Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tenzin Tsundue. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tenzin Tsundue. Pokaż wszystkie posty

6 października 2012

Dekodując 'Drapchi'


Tenzin Tsunude recenzuje DRAPCHI

Film fabularny/kolor/80 min
Reżyser: Arvind Iyer
Scenariusz: Pooja Ladha Surti
Zdjęcia: Trevor Tweeten
Producent: Iceberg Nine Films
Aktorzy: Namgyal Lhamo i inni
Premiera: 10 marca 2013



“Powstanie wiele filmów w oparciu o nieznane historie tybetańskiej walki o wolność, szczególnie o wojowniczych Khampa, jednak Drapchi przedstawia pierwszą tybetańską bohaterkę Yiga. Jej historia zostanie z tobą długo po tym, jak zapadnie kurtyna”


Wiele lat od początku chińskiej okupacji, uchodźstwie Dalajlamy, po Rewolucji Kulturalnej w czasie której Tybet legł w gruzach, po tym jak Deng Xiaoping sprzedał komunizm w zamian za konsumpcyjną gospodarkę rynkową, nawet po tym jak świat poddał Tybet i działania bez stosowania przemocy – Tybetańczycy nie zaprzestali dwóch rzeczy: modlitw i śpiewu.

Drapchi stanowi rzadkim przykład filmu o Tybecie, który opowiada historię sięgającą samego sedna cierpień narodu tybetańskiego.  Opowiedziana prostą narracją, Drapchi jest pełną mocy historią Tybetanki, która ucieka z więzienia-bunkra położonego głęboko w odległym górskim regionie Tybetu, udaje jej się ocalić życie w przeprawie przez Himalaje do Nepalu, gdzie przeżywa wspomnienia o swojej przeszłości przed ucieczką na nową emigrację – do Europy.

Fabularny debiut Arvinda Iyera stanowi niecodzienną produkcję stworzoną w Mumbaju, stolicy Bollywood. Ten tętniący życiem przemysł filmowy, nie stworzył dotychczas choćby jednego filmu o Tybecie, w czasie kiedy w Hollywood powstały produkcje takie jak ‘Kundun’ Martina Scorsese – historię życia Dalajlamy czy ‘Siedem lat w Tybecie’ Jean-Jacques Annaunda z Bradem Pittem w roli głównej.

Tytuł filmu został zapożyczony od lhaskiego więzienia Drapchi, które do niedawna było najsławniejszym wiezieniem w Tybecie, w filmie zaś stanowi metaforę strachu, kontroli i nielegalnych zatrzymań Tybetańczyków w całym okupowanym Tybecie.

Iyer nie jest aktywistą. Jest twórcą historii. Z powodzeniem przełamuje stereotypy, jego bohaterka Yiga Gyalnang, pewna siebie i najwyraźniej zamożna śpiewaczka operowa, sławna w swoim zawodzie, jest niezależną i pewną siebie kobietą, która sama prowadzi samochód i mówi po angielsku.

Yiga nie jest ani mniszką ani świętą. Yiga, zagrana została przez mieszkającą w Holandii tybetańską gwiazdę – śpiewaczkę Namgyal Lhamo, doskonale odnajduje się w roli, która wygląda na stworzoną wprost dla niej. W jej głosie słychać wodę z topniejącego śniegi, śpiewając od samego początku rozpala celuloid; w zestawieniu z śnieżnymi górami i rozległymi zielonymi pastwiskami – natychmiast przenosi każdego na Wyżynę Tybetańską.

Postać Yigi jest niewiarygodnie podobna do prawdziwego życia Namgyal Lhamo, która przedstawia ją z godnością i nonszalancką łatwością. Jej pieśni pełne mocnych uderzeń i hipnotycznych momentów stanowią filmowe tło, oddające wnętrze ducha, kiedy bohaterka jest aresztowana, więziona i torturowana, a nawet brutalnie gwałcona w więzieniu.

