Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dalajlama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dalajlama. Pokaż wszystkie posty

19 października 2012

Ucieczka z krainy wiecznego śniegu

Zamieszczamy recenzję najnowszej publikacji o Tybecie napisaną przez Ewę Gajewską, jedną z redaktorek polskiego wydania. 17 października 2012 odbyła się premiera polskiej wersji powieść „Ucieczka z krainy wiecznego śniegu.” Objęliśmy publikację patronatem. 


Stephan Talty nie postawił przed sobą łatwego zadania. Opisać już opisane, zacytować słowa wielokrotnie już zacytowane. Przypomnieć historię, które nigdy nie dzieliła, choć na zawsze spowodowała rozłam między Chińczykami a Tybetańczykami. Książka „Ucieczka z krainy wiecznego śniegu” przedstawia historię początków chińskiej okupacji w Tybecie, skupiając się na kilku newralgicznych dniach marca 1959 roku. Te chłodne, ale słoneczne dni odcisnęły piętro nie tylko na mieszkańcach Lhasy - Miasta Bogów, ale w dużej mierze na życiu każdego Tybetańczyka.

Gdy 10 marca tłum mieszkańców Lhasy zaczął zbierać się pod letnim pałacem dalajlamów – Norbulingką, nikt nie spodziewał się, że kilka dni później Tybet zapłonie, spłynie krwią a ziemia pokryje się łuskami z pocisków. Współcześni temu wydarzeniu nie zdawali sobie sprawy z dramatu, jaki rozgrywał się na Dachu Świata. Nawet prezydent Stanów Zjednoczonych – Dwight Eisenhower, nadzorujący akcję CIA w Tybecie dopiero kilka dni później zaczął dostawać szczegółowe raporty. Tybet odcięty był nie tylko od świata mediów, ale przede wszystkim od pomocy. Umierał powoli i w medialnej ciszy.

Po latach wiele źródeł, relacji i raportów pozwala odtworzyć te wydarzenia. Te raporty, opowieści, wspomnienia legły u podstaw powstania książki Stephana Talty.


Opowiadając historię powstania i ucieczki XIV Dalajlamy z Tybetu, Talty nie skupia się na jednostronnych wypowiedziach, jego pióro krąży niczym oko kamery słuchając i starając się rzucić światło z wielu stron. Poznajemy więc losy braci Dalajlamy – Czogjala i Norbu, z których jeden obserwował powstanie na własne oczy, pozostając niemal w jego epicentrum, drugi dowiedział się o nim z radia, siedząc w swoim domu w USA. Poznajemy również Sopę, urzędnika z pałacu Norbulingka, któremu XIV Dalajlama przekazał misję niemal niemożliwą – wrócić do Lhasy i przekazać wytyczne duchowego i wkrótce już byłego politycznego przywódcy. Trudno wyobrazić sobie cierpienia, jakich doświadczyć musiał ten prosty urzędnik, aby wykonać zadanie, nie poddać się, wytrwać mimo dramatu dziejącego się na jego oczach. Ile odwagi, siły i wiary wymagała walka o życie, mimo wielokrotnych prób samobójczych. O śmierci myślał również Athar Norbu, partyzant walczący dzięki środkom i wsparciu CIA w operacji, która zakończyła się chwilę przed przyjacielskim uściskiem Chin i USA w 1972 r.

Śmierć, cierpienie i walka naznaczyła również losy Jontena, który gdy wybuchło powstanie miał zaledwie 16 lat i Norbu, który uciekł z Tybetu ze swymi dwoma żonami w sytuacji, gdy nie było już ratunku. Sam Talty od pierwszych stron książki zastanawia się, co pchnęło prostych ludzi do takich poświęceń, co sprawiło, że gotowi byli złożyć życie w ofierze.

