obraz Tybetu wygodny dla Chińczyków. Jest to stosunkowo nowy zabieg, sięgający czasów napaści w 1959 roku [...] Pogląd ów sprawia, że rządzący doznają szoku, gdy ten rzekomo uległy i niemrawy naród wszczyna protest: jak ryba mówiąca do ichtiologów.”

Kolejni dwaj blogerzy wydają się być takimi rybami mówiącymi do ichtiologów. Obaj twórczo krytykują postawę chińskich turystów wobec Tybetańczyków. Pierwszy wpis "Ośmielam się spytać, po co przyjechałeś do Lhasy?" napisał Gonpo Dordże w kwietniu 2010, publikując na swojej stronie chińskojęzycznego portalu społecznościowego RenRen.com. Wpis sprowokował falę komentarzy, tłumaczenia paru z nich udostępniono poniżej. W dniu 3 października 2010 ten sam wpis został jeszcze raz upubliczniony przez innego tybetańskiego bloggera.


Ośmielam się spytać, po co przyjechałeś do Lhasy?

(Poniższy esej był niezmiernie popularny w tym tygodniu, a został napisany przez przyjaciela który przybył do Lhasy podczas wakacji. Jest świetnie napisany, dlatego chcę się nim podzielić. Napiszcie, co o nim myślicie!)


Byłeś w Tybecie?

Gonpo Dordże


„Byłeś już w Tybecie?". Człowiek naprawdę słyszy to co dnia i co krok. Dorobiliśmy się nowego wyznacznika statusu, bez którego po prostu nie da się być na bieżąco i epatować szczęściem. Dacie wiarę?

Nie chcę wyjść na zgreda, który złorzeczy pod nosem, bo nie ma nic innego do roboty: uważam się za osobę energiczną i pozytywnie nastawioną do świata, niemniej podejmowanie prób osiągnięcia spokoju wewnętrznego nie musi wykluczać okazjonalnego wywrzeszczenia furii.

Są - uważam - takie chwile, że trzeba prawdę w oczy.

Pytanie, które ośmielam się zadać, brzmi: „Po kiego przyjeżdżacie do Lhasy?".

Tybet - ujmując rzecz w kategoriach kultury - jest pod wieloma względami unikalny. Nie ma co próbować mu podskakiwać: zwyczajnie ma swoje tradycje, które doskonale wyrażają jego organiczne piękno.

Turyści (wybaczcie, jeśli coś zabrzmi wam szorstko) powinni wbić sobie do łbów kilka prostych zasad szacunku dla nowego otoczenia. Raz, jak już tu was dowiozą, zapomnijcie o swojej onieśmielającej wiedzy i spuśćcie deczko z tonu, by zrozumieć tę dziwną, obcą kulturę. Gotowe kalki oraz wyobrażenia i tak nie zdadzą się na nic, gdy przyjdzie wam cokolwiek opisywać czy interpretować. Jasne: zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie udawać, że zjadł wszystkie rozumy. Napotkawszy, obróćcie się po prostu na pięcie i oddalcie z godnością.

Dwa, przyjechawszy do Tybetu, zwolnijcie na chwilkę, przyjmując, iż jest cień szansy, że nie wiecie wszystkiego. Lhaski pałac Potala znosi was cztery tysiące dziennie. Przyznacie, sporo. Więc może dałoby się ciszej, na paluszkach, grubaski z aparatami na szyjach? Prawdziwy podróżnik, uwierzcie, czyta znaki i rozumie ich treść. Naprawdę sądzicie, że pozwolono by wam na takie bydło w Pałacu Buckingham? W Chinach najwyraźniej tylu już cesarzyków rządowej polityki populacyjnej, że nie ma przed nimi ucieczki.

Trzy: przyjechawszy do Tybetu, żadną miarą nie unikniecie spotkania z przewodnikiem turystycznym. Jeśli jednak będzie on mówił wyłącznie o słuszności polityki rządu i księżniczce Wencheng, zadajcie sobie pytanie, czy to faktycznie cała prawda o historii tego kraju. W końcu prowincje centralne opływały zawsze, a tu każą jej za jakiegoś Songcena z kompletnego zadupia. Co, na co, komu złożyło na ołtarzu czego to biedne dziewczę? Właśnie o takich rzeczach rozmawiajmy z naszymi przewodnikami.