Kiedy przy braku reakcji świata, na dachu świata dochodzi do najbardziej wstrząsających doświadczeń tortur i zastraszania, Yiga mówi „Wolność nie jest ucieczką z więzienia, ale pokonaniem własnego strachu”.

Światowa premiera “Drapchi” odbyła się 29 czerwca w New Delhi, na dwunastym „Osian’s Cinefan Festival of Asian and Arab Cinema” , Tybetańska część widowni była poruszona do łez realistycznym oddaniem własnego losu. Po projekcji, w imieniu ponad 300 Tybetańczyków obecnych na festiwalu, Przedstawiciel Dalajlamy Tempa Tsering, podziękował reżyserowi słowami: „Prawda odzyskała głos”.

Drapchi pozostawia nam coś na dłużej. Pokazuje, co się dzieje, kiedy duchowo rozwinięci ludzie w Tybecie są poddani agresji pod lufami karabinów, kiedy nie ma ucieczki, i jak sobie radzą z prawdziwym wyzwaniem nauk Buddy. Jak można praktykować współczucie, kiedy wróg okupuje twój kraj, zabija wszelki opór a teraz próbuje uciszyć ciebie w więziennej celi?

Powstanie wiele filmów w oparciu o nieznane historie tybetańskiej walki o wolność, szczególnie o wojowniczych Khampa, jednak Drapchi przedstawia pierwszą tybetańską bohaterkę Yiga. Jej historia zostanie z tobą długo po tym, jak zapadnie kurtyna.  ‘Drapchi’ znalazł się w oficjalnej selekcji 28 Warszawskiego Festiwalu Filmowego, 12-21 października 2012 oraz zgłoszony do konkursu 35 Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Kairze.

Film będzie dystrybuowany na świecie od 10 marca 2013 r.


DRAPCHI [Preview] from Iceberg Nine Films on Vimeo.

www.facebook.com/DRAPCHI

* * *
Tenzin Tsundue jest tybetańskim poetą, publicystą i działaczem przebywającym w Dharmasali, w Indiach. Jest sekretarzem organizacji Friends of Tibet opowiadającej się za niepodległością Tybetu. Opublikował książki: „Crossing the order”, „Shemshook” oraz „Kora” (zbiorek wierszy przetłumaczony na j. polski i objęty patronatem przez Program Tybetański Fundacji Inna Przestrzeń). W grudniu 2008 roku na zaproszenie Programu Tybetańskiego przyjechał do Polski, aby wziąć udział w promocji polskiego wydania "Kory" w Klubie Gazety Wyborczej.

23 marca 2011

Przyszłość jest tutaj i o tym mówi Przywódca

Najnowszy tekst tybetańskiego poety i aktywisty Tenzina Tsundue, który ukazał się 13 marca 2011 roku w Times of India, i jest odpowiedzią na toczącą się dyskusję wokół zapowiedzi Dalajlamy zrzeczenia się wszystkich funkcji politycznych i przekazania ich tybetańskim władzom emigracyjnym wybranym w demokratycznym procesie.

Drodzy Tybetańczycy i przyjaciele Tybetu,
To mój najnowszy artykuł pisany dla indyjskiej prasy Times of India. Dotyczy on więzi miedzy Dalajlamą a Tybetańczykami.

Pewnego razu w latach 70-tych, gdy rząd tybetański na uchodźctwie w Dharamsali dysponował tylko jednym telefonem, sekretarz zadzwonił do biura Dalajlamy, które znajdowało się dwa kilometry dalej na wzniesieniu w McLeod Ganj. Sekretarz chciał rozmawiać z osobistym asystentem Dalajlamy, Lamą Tara la. Głos po drugiej stronie oznajmił mu, że asystenta nie ma w pobliżu i spytał, w jakiej sprawie dzwoni. Ale sekretarz chciał wiedzieć z kim ma przyjemność, więc usłyszał: “Z Tenzinem Gyatso”. Tymczasem nikt o takim nazwisku nie pracował w biurze, zatem sekretarz zapytał: “Z jakim Tenzinem Gyatso?” I wtedy zapaliła mu się lampka. Właśnie rozmawiał z Dalajlamą. I natychmiast się rozłączył. Tybetańczycy uwielbiają opowiadać kawały o rządowych oficjelach do tego stopnia, że wnet ubarwili finał tej historyjki i w obecnej wersji sekretarz już pada na kolana, by trzykroć pokłonić się słuchawce.