Narodowy zryw wytłumaczyć można poświęceniem dla kraju i wolą walki z okupantem. Ale nie przez wszystkich wojska chińskie wkraczające do Tybetu postrzegane były jako okupanci. Chińczycy głosili chęć ochrony Tybety i sami wierzyli w swą humanitarną misję dziejową. Postrzegali Tybet jako zapomniany zakątek swej wielkiej chińskiej ojczyzny, przejęty przez imperialistyczne siły i wołający o wolność. Deklaracja złożona przez przewodniczącego Mao Zedonga z Bramy Placu Niebiańskiego Spokoju w 1949 r. nie pozostawiała wątpliwości, co do przyszłości Tybetu. Kilka tygodni później wojska chińskie wkroczyły do Amdo i Kham, rozpoczynając ponad 60-letnią już okupację.

Sam Dalajlama o układzie między Tybetem a Chinami dowiedział się z radia, nie mając szansy zareagować w jakikolwiek sposób. Los Tybetu został przypieczętowany, kiedy on studiował księgi przed najważniejszym w swoim życiu egzaminem, który miał dać mu pełnię władzy politycznej. Krótki zachwyt ideologią komunistyczną oraz początkowa pomoc, jaką Tybetańczycy otrzymywali od Chińczyków uśpiła czujność mieszkańców Dachu Świata, choć nie ma żadnych źródeł wskazujących na umyślne działanie władz chińskich skutkujące brutalną pacyfikacją i po latach wynarodowieniem Tybetańczyków, degradacją ich kultury, masową eksploatacją zasobów naturalnych i mordowaniem uciekinierów.

Być może wszystkiemu dała początek plotka. Wiadomość o planach uprowadzenia Dalajlamy przez chińskie wojska zelektryzowała Lhasę, biegnąc jej ulicami i nie pozostawiając miejsca na zdroworozsądkowe analizy i szukanie prawdy. Dla Tybetańczyków nie było już odwrotu, dla chińskiego wojska innej znanej reakcji.
Niepotwierdzona plotka zmieniła losy Tybetu i milionów jego mieszkańców. Odpowiedź na pytanie Talty’ego dać może obecnie każdy Tybetańczyk, zarówno ten żyjący na uchodźctwie, jak i ten w samym Tybecie. To nie poczucie narodowego zagrożenia porwało ludzi do beznadziejnej walki. To prawdziwe bądź potencjalne zagrożenie największej świętości – osoby Dalajlamy. To, co jasne jest dla każdego Tybetańczyka stanowiło zagadkę dla chińskich władz, tak jak wciąż stanowi dla wielu mieszkańcow Zachodu. XIV Dalajlama jest maskotką mediów, ikoną ruchu protybetańskiego, uśmiechniętym starszym panem. Dla każdego Tybetańczyka jest Kundunem – Obecnością, całym Tybetem.

Może się wydawać, że wiedząc to nie trzeba już czytać kolejnej książki o Tybecie. Ale to nie jest zwyczajna książka. Choć zebrane fakty są powszechnie znane, ich przywołanie pozwala wrócić myślami do nocy, kiedy partyzant Athar nadawał swoje zaszyfrowane raporty, odczytywane w środku nocy przez CIA, do poranka, kiedy Sopa zakładał ciężki od krwi płaszcz, który jego właścicielowi nie mógł się już przydać. W końcu do chwili, kiedy młody Dalajlama żegnał się na granicy Tybetu i Indii z Khampami – wojownikami siejącymi niegdyś strach w całej Azji. Żegnał się, wiedząc, że za chwilę odwrócą się by zginąć w walce o jego wolność a jemu samemu przyjdzie walczyć o swój kraj z niewielkiego górskiego miasteczka w Indiach. W książce Stephana Talty ciekawe są również wątki dotyczące dwóch dziennikarzy – George’a Pattersona i Noela Barbera, którzy walczyli o palmę pierwszeństwa w przekazywaniu informacji o powstaniu w Tybecie. Nieświadomie stali się oni ojcami założycielami mitu o Tybecie, Tybecie wyobrażonym, który pokutował i wciąż pokutuje wśród wielu piszących o Dachu Świata, nie pozwalając dotrzeć do prawdy wśród opisów pokojowo usposobionych Tybetańczyków i lewitujących lamów.

Talty’emu ten mit zawsze był jednak daleki a jego relacja pozostaje rzetelna i możliwie obiektywna, jak obiektywnym można być opisując śmierć narodu na oczach współczującego, ale bezradnego w obliczu potęgi mocarstw współczesnego świata.