Cztery: przyjechawszy itd., pamiętajcie, że Lhasa to „Sin City". Każdy historyczny monument wzniesiono tu ku czci chińskiej księżniczki z punktu trzy; ona jest matką lokalnej kuchni oraz księżyca, planet i życia w wodach tutejszych rzek. Zresztą - nie bójmy się tego - wszystkiego na planecie.

Pięć. Przyjechawszy, ple, ple, zdarzy się wam zapewne spotkać tubylec. Pamiętajcie, że każdy jest prymitywem, więc dla ich własnego dobra lepiej nie szokować horyzontami. Udawajmy zainteresowanie rękodziełem, zawieśmy wzrok na lokalnym chamku. Proste?

Sześć: i tak dalej, zrobicie od cholery zdjęć, bo to one tak naprawdę czynią z was turystów i dowodzą, że w ogóle gdzieś byliście. Nie ma nic złego w tym, że ci, których nie stać na wyjazd do Tybetu, będą wam zazdrościć. Bądźcie wobec nich szczodrzy: takie pokazy i prelekcje mogą zrodzić chwile, w których zacznie wam świtać, jak bardzo nie rozumiecie otaczającego was świata.

Siedem: przyjechawszy do Tybetu, róbcie, co się wam podoba, ale starajcie się udawać, że wibrujecie harmonijnie ze środowiskiem. Choćby przez tę chwilkę.

Osiem: mam nadzieję, że przyjechanie będzie wam służyć, czemu nie zdołają zapobiec nawet wasz intelekt i uprzedzenia.

Całusy,
wieczorkiem 17 sierpnia ze Świętego Miasta

Komentarze:

Yun Dan: dopóki takie zwierzęta jak wy (Tybetańczycy) będą żyć między nami, cywilizowanymi ludźmi, to zawsze będą problemy, zobaczycie. Czemu się zawsze skupiacie na samych minusach? Założę się, że ludzie zaczną szukać nor, w których żyjecie...

Dong Qian: Dlaczego wszyscy się kłócą? Wszyscy jesteśmy Chińczykami... czemu nie potrafimy po prostu współżyć razem bez rozdzierania kwestii etnicznej? Już od starożytności ludzi przywykli ujmować mniejszości jako "dobre" lub "złe"

Gonpo Dordże: Odpowiedź dla Dong Qian - czy poruszamy tu kwestię etniczne? Ludzie od zawsze różnią się między sobą, to niezaprzeczalny fakt. Ja, koniec końców, mówię o pewnej grupie ludzi nietolerancyjnych wobec innych kultur. Kto ma rację? Wpierw musimy to wyjaśnić i zrozumieć.

Aliyah: Ludzie z Państwa Środka myśleli, że są niebiańskim rodem pochodzącym od Bogów i że słońce, księżyc oraz gwiazdy kręcą się wokół nich. Dlatego każdy na tym świecie tak bardzo nimi gardził. Bo nie odziedziczyli nic z pokory ani skromności, bliskiej ich przodkom.

SL Tsomu: odpowiedź dla Dong Qian - masz rację, każdy na świecie chce żyć w harmonii z innymi, nie tylko Buddyści. Ale podobna idea jest możliwa tylko wtedy, gdy to nie ty jesteś ciągle ofiarą.



Drugi wpis został napisany 14 listopada 2010 przez blogującą Tybetankę przedstawiającą się jako "Namtso". Z powodu mnogości komentarzy, które się posypały po publikacji tego wpisu, a przede wszystkim z uwagi na dużą liczbę negatywnych komentarzy (od 50% bloggerów), "Namtso" dodała 22 listopada postscriptum, które również przetłumaczyliśmy.


Tacy Ludzie Powinni Się Trzymać Z Dala Od Nas!




Zawsze znajdzie się rodzaj człowieka, który zatruwa życie pytaniami w stylu: "Gdzie mieszkasz? Co jesz" Po pewnym czasie opadają mi ręce i odpowiadam zgryźliwie: "Mieszkam w jaskini i obgryzam skały, ok?"

I po chwili, znów słyszysz "Czy Dalajlama może się żenić? Czy może umawiać się na randki?... Niebiański pochówek jest wtedy gdy posiekasz ciało, czy tak? To takie barbarzyńskie i ohydne!"

Wszyscy, którzy serwujecie tego typu pytania, zechciejcie przyjąć mój najgłębszy "szacunek" dla was i waszych rodzin. Internet jest tak powszechną i zaawansowaną sprawą, że nic nie stoi na przeszkodzie, by choć raz skorzystać z "Baidu" i osobiście to sprawdzić.