Kiedy spotykamy sie z chińskimi aktywistami oraz intelektualistami, nasz dyskurs dzieli historyczna narracja. Jednak w sprawie pochodzenia Dalajlamy jest tylko jedna prawda. W 1578 wnuk Czyngis Chana, Ałtan Chan, zaprosił do Mongolii ówczesnego tybetańskiego duchowego przywódcę, lamę Sonam Gjatso i nadał mu tytuł ‘Talé Lama’, co znaczy “Ocean Mądrości” (zangielszczony jako Dalajlama). Dwóch jego poprzedników pośmiertnie mianowano Pierwszym i Drugim ‘Talé Lamą’. Czwarty, Jonten Gjatso, był Mongołem. Zaś syn Ałtan Chana, Guszri Chan, sięgnąwszy po swoją wymiatającą wrogów w pył siłę wojsk, wspomógł Wielkiego Piątego Dalajlamę Lobsanga Gjatso, czyniąc go władcą nad całym Tybetem. Odtąd Dalajlamowie są naszymi duchowymi i politycznymi przywódcami.

Sama więź między ludnością tybetańską a urzędem Dalajlamy jest dłuższa niż cztery stulecia. Z dziada pradziada każde dziecko dowiaduje się, że nasz nauczyciel jest inkarnacją Awalokiteśwary, bodhisattvy miłości i współczucia, który znacznie wcześniej wkroczył w dzieje Tybetu, by pomagać jego mieszkańcom. W ciągu niecałych 200 lat tworzenia się tybetańskiego imperium, od VII do IX wieku – od kiedy buddyzm przybył tu z Indii, Tybetańczycy byli jednymi z najokrutniejszych wojowników, plądrujących Chiny, najeżdżających Mongołów, grabiąc ziemie Afganistanu i Pakistanu z Zachodu, a rozszerzając się na Indie od strony południa. Tradycja mówi, że w VII wieku Awalokiteśwara zamanifestował się jako 33 władca Tybetu Songtsen Gampo, który wydatnie przyczynił się do popularyzacji buddyzmu w Krainie Śniegu.

I tu znów, związek Tybetańczyków z bodhisattwa współczucia sięga samych korzeni rasy tybetańskiej. Wierzymy, że pochodzimy ze związku Awalokiteśwary występującego w ciele małpy oraz Tary, żeńskiego bóstwa uosabianego przez olbrzymkę. Ta więź sprawia, że wszyscy Tybetańczycy są dziećmi Dalajlamy.

Nie mamy może silnej armii, nie uczymy się jak wykorzystać naturalne złoża do produkcji  bomb, mamy za to kogoś, z kogo jesteśmy absolutnie dumni - to “Klejnot Spełniający Życzenia”, Czintamani, Jiszin Norbu, jak określa się Jego Świętobliwość w Tybecie. Współpracownicy Dalajlamy, zwracają się do niego “Kundun”: Obecność, choć On sam podpisuje się po prostu jako Tenzin Gjatso.