Książka Taltiego ma dla mnie tylko jedną wadę – jest za krótka. Historia Tybetu, jego powstania, potęgi i upadku wymaga kolejnych tak skrupulatnie opowiedzianych historii i zapisanych stron. Czekam na więcej.

Ewa Gajewska


"Ucieczka z krainy wiecznego śniegu"
Tytuł oryginału:  Escape from the Land of Snows The Young Dalai Lama's Harrowing Flight to Freedom and the Making of a Spiritual Hero
Autor:  Stephan Talty
Tłumaczenie:  Michał Rutkowski
Język oryginału: angielski
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron:  351

Strona www: www.wsqn.pl

6 lipca 2011

Przekazanie władzy przez Dalajlamę oraz znaczenie tej decyzji dla sprawy Tybetu

Kolejny tekst poświęcony procesom przekazania władzy i zmianom w strukturach tybetańskich władz emigracyjnych. Po tekstach prezentujących perspektywę zachodniego eksperta (Robert Barnett), indyjskiego aktywisty (Vijay Kranti), tybetańskiego organizacji pozarządowej (Tybetański Kongres Młodzieży), tym razem oddajemy głos ekspertowi tybetańskiego pochodzenia.


Jamyang Dorjee

Przekazanie politycznej władzy przez Jego Świątobliwość XIV Dalajlamę demokratycznie wybranym  przedstawicielom na uchodźstwie wywołało mieszane reakcje wśród społeczności Tybetańskiej. Warto byłoby, aby Tybetańczycy w Tybecie oraz ci związani z buddyzmem tybetańskim w himalajskiej części Indii, Nepalu, Mongolii i Bhutanu zrozumieli znaczenie tej historycznej decyzji.

Gaden Phodrang, Rząd Tybetański ustanowiony przez Wielkiego V Dalajlamę ponad trzysta lat temu był dla ludu Krainy Śniegu przewodnikiem zarówno w sprawach duchowych jak i doczesnych. Dalajlama jest nazywany „Krab-gon”, co oznacza obrońcę i przewodnika.
fot. Elżbieta Dziuk - Renik
Przez pięćdziesiąt lat uchodźstwa Jego Świątobliwość XIV Dalajlama konsekwentnie dążył i ostatecznie doprowadził do stworzenia demokratycznego rządu na uchodźstwie cieszącego się poparciem i uznaniem moralnym ze strony społeczności międzynarodowej. Władzę sprasowuje w nim 44 członków Parlamentu Tybetańskiego oraz  szef rządu. Są oni wybierani w sposób demokratyczny bez względu na wiarę czy status społeczno-ekonomiczny.

Przykładem tego jest wybór zwykłego obywatela Lobsanga Sangaya na Kalona Tripę, najwyższy urząd w administracji Tybetańskiej. Warto zauważyć, iż pomimo powtarzających się próśb za strony Parlamentu oraz Generalnego Zgromadzenia Tybetańczyków, Jego Świątobliwość odmówił pełnienia nawet reprezentacyjnej funkcji przywódcy rządu na uchodźstwie. Ostatecznie uchwałą specjalnej sesji Parlamentu z 29 maja zmieniono Kartę i zakończono trwające 370 lat dotychczasowe rządy Gaden Phodrang.

To historyczne wydarzenie stanowiące koniec instytucji Gaden Phondrang jest momentem przełomowym w historii Tybetu. Dla wszystkich tych, którzy emocjonalnie i historycznie czują się z nią związani oraz dla pokoleń patriotów, którzy pozostawali lojalni i służyli rządowi zarówno w Tybecie, jak i na uchodźstwie, ten dzień jest niezwykle trudnym doświadczeniem. Warto również zauważyć, że ci, którzy są dzisiaj w Tybecie i którzy służyli rządowi Gaden Phodrang skończyli już 70 lat. W czasie tego okresu Gaden Phodrang na uchodźstwie przekształcił się w instytucję demokratyczną. Instytucja Gaden Phodrang należy do Dalajlamy, a Dalajlama należy do wszystkich Tybetańczyków, jak również do himalajskich buddystów poza Tybetem. W związku powyższym konsekwencje przekazania władzy przez Jego Świątobliwość powinny być oceniane w szerszym kontekście.