Ale znowu, gdy stracę cierpliwość, powiecie: "Ja po prostu nie wiem! Naprawdę chcę zrozumieć!" Jasne, zawsze macie jakieś wytłumaczenie swojej bezwstydnej ignorancji.

Używacie słowa "zrozumienie", by bez skrupułów karmić waszą przyziemną potrzebę sensacji.

Mówicie "sztuka", by dręczyć tubylców nachalnym przystawianiem aparatów pod nos.

Wreszcie, możecie chlubić się dogłębną wiedzą na temat obleśnych i prymitywnych aspektów tybetańskiej kultury, w stylu wyuzdanego Buddy Radości, czy historii o tym, jak Dalajlama zażądał ludzkiego jelita na swoje urodziny albo jeszcze o bębnach sprawionych z ludzkiej skóry!

Dla ciebie, religia jest tylko kolejnym szwindlem, z którym nie chesz mieć wiele wspólnego.

Dla ciebie, wiara jest czymś dla prostych i niewykształconych ludzi.

Dla ciebie współczucie jest tylko innym określeniem głupoty.

OK, robi mi się niedobrze od tej gadki. Dziękuję Buddzie za błogosławieństwo wiedzy i zrozumienia. Po prostu zostawcie nas w spokoju, pozwólcie być dzikusami i zacofanymi głupcami, za jakich nas bierzecie! Jesteśmy zupełnie szczęśliwi, nie potrzebujemy waszej pomocy.

Żyjcie w swojej racjonalnej kulturze.

A nam dajcie spokój!

(W odniesieniu do komentarzy)

I kto tu ma wąskie horyzonty??

Napisałam ten artykuł w oparciu o moje własne doświadczenia i wielu innych Tybetańczyków, którzy uczestniczyli w podobnych sytuacjach. Niczego nie zmyśliłam, ani nie podkoloryzowałam. Ale przywołując te doświadczenia, zdaje się że wywołałam gniew niektórych osób. Niech tylko usłyszą choćby kichnięcie ze strony Tybetańczyków, zaraz wyskakują z nieopanowaną agresją. Trudno jest określić stopień ich wiedzy, w odniesieniu do rzeczywistej sytuacji, skoro nigdy sami jej nie doświadczyli (czego można się łatwo domyślić po tonie ich wypowiedzi). Ich uprzedzenia oraz ignorancja nie znają granic.

Komunikuj się poprzez rozmowę, ucz się poprzez czytanie. Ale chcę się zapytać, gdzie jest wasza tak zwana komunikacja i nauka? Od 19 listopada tego roku, dokładnie od 21:00 wchodziliście na mój blog wszczynając niemilknącą kampanię pełną plugawych zniewag i ataków. To było bolesne przeżycie. Musiałam usunąć parę komentarzy, które mogły uwłaczać innym czytelnikom.
Wasze ataki nie słabły, dlatego zamknęłam sekcję komentarzy na moim blogu. Wtedy zaczęliście epatować wulgaryzmami w Księdze Gości albo przysyłaliście mi maile.

Monitoring wraz z usuwaniem obraźliwych komentarzy trwał do 2 w nocy; wówczas zdecydowałam się zamknąć wszelkie możliwości komentowania mojego bloga. Tyle się nauczyłam o waszej edukacji, waszej mentalności oraz kulturze.

Jeżeli nie zgadzasz się z moją opinią, wystarczy kliknąć mały czerwony X w rogu ekranu i wyjść. Ale wy wybraliście walkę między sobą, wchodząc tu i siejąc zamęt.

Co, tak na prawdę, chcecie tu osiągnąć?

Obawiam się, że wasze motywy nie są tak niewinne, jak zwykła chęć "komunikacji" i wymiany poglądów.

I w końcu, kto jest tu pajacem, kto tak naprawdę ma wąskie horyzonty?


(wczesnym rankiem, 22 listopada 2010)


Mnie też zadawano takie same pytania. Pewnego razu, ktoś do mnie podszedł i zapytał wprost: "Dlaczego wy, Tybetańczycy, ubieracie się jak żebracy?" To było skrajnie upokarzające. Gdyby moja matka nie odwiodła mnie od kłótni z tym człowiekiem, odpaliłbym bez namysłu! Matka jednak nakazała mi szacunek dla wszystkich tych ludzi, którzy byli przecież naszymi gośćmi. I choć nie przeczytała ona ani jednej książki, jest znacznie bardziej oświecona od nich. W zachowaniu mojej matki i jej podobnych Tybetańczyków, możesz dostrzec prawdziwą istotę naszego narodu!!!