Patrząc na wszystkie 14 żywotów, ten Dalajlama jest najbliższy życiu każdego poszczególnego Tybetańczyka. Cierpienia zadane wskutek chińskiej okupacji – ponad milion, tj. 1/6 całej populacji zmarła z wycieńczenia i tortur – zjednoczyły nas pod jego przywództwem. Choć oficjalnie jest zwierzchnikiem Gelukpy, najliczniejszej ze szkół buddyzmu tybetańskiego, to dzięki swojej  uniwersalnej praktyce oraz nauczaniu, Dalajlama podbił serca wyznawców wszystkich tradycji. I dlatego pozostanie najbardziej charyzmatycznym przywódcą Tybetu, choć większość swojego życia spędził na wygnaniu, nawet nazywa siebie synem Indii.

Dziś, zamiast szykować miejsce dla swojej inkarnacji, Dalajlama inwestuje w coś znacznie nowocześniejszego oraz trwalszego – w Demokrację. Taka jest jego długofalowa wizja: stworzyć system oraz kulturę odpowiedzialności scalającej od wewnątrz tybetańską wspólnotę. Dlatego w miejsce błagań wznoszonych do Jego Świętobliwości o dalsze przywództwo, musimy zrobić krok naprzód i podjąć wyzwanie które nam, swoim dzieciom, właśnie rzucił.

Tłumaczenie: Katarzyna Gąsiorek

Więcej na naszym blogu:

9 marca 2011

Zatraciłem gdzieś mój losar

Moi drodzy przyjaciele Tybetu oraz Tybetańczycy,
Wczoraj rozpoczął się Tybetański Losar 2138. Doszły mnie słuchy, że rząd chiński akurat przed nowym rokiem wysłał do domów tych, którzy nie są rezydentami Lhasy. Tradycyjnie Losar świętowany jest przez pięć dni albo przynajmniej pierwsze trzy dni, kiedy to trzeciego dnia cała społeczność spotyka się aby wznosić maszty z flagami oraz rozwiesza sznury kolorowych flag modlitewnych pośród górskich drzew. Dziwi więc fakt, że wszyscy przedstawiciele rządu Tybetańskiego Regionu Autonomicznego zostali zobligowani do stawienia się w pracy trzeciego dnia nowego roku.

Podarki zwykle wręcza się przyjaciołom wraz z życzeniami pomyślności. Ja dzielę się z wami wierszem, który napisałem wczoraj. Jest to mój noworoczny prezent dla wszystkich.

Tenzin Tsundue
Dharamsala (6.03.2011)


ZATRACIŁEM GDZIEŚ MÓJ LOSAR

-Tenzin Tsundue-



Gdzieś po drodze,
zatraciłem to, nie wiem kiedy i gdzie.
Niecodzienna to zguba.
Ja dorosłem, a ona została w tyle
nigdy po nią nie wróciłem.
Stało się to w dzieciństwie
gdy wyczekiwałem na coroczną kolację momo,
gdy w naszej szkole uchodźców
rwaliśmy się ku prezentom owiniętymi w gazety,
bo właśnie przeżyliśmy razem kolejny rok,
a na tortach błyskały świeczki.
Gdzieś po drodze,
zatraciłem to, kiedy i gdzie, nie wiem.
Wtedy, gdy nasze nowe ubrania zaczęły uwierać i grozić samozapłonem
bo aresztowanych bohaterów zaczęto traktować jak bydło
i w większości są już martwi, a my
bawiliśmy się przy dźwiękach Bollywood,
tak zatraciłem mój Losar.
Gdzieś po drodze,
zatraciłem go, nie wiem kiedy ani gdzie.
Studiowałem w nadmorskim Bombaju,
rodzina siostry wyruszyła na pielgrzymkę,
wujek w Waranasi i matka pasająca krowy
w Południowej Indii, która wciąż musi meldować się
na posterunku w Dharmasali, nie mogąc zdobyć biletów na pociąg
(wciągnięcie na trzydniową listę oczekujących jest ryzykowne,
bo wliczając drogę powrotną, całość potrwa tydzień).
Nawet, gdybym ja pojechał, to reszta rodzeństwa
może mieć kłopot z czasem. Krótko mówiąc,
minęło 20 lat bez Losaru.
Gdzieś po drodze,
zatraciłem go, kiedy i gdzie, nie wiem.
Kiedyś Losar to był prawdziwy nowy rok,
z garścią świętych rytów,
wtedy przybory szkolne wraz z uniformami
były naszą dzienną strawą, a rodzina
oznaczała grono bliskich przyjaciół. Losar jest
wtedy, gdy każdy z nas
dzwoni do domów, a kable niosą nasz płacz
wskroś Himalajów. Losar to pęk plastikowych kwiatów
oraz uroczystość z pysznymi momo. Nagle w 2008,
nasi bracia galopując na koniach wykrzyczeli “Wolność”
w twarz kanonadzie karabinów, a wkrótce
padli jak muchy w olimpijskim widowisku,
my za to ogoliliśmy głowy, grożąc głodówką
gotowi na śmierć, ale nie...
Nie mogłem umrzeć, zabrania tego prawo.
Gdzieś po drodze,
zatraciłem to, kiedy i gdzie, nie wiem.
Zatraciłem mój Losar.