Dla sześciu milionów Tybetańczyków oraz buddystów himalajskich Jego Świątobliwość jest inkarnacją Chenresiga, wcieleniem Buddy współczucia, jest też tytułowany jako Thamche Kyenpa, co oznacza „wszystko wiedzący” oraz nazywany powszechnie Kundunem czyli Obecnością. Jego obecność kieruje umysłami i sercami ludzi. Żadna zmiana, czy to jego roli politycznej czy też władzy wykonawczej nie zmieni ich wiary. On jest niejako wszczepiony w DNA ich umysłów. Chiny w pełni zdają sobie sprawę z tego zjawiska.

Przekazanie władzy przez Jego Świątobliwość oraz oderwanie się od politycznego establishmentu sprawiło, że nie-tybetańskim buddystom z rejonu Himalajów w tym z Nepalu, Mongolii, Bhutanu czy Indii z dużo większą łatwością przychodzi otwarcie się na jego nauki czy zaproszenie go do siebie. Chiny wciąż mówią o politycznej roli Dalajlamy, zawsze stanowiło to problem szczególnie dla krajów słabszych, którym trudno przeciwstawić się chińskiej taktyce zastraszania. Z kolei przywódcy mocarstw, takich jak Ameryka spotykali się z Jego Świątobliwością jak z przywódcą duchowym i ta tendencja powinna się przyjąć w obliczu jego nowej roli.

Przed przymusową emigracją Dalajlamy, w Tybecie istniały małe grupki, które - czy to z powodu jakichś sekciarskich przekonań, czy to z uwagi na oddziaływania z Chin - próbowały zdestabilizować Tybet i co jakiś czas wyrażały swój sprzeciw w stosunku do instytucji Gaden Phodrang. Również w okresie przejściowym, kiedy poszczególni dalajlamowie odgrywali jeszcze niewielką rolę i nie zasiadali na tronie, żywotne interesy służące ich władzy nie sprzyjały innym wyznaniom, jednakże w momencie objęcia władzy przez Jego Świątobliwość wszystko wróciło do normy.

Niemniej jednak, Gaden Phodrang przez wieki pozostawał elementem spajającym oraz prawowitym rządem dla 6 milionów Tybetańczyków na dachu świata. Pomimo najlepszych starań i intencji ze strony Jego Świątobliwości, od czasu do czasu pojedyncze grupy wyrażały swój sprzeciw w stosunku do Gaden Phodrang, nawet będąc już na uchodźstwie, z przyzwyczajenia, zapominając często, że to właśnie Jego Świątobliwość Dalajlama umożliwił powstanie platformy do wyrażania odmiennych poglądów!

Oficjalnie do tej pory administracja w Dharamsali była zawsze znana jako „CTA” albo Centralna Administracja Tybetańska (Central Tibetan Administration). CTA jest również nazywana “Tsanjol Boe Shung”, co dosłownie znaczy “Tybetański Rząd na Uchodźstwie”. Dalajlama zauważył jednak, że tybetańskie słowo ‘shung’ nie koniecznie musi znaczyć ‘rząd’. Słowo ‘shung’ również oznacza ‘centrum’ oraz ‘centralny’, w tłumaczeniu wybrano zaś nazwę: Centralna Administracja Tybetańska (Central Tibetan Administration). Jednak wnosząc  poprawki do Karty  przez Parlament, zmiana słowa ‘shung’ na ‘driktsuk’ oznaczającego organizację lub dyscyplinę zszokowała uczestników Generalnego Zgromadzenia Tybetańskiego, których decyzje zostały tym samym uchylone.