Odpowiedź Namtso: Cytuję: "Nasz brud jest tylko na zewnątrz, jeden detergent i wszystko czyste; twoje nieczystości pochodzą z serca i nawet ciężarówka proszków nie zdoła cię oczyścić." To są kluczowe słowa, nie ma potrzeby unosić się, po prostu ignoruj tych, którzy z ciebie drwią.

Patrzą na nas jak na nędzarzy, odartych z dóbr materialnych, jak na niezrównoważonych psychicznie!

Ja też widziałem i opisywałem tego typu sprawy wcześniej, ale tylko twój post sprawił mi tyle radości. Tak jest, ci którzy oferują nam swoją opiekę, lepiej żeby dali spokój... którzy myślą, że przez rozczytywanie się w świętych pismach zrozumieją wszystko na temat obecnej sytuacji politycznej. Wstydzę się za takich ignorantów! Nasza kultura, nasze tradycje....

Po przeczytaniu tego wpisu, nasunęły mi się pewne słowa, które zamierzam zadedykować właśnie wam: "brudasy Tybetańskie, jesteście jak śmieci. Powinniśmy wziąć przykład z Amerykanów i pozamykać was w rezerwatach, jak rdzennych Amerykanów."

My, Mongołowie, doświadczyliśmy tego samego....

Odpowiedź Namtso: działajmy więc razem

Bez względu na to, czy niektórzy tępacy kiedykolwiek przyjmą do wiadomości i zrozumieją twoją radę, twoja szczerość i poczucie odpowiedzialności powinny dać do myślenia każdemu Tybetańczykowi.

Odp.: na powyższy komentarz

Nie wyskakuj tak z tym okrzykiem "Mongołowie, Mongołowie", pomyślałeś o najdalszych krańcach Mongolii? Są zupełnie zrusyfikowane, język i pismo zmienione, a ich mieszkańcy uważają Chińczyków za skończonych drani. Ale Mongołowie zamieszkujący centralne partie kraju, którzy wykazują zrozumienie dla Chińczyków są jeszcze bardziej odrażający. Jeśli nie będą uważać, zamienią się w bezpańskie psy. Co Ty na to, suko.

Namtso i ci Tybetańczycy mogą się spierać do końca świata! Powinni raczej zorganizować coś w rodzaju turnieju i zobaczyć kto wygra. Co wy na to, żeby przestać strzelać do siebie ze swoich zakamuflowanych pozycji i spojrzeć w twarz własnym słabościom. Wy Tybetańczycy zawsze uważacie się za wielkich, nobliwych, pełnych miłosierdzia i wszyscy są prawie święci. Czemu po prostu nie zapadniecie się pod ziemię! Wtedy zobaczymy, kto tu jest największym prostakiem.

O Boże, tak bardzo bym chciał, żeby jakaś wyższa istota czuwała nad wami kretyni. W porządku , jeśli chcecie robić z siebie idiotów gdzieś na rubieżach świata, gdzie nikt normalny nie postawi nogi, ale na Boga nie róbcie tego tutaj publicznie! Co z tego, że oskarżacie nas o członkostwo w 50 Cent Party? Przynajmniej dostajemy za to kasę, zamiast kłócić się bez sensu!

Tybetańskie dzikusy, jesteście ohydnym produktem hodowli, fuzją żywego inwentarza i żeńskich demonów! Na zawsze pozostaniecie niewolnikami, bo nawet nie zaliczacie się do rasy ludzkiej, więc nigdy nie będziecie się zachowywać, jak ona. Tybetańczycy przed wyzwoleniem w 1959 wywalali tylko języki na wierzch. Kiedykolwiek spotkali człowieka, zaraz wystawiali język, jak zwierzęta.


tłum.Katarzyna Gąsiorek



Źródła: High Peaks Pure Earth; fragment tłumaczenia - "Byłeś w Tybecie?" - pochodzi ze strony internetowej Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.




24 listopada 2010

Blogposty i poemat o języku tybetańskim



High Peaks Pure Earth tłumaczy wpisy bloggerów oraz wiersze, których tematem jest język tybetański.