Tenzin Tsundue, tybetański aktywista i poeta, jedna z ikon młodego pokolenia Tybetańczyków wychowanych na uchodźstwie działających na rzecz pełnej niepodległości Tybetu, autor kilku tomików wierszy i opowiadań, w tym wydanego w Polsce zbioru "Kora".

Zobacz także na naszym blogu: List Tenzina Tsundue do Wen Jiabo

Tłumaczenie: Katarzyna Gąsiorek


29 grudnia 2010

List Tenzina Tsundue do Wen Jiabao

Poniżej zamieszczamy tłumaczenie listu otwartego napisanego przez tybetańskiego aktywistę i poetę Tenzina Tsundue, opublikowanego 16 grudnia w ogólnoindyjskim dzienniku The Hindustan Times, w związku z oficjalną trzydniową wizytą chińskiego premiera Wen Jiabo w Indiach. List, podobnie jak inne działania Tsundue zaczyna być popularny w Internecie, został przetłumaczony na język tybetański i chiński.



Drogi Panie Wen Jiabao,

witam w Indiach. Choć sam nie jestem obywatelem tego kraju, tu się jednak urodziłem i dorastałem, podobnie jak wszyscy uchodźcy. Indie są więc dla mnie jedynym domem, jaki znam. Należę do drugiego pokolenia uchodźców tybetańskich – jednym z wielu dzieci tych wszystkich, którzy sukcesywnie od 1959 uciekali przed agresorem chińskim, zdążając śladami Jego Świątobliwości Dalajlamy.


Podczas pańskiej ostatniej wizyty w Indiach w dniu 10 kwietnia 2005 roku - gdy był pan zajęty przemową do indyjskich naukowców na pierwszym piętrze Indyjskiego Instytutu Nauki w Bangalore - oczy mediów znienacka odwróciły się od pana, zostawiając zupełnie osamotnionego w sali. Ktoś bowiem wspinał się po tym szacownym budynku w kierunku dzwonnicy, powiewając bannerem z napisem Wolny Tybet i skandując hasła. To byłem ja.

Dzisiaj piszę do pana swój List Otwarty. Już przed pięcioma laty wiedziałem, że zalicza się pan do grona liberalnych przywódców Chin. Pańskie ostatnie wezwanie do reformy swobód obywatelskich i demokracji w Chinach rozniosło się szerokim echem na międzynarodowym forum. W swoim kraju również posiada pan młodych, ambitnych i wykształconych sojuszników.

Śledzę heroiczne dążenia chińskich pisarzy, poetów, twórców filmowych oraz aktywistów, którzy niestrudzenie działali na rzecz demokracji i ochrony praw człowieka w Chinach. Wielu z nich zostało aresztowanych lub jest notorycznie oskarżanych o nawoływanie do buntu czy ujawnianie tajemnic państwowych. Dobitnym przykładem jest tu Liu Xiaobo, pierwszy chiński laureat Pokojowej Nagrody Nobla.