Międzynarodowe grupy działające na rzecz Tybetu zawsze wspierały sprawę Tybetu ze względu na  prawa człowieka, rządy prawa, wolność religijną oraz demokrację w Tybecie. Ich wsparcie nigdy nie było uzależnione od istnienia rządu na uchodźstwie i dlatego żadna zmiana w nazewnictwie nie ma większego znaczenia dla tych grup. Jeśli zaś chodzi o sprawę Tybetu, to przecież Chiny zawsze nalegały na to, aby Jego Świątobliwość skupił się na pełnieniu roli Dalajlamy. Pomimo całej ich retoryki wymierzonej przeciwko niemu, Chiny wciąż utrzymują, że są gotowe na prowadzenie dialogu jedynie z przedstawicielem Dalajlamy. Stosunki z Chinami w nowym tysiącleciu nie poprawiły się wyraźnie, jednakże faktem jest, że obecny dialog jest zinstytucjonalizowany i nabrał międzynarodowego charakteru; osiągnął on też nowy wymiar ponieważ przywódcy chińscy uznają prowadzenie tego oficjalnego dialogu. Delegaci Tybetańscy uczynili pierwszy krok, teraz kolej na Chiny, nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości.

Tybetańczycy w pełni ufają Jego Świątobliwości i wierzą, że nigdy nie zaprzestanie działać w ich interesie. Nawet Mahatma Gandhi nie miał władzy politycznej, kiedy zmusił ówczesne największe imperium do opuszczenia Indii. Mawiał on „mein to Congress ka char Ana ka member bhi nagim Hun” (Nie jestem nawet za grosz członkiem Kongresu). A jednak to on był największym inspiratorem wolnościowego ruchu w Indiach.

Największy wpływ zmian odczuje administracja na uchodźstwie. Nowa sytuacja daje możliwości i jest wyzwaniem. Nie ma czasu na ociąganie się i pławienie w blasku sławy Dalajlamy, należy wziąć się do pracy, aby - zapewnić ciągłość administracji na uchodźstwie, aż do pomyślnego rozwiązania kwestii Tybetu, aby wyrażać aspiracje Tybetańczyków w Tybecie, informować świat o realnej sytuacji wewnątrz Tybetu oraz by opiekować się Tybetańczykami na uchodźstwie.  Podczas ostatnich wyborów na stanowisko Kalona Tripy najdobitniej, zwłaszcza wśród młodych Tybetańczyków na uchodźstwie brzmiało słowo - zmiana. Jego Świątobliwość stworzył ku temu możliwości, przetarł szlak oraz stworzył szansę na spotkanie z przeznaczeniem.

Autor jest konsultantem redakcyjnym w Radio Free Asia oraz koordynatorem regionalnym na Azję w The Conservancy of Tibetan Art and Culture (CTAC), międzynarodowej organizacji pozarządowej z siedzibą w Washington DC, USA.

Tłum. I.K.

8 czerwca 2011

Historyczny ruch Dalajlamy

fot. Tibettoday.com
Vijay Kranti, Pioneer, 31 maja 2011 r.

Zrzekając się politycznej i administracyjnej władzy na rzecz wybranych w demokratycznych wyborach reprezentantów tybetańskiego „rządu na uchodźctwie”, Jego Świątobliwość Dalajlama rozwiał chińskie nadzieje na użycie swojej marionetki, jako jego następcy, uzyskując tym samym świecką władzę nad Tybetańczykami.

To, że Pekin jest zaniepokojony i sfrustrowany ukazują kolejno wydawane oświadczenia nawiązujące do decyzji Dalajlamy.

Dalajlama ostatecznie osiągnął swój cel prezentując zmiany w Tybetańskiej Konstytucji, nad którymi pracował przez ostatnie 50 lat. W ubiegłą niedzielę [29.05] rano złożył podpis pod zmianami, kończąc tym samym 469-letni rozdział teokracji w światowej historii. Obecnie nie jest ani Głową Państwa ani Szefem Gaden Phodrang – Tybetańskiego Rządu.

Jak na ironię, po zrzeczeniu się przez Jego Świętobliwość Dalajlamę politycznej i wykonawczej władzy na rzecz wybranych reprezentantów, 76 –letni „skromny mnich” stał się o wiele poważniejszym partnerem dla komunistycznych krytyków w Chinach niż był jeszcze do ubiegłego tygodnia.

Tybetański „Rząd na uchodźctwie” ma obecnie bardziej wpływowego Premiera i Parlament, który może stawić czoła Pekinowi.