Od czasu październikowych protestów studenckich przeciwko zapowiedzianym ograniczeniom w posługiwaniu się językiem tybetańskim w szkołach w prowincji Qinghai, kwestia języka tybetańskiego nabrała szczególnego znaczenia w oczach tybetańskich internautów.

Zastanawia fakt, iż blogi tworzone w języku tybetańskim na ogół milczały w tej sprawie, publikując luźne wzmianki o protestach, podczas gdy tybetańscy blogerzy piszący w języku chińskim, znacznie częściej komentowali zaistniają sytuację. Być może kwestia mowy ojczystej jest dotkliwiej oraz boleśniej odczuwana przez tych, którzy praktycznie stracili z nią kontakt.

Poniższy wiersz "Wybaczcie" został opublikowany przez tybetańskiego bloggera w dniu 23 października 2010.Opłakuje on w nim utraconą przez siebie zdolność czytania w języku tybetańskim. Jednakże, utrata umiejętności posługiwania się rodzimym językiem, łączy się z poczuciem oderwania od całego dziedzictwa, tradycji, kultury - podobne echa możemy odnaleźć w wierszu "Sambhota, wynalazca pisma tybetańskiego" oraz twórczości znamienitego poety VI Dalajlamy.


Wybaczcie

każdą z trzydziestu liter alfabetu
nawlekacie paciorek naszyjnika historii

ale ja
skopany przez czas
straciłem podstawy
i naszyjnik

Tonmi, ojcze liter - przepraszam
ojcze, matko - kajam się przed wami
dziadowie tudzież
nauczyciele, drodzy, bliscy - wybaczcie

słów w skale rytych waszą ręką
nie pojmuję
wierszy miłosnych tamtego Dalajlamy
nie wydukam

dawno już bez campy
buddyzmu światła
różańca
khataka
- dziś jeszcze straciłem głos

żegnać mi się więc z przyśpiewką
baśnią
zawołaniem przodków
modlitwą i oddechem przyrody

nie dlatego, że was nie kocham (znów przepraszam)
nie, że chcę was porzucić (wybaczcie)
ja po prostu nic nie mogę (jak wyżej)

22 października 2010
(Tłum. Helsińska Fundacja Praw Człowieka)





Inny tybetański blogger publikuje 22 października tego roku wpis z pytaniem, ile czasu zostało do ostatecznego unicestwienia języka tybetańskiego. W nagłówku bloga zamieścił on następujące wersy:


jeśli nie oddychasz,
nie ma powietrza.
nie ma ziemi,
gdy po niej nie chodzisz.
jeśli nie rozmawiasz,
nie ma świata wokół.
mów więc, proszę
w swym rdzennym języku.




Jak blisko jesteśmy wytępienia naszego języka????

Pamiętam, że pierwszym słowem, jakiego się nauczyłem w dzieciństwie, było "Amala" [tyb. „matka”, "mamusia"], wedłóg mojej Matki, to była najbardziej poruszająca i pełna błogości chwila.

Pamiętam swoje dorastanie i ciągły niedosyt słuchania opowieści mojej Babci o Królu Gesarze i Królowej Drumo; to byli moi idole, których mogłem wielbić. Czułe słowa Babci opowiadającej w romantycznym, pięknym poetyckim języku tybetańskim przylgnęły do mnie jak skrzydła wyobraźni, szybujące wysoko, daleko.

Pamiętam, jak moja Matka pierwszy raz uczyła mnie wszystkich trzydziestu liter tybetańskiego alfabetu, ka kha ga nga. Krok po kroku trzydzieści liter stawało się dla mnie oknem otwierającym na świat.

Tych wspaniałych, melodyjnych trzydzieści liter, tworzących przekaz o czynach bohaterów, tych trzydzieści liter pełnych mądrości i pasji, przenikało usta pokoleń synów i córek, opowiadało im historię, przybliżało dziedzictwo kultury, błogosławiło herosów, inspirowało wojowników, nauczało młodsze generacje, budząc w nich entuzjazm.

Jak to się stało, że cię porzucam? Nie posługuję się tobą, jak do tego doszło? Jak to możliwe, że jesteś mi obcy???



Źródło: High Peaks Pure Earth

Blog jest źródłem informacji i komentarzy związanych z Tybetem oraz publikuje tłumaczenia tekstów pisanych po tybetańsku i chińsku na blogach w Tybecie i Chińskiej Republice Ludowej.



tłumaczenie Katarzyna Gąsiorek