Nazywam go wojownikiem pokoju, bohaterem nowego świata. Chodziłem do szkoły w czasach, gdy Liu demonstrował na Placu Tiananmen. Dorastałem pełen podziwu dla tych wszystkich studentów, wykładowców, intelektualistów i pracowników, którzy poświęcili swoje życie dla wolności nawołując do reform i powszechnego prawa do wolności słowa, jakie znamionują wolny świat.

Te dzieci nowoczesnych Chin są najprawdziwszymi strażnikami przyszłości Republiki Ludowej. Korzystając z ekonomicznego rozwoju Chin dokładają wszelkich starań, by świadomie kształtować uniwersalne normy społeczeństwa obywatelskiego. Tacy właśnie ludzie inspirują i budzą młode pokolenia rozsiane na całym świecie, które bez nich traktowałyby wolność i demokrację jako należne im, oczywiste wartości.

Świat znacznie chętniej dobija targu z zamożnymi Chinami, które pozostają wierne pekińskiej konstytucji i tamtejszym strukturom prawnym. Na chwilę obecną wolny świat jest albo porażony waszą imponującą manifestacją militarną albo musi czerpać z waszych skarbców, wzbogacanych przez sprzedaż taniej (niewolniczej) siły roboczej do zachodnich korporacji, nie wspominając o drapieżnej eksploatacji złóż mineralnych i innych dóbr, wyżętych do cna z okupowanych terenów południowej Mongolii, wschodniego Turkiestanu (zwanego przez was Xinjiang) oraz Tybetu. A propos, Tybet jest głównym komponentem szerszego problemu Chin.

Skutkiem realizacji waszego 'Projektu przymusowych osiedleń nomadów' tysiące rodzin pasterskich zostało zmuszonych do sprzedaży niezliczonych stad jaków i owiec, po czym stłoczono ich w betonowej szuflandii domków, gdzieś na antypodach – identycznie zostali potraktowani Indianie w strzeżonych rezerwatach jakiś wiek temu.

Dumni z natury nomadzi, którzy od wieków swobodnie wędrowali i cieszyli się bogactwem swojej kultury i tradycyjnego stylu życia, przyglądają się teraz bezwiednie jak ich pastwiska są rozkopywane pod kopalnie i lotniska wojskowe, jak naturalną glebę pokrywa drogowa oraz kolejowa infrastruktura. Tybetańscy chłopcy myją gary w przydrożnych restauracjach, dziewczęta nakłania się do prostytucji.

Tego lata, gdy trzęsienie ziemi uderzyło w Jeikudo w regionie Yushu był, był pan pierwszym chińskim przywódcą, który odwiedził poszkodowanych mieszkańców. Na własne oczy zobaczył pan, że z Yushu odchodzą gałęzie kilku najważniejszych rzek Azji. Rzeki spływają z tybetańskich źródeł do Indusu, Brahmaputry, rzeki Satledź, Saluin, Mekongu, a rzeka Jangcy wraz z rzeką Żółtą karmią ponad 1.5 biliona w ludzi południowej Azji i Chinach.

I te właśnie rzeki są obecnie dewastowane na wielu odcinkach – szczególnie wzdłuż potężnej Yarlung Tsangpo, która wpływa do Indii, podobnie jak Brahmaputra. Ich zamulenie powoduje zmiany w naturalnych trajektoriach. Czyżby Pekin był nieświadomy faktu że powódź, której katastrofalne skutki dało się już odczuć na obszarze Wyżyny Tybetańskiej, ma swoje konkretne negatywne powiązania z geo-polityką terenów Południowej Azji, a w tym wszystkich jej mieszkańców?