Komunistyczni rządzący Chin mogą być jedynie sfrustrowani i niezadowoleni z faktu, że jeden ruch i oświadczenie Zakonnika rozwiało ich nadzieje na „trwałe rozwiązanie” tybetańskiego problemu poprzez pomoc i użycie swojej marionetki, jako następcy Dalajlamy. Ten ruch byłby obecnie bez znaczenia.

Współpracownicy J.Ś. Dalajlamy w rządzie na uchodźctwie, którzy wcześniej znajdowali się pod jego władzą i błagali go od 14 marca o nie rezygnowanie ze świeckiej władzy, potrzebują trochę czasu na zrozumienie wpływu, jaki wywołała jego decyzja. Od poniedziałku 30 maja, Tenzin Gyatso, J.Ś XIV Dalajlama, będzie sprawował jedynie rolę doradczą. Sytuacja ta będzie trwała do momentu ponownego ustabilizowania się sytuacji rządu na uchodźctwie. W przyszłości J.Ś. Dalajlama więcej czasu poświęci międzynarodowym podróżom i spotkaniom.

Gaden Phodrang powstał w 1642 roku, kiedy V Dalajlama został uznany za duchowego i świeckiego przywódcę Tybetu. W ramach tego systemu Lamowie cieszyli się ogromną władzą, równoważną z uprawnieniami brytyjskich monarchów, prezydenta Stanów Zjednoczonych, premiera Indii, Papieża i prezydenta komunistycznej Korei Północnej w formach ich własnych systemów.

Ostatnia reforma zamyka pierwszy z dwóch historycznych obowiązków Dalajlamy, który ustanowił dla siebie w 1959 roku, kiedy opuścił okupowany kraj i został jego przywódcą na uchodźctwie. Jego kolejnym zadaniem będzie zastąpienie dotychczasowego sposobu wyboru następcy Dalajlamy opartej na zasadzie reinkarnacji i sprowadzenia jej tylko do nominacji.

Zgodnie z jego planami jego następca będzie nominowany jeszcze, za jego własnego życia i będzie to kandydat znany jako wykształcony i oświecony zakonnik. To oznacza, że inaczej niż w przypadku poprzedników XIV Dalajlamy, XV Dalajlama nie będzie rozpoznany w tradycyjnym procesie i jego tożsamość nie będzie musiała być potwierdzona przez lamów, jako wcielenie XIV Dalajlamy.

Poprawki do Konstytucji znoszą również postanowienie dotyczące Rady Regentów – grupy nobliwych mnichów, ministrów i urzędników na przejęcie całej władzy w przypadku śmierci Dalajlamy. Ta zmiana ma automatycznie chronić „Rząd na uchodźctwie” przed ewentualnymi machinacjami Chińczyków w okresie dwudziestoletniego okresu „bardo” – okres między śmiercią, a odrodzeniem danej osoby.  Bywają bowiem przypadki, kiedy Chiny wtrącały się do spraw Tybetu za pomocą wywieranego wpływu na pojedynczych członków „Rady Regentów”.

Prawdziwe znaczenie tych wydarzeń może być bardziej zrozumiałe poprzez reakcje Chin na przedstawione stanowisko wprowadzenia zmian ogłoszone przez J.Ś. Dalajlamę 10 i 14 marca. Grożące i obraźliwe oświadczenia Pekinu ukazują poziom zdenerwowania i bezsilności chińskich przywódców.  Chiny uderzając w Dalajlamę, rząd na uchodźctwie i premiera, dają upust swojej złości.

W odpowiedzi na plan Dalajlamy wprowadzenia do systemu wyborów przyszłych Dalajlamów, Pekin użył swojego najbardziej prominentnego tybetańskiego kolaboranta, Pema Choeling, Gubernatora Tybetańskiego Regionu Autonomicznego, do rozmów z przedstawicielami międzynarodowych mediów podczas Narodowego Kongresu. Pema Choeling postanowił dać J.Ś. Dalajlamie lekcję z tybetańskiej kultury i tradycji.

Radził Dalajlamie szacunek dla „tybetańskiej tradycji i rytuałów”, powiedział „musimy szanować historyczne instytucje i religijne rytuały tybetańskiego buddyzmu....Tybetański buddyzm to historia trwająca ponad tysiąc lat i reinkarnacja instytucji Dalajlamy i Panczenlamy była kontynuowana przez kilkaset lat...Obawiam się, że nie jest to w gestii nikogo, jej pozostawianie lub nie”

W reakcji na decyzję Dalajlamy, co do przekazania swojej politycznej i administracyjnej władzy wybranym reprezentantom, chiński rzecznik prasowy oświadczył, że „tybetański rząd na uchodźstwie” jest podmiotem nielegalnym stworzonym w celu podziału Chin. Komentując wybory wśród Tybetańczyków na uchodźctwie Labsanga Sangaya, jako nowego Premiera, rzecznik nazwał go „terrorystą” argumentując to jego aktywnym przywództwem w Tybetańskim Kongresie Młodzieży, podczas swoich studiów na Uniwersytecie w Delhi.

Te reakcje odzwierciedlają złość i frustrację na J.Ś. Dalajlamę za jego decyzje, wyprzedzające i zagrażające przyszłym planom odnośnie Tybetu. Po tybetańskim powstaniu w 1989 roku w Lhasie w konsekwencji tych wydarzeń, wprowadzono po 1991 roku strategię w całym Tybecie, w ramach której Pekin stosuje podwójną politykę wobec buddyzmu. W ramach utrzymywania kontroli w Tybecie, promuje chiński „pro-buddyzm” pokazując obraz Tybetu, jako międzynarodowy cel turystyczny; agresywnie sponsorując i uczestnicząc w międzynarodowych Konferencjach na temat Buddyzmu; sponsorując buddyjskie wydarzenia w krajach buddyjskich; stara się pozyskać tylu tybetańskich „żyjących buddów” (inkarnowanych lamów) ilu tylko się uda w Tybecie, umniejszając tym samym znaczenie tybetańskich, religijnych instytucji powstałych w innych krajach.

W ramach tej strategii, Pekin postanowił przeszkolić dwóch ważnych inkarnowanych tybetańskich lamów – Karmapę z Tsurphu (1993) i Panczenlamę z Szigatse (1995).  Karmapie od tego czasu udało się znaleźć schronienie w Indiach, jednak Gedhun Choeky Nyima odkąd skończył pięć lat, przebywa w areszcie. Jednak Tybetańczycy odmówili uznania zwierzchnictwa chińskiego, opłacanego przez władze Panczenlamy. Ale fakt ten nie powstrzyma Pekinu do podejmowania podobnych działania w celu znalezienia następcy obecnego Dalajlamy.

Pekin dzisiaj cieszy się przywilejami posiadania dwóch panczenlamów będących pod jego fizyczną kontrolą. Pekin jest w stanie pokazać paradę dziesiątek „żywych buddów”, zarówno w chińskiej telewizji jak i w międzynarodowych przekazach z Tybetu. Tym Pekin może również zabezpieczyć sobie ewentualne usługi nobliwych buddyjskich uczonych i liderów z krajów swoich klientów, którzy chętnie udzieliliby poparcia chińskiej opłaconej reinkarnacji Dalajlamy, kiedy tylko zaszła by taka potrzeba.

Ale poprzez zrzeczenie się świeckiej władzy i zaproponowanie zmiany systemu dziedziczenia, Dalajlama zburzył nadzieje Pekinu.

Vijay Kranti jest stałym komentatorem spraw tybetańskich i autorem kilku książek o Tybecie. 


Tłumaczenie: Anna Bratnikow

5 czerwca 2011

Robert Barnett: Rząd na uchodźstwie

W związku z aktualną i gorącą dyskusją dotyczącą procesu przekazania władzy politycznej przez Jego Świątobliwość Dalajlamę demokratycznie wybranym tybetańskim przywódcom na emigracji, publikujemy serię komentarzy związanych z tym doniosłym, historycznym wydarzeniem, prezentującą różne punkty widzenia. Poniższy tekst - zachodniego eksperta ds. Tybetu Roberta Barnetta, następnie zaprezentujemy głos indyjskiego działacza Vijay Kranti, późnej oddamy głos Tybetańskiemu ekspertowi na emigracji.
Dr Robert Barnett
fot. Krzysztof Kuczyk

26 maja w Foreign Policy Magazine ukazał się kolejny ciekawy artykuł Roberta Barnetta, dotyczący implikacji związanych z decyzją Jego Świątobliwości Dalajlamy o przekazaniu politycznego przywództwa nad Tybetańczykami.

Ostatnimi czasy możemy zaobserwować wzmożone działania Dalajlamy ukierunkowane na stworzenie prężnego systemu przywództwa, który przetrwa jego odejście. Między innymi w marcu tego roku odbyło się posiedzenie parlamentu na uchodźstwie, którego przedmiotem była zmiana tybetańskiej konstytucji, tak aby w przyszłości polityczni liderzy Tybetu byli wybierani. Podobne posiedzenie miało miejsce 20 lat wcześniej, które jednak zakończyło się odrzuceniem propozycji ustanowienia wybieralnych przywódców Tybetańczyków. Obecna sytuacja różni się jednak od tej z przed 20 lat, gdyż wielu Tybetańczyków oraz organizacji publicznych uznało zaproponowany nowoczesny system wyłaniania władzy. Taki obrót spraw zmniejsza nadzieje Chińczyków na upadek rządu na uchodźctwie po śmierci duchowego lidera - Dalajlamy.

Nowo wybrany premier, dr Lobsang Sangay, będzie miał wpływ jedynie na sprawy wewnętrzne społeczności uchodźczej w Indiach, dlatego na płaszczyźnie międzynarodowych stosunków politycznych, należy poddać ocenie raczej sam fakt przeprowadzenia wyborów w kontekście wpływów chińskich w Tybecie. Przede wszystkim należy stwierdzić, że obecnie wpływy polityczne Chińczyków w Indiach są ograniczone, gdyż rząd w New Deli nie sprzeciwił się przeprowadzeniu wyborów uznanych przez chiński rząd jako nielegalne. Takie działanie rządu indyjskiego można uznać jako policzek w kierunku Chin. Inaczej sytuacja przedstawia się w Nepalu, gdzie Chiny znacznie umocniły swoja pozycję polityczną. Rząd nepalski przejął 13000 oddanych głosów przez Tybetańczyków, argumentując swoje działania faktem, że wszelkie antychińskie działania, a za takie zostało uznane przeprowadzenie wyborów, są niezgodne z kierunkiem polityki zagranicznej rządu nepalskiego, a tym samym uzasadnione jest ich ograniczenie.

Robert Barnett w swoim artykule wskazuje, że polityczna rola uchodźców jest bardzo ograniczona, oczywiście z wyjątkiem samej osoby Dalajlamy, który przemawia w imieniu 97% Tybetańczyków, którzy pozostają w Tybecie (około 5,4 miliona osób) . Pomimo formalnej zmiany lidera politycznego rządu na uchodźstwie, podkreśla się, że to Dalajlama pozostanie numerem jeden w rozmowach prowadzonych z Chińczykami, gdyż w ocenie rządu w Pekinie przeprowadzone wybory były nielegalne, a zatem Chińczycy nie uznają legitymacji premiera Sangaya do prowadzenia rozmów w imieniu Tybetańczyków. Ponadto strategia Chińczyków dotycząca kwestii Tybetu opiera się na osobie Dalajlamy, a nie na strukturach politycznych powstałych na uchodźctwie. Barnett zauważa, że należy się raczej spodziewać ze strony chińskiej dalszych opóźnień w rozpoczęciu negocjacji z żyjącym obecnie i kontrolującym wybór swojego sukcesora Dalajlamą. Wskazany kierunek polityki chińskiej może okazać się trudny do zrealizowania w praktyce, gdyż coraz częściej czynny opór społeczności Tybetańczyków w Tybecie zmusza władze chińskie do bezpośredniej konfrontacji i użycia siły.

Takie działania miały miejsce w Ngaba (Syczuan), gdzie w odpowiedzi na akt samospalenia się jedno z mnichów w klasztorze w celu uczczenia pamięci 10 poległych Tybetańczyków 3 lata temu w trakcie protestów przeciwko chińskim władzom, wojsko chińskie otoczyło teren całego klasztoru, a 300 mnichów zostało wysłanych na przymusową „patriotyczną edukację”.

Autor artykułu