Pamiętne powstanie z 2008 roku zostało brutalnie stłumione przez Chińską Armię Ludowo-Wyzwoleńczą. Obecnie Tybet jest strefą zmilitaryzowaną, w obrębie której ludzie żyją pod pręgierzem ciągłego strachu i wszechobecnej podejrzliwości. Tymczasem, mimo licznych prześladowań Tybetańczyków i Ujgurów, Chiny są jedynym krajem nie zagrożonym ze strony terrorystów. Kiedy więc przybywa Pan z delegatami na oficjalną wizytę do Indii, my wychodzimy na ulice, by protestować w pokoju, bez przemocy. A może dojdzie kiedyś do porwania samolotów? Może jacyś samobójcy wysadzą w powietrze prominentnego przywódcę? Skądże.

Kieruje nami etyka i opanowanie wynikające z silnej wiary w pokój, której gwarantem jest nasz przywódca, Jego Świątobliwość Dalajlama. Niestety, jego propozycja uznania autentycznej autonomii w ramach Chińskiej Republiki Ludowej została kategorycznie odrzucona przez władze Chin. Dlaczego w trakcie swojej trzydniowej wizyty w Indiach nie znalazł Pan czasu na spotkanie i rozmowę z Nim?

W latach 60-tych starsze pokolenie Tybetańczyków niepokoiło się dalszym losem swojego kraju. Dziś natomiast wszystkie działania są podejmowane przez młodych ludzi zarówno w Tybecie, jak i poza jego granicami. Tu, na wygnaniu wybierzemy w przyszłym roku swojego nowego premiera wraz z 44 członkami parlamentu. Młodzi Tybetańczycy, im lepiej są wykształceni, wykwalifikowani, im więcej nawiązują międzynarodowych kontaktów, im bardziej się rozwijają, tym bardziej cierpią z powodu braku poczucia przynależności. Nie są w końcu obywatelami żadnego kraju. Ten brak przynależności sprawia, że żyjemy w niepewności, a nasze dążenia mają dla nas znacznie większą wagę niż dla naszych rodziców i dziadków. Stąd wynika też silniejsze pragnienie niezależności obecne wśród młodzieży. Ostatnia zmiana w systemie edukacyjnym wyparła książki tybetańskie na rzecz chińskich. To jeszcze bardziej wzmocniło nasze przekonanie, że tylko niezależność zagwarantuje przetrwanie narodowi tybetańskiemu. 60 lat chińsko-indyjskich relacji koresponduje z 60-letnią okupacją Tybetu przez Chiny.

Panie Premierze, w 2012 roku odejdzie pan na emeryturę. I zgodnie z pana ulubionym powiedzeniem "ren zji jian si qi yan ye shan" (chwila śmierci wyzwala z człowieka prawdę) nadszedł właśnie czas, w którym rzeczywiste pragnienia Chińczyków zostały wyrażone. I nikt prócz Pana nie może im lepiej zadośćuczynić.

Tenzin Tsundue

Dharamsala, India. 14 grudnia 2010.

Tłum. Katarzyna Gąsiorek

Słowo o autorze:
Tenzin Tsundue jest tybetańskim poetą, publicystą i działaczem przebywającym w Dharmasali, w Indiach. Jest sekretarzem organizacji Friends of Tibet opowiadającej się za niepodległością Tybetu. Opublikował książki: „Crossing the order”, „Shemshook” oraz „Kora” (zbiorek wierszy przetłumaczony na j. polski i objęty patronatem przez Program Tybetański Fundacji Inna Przestrzeń). W grudniu 2008 roku na zaproszenie Programu Tybetańskiego przyjechał do Polski, aby wziąć udział w promocji polskiego wydania "Kory" w Klubie Gazety Wyborczej.

Więcej informacji:
Tenzin Tsundue - notka biograficzna
Między smokiem a słoniem - esej o relacjach chińsko - indyjskich
Tybet musi być niepodległy - wywiad w Gazecie Wyborczej (2006 r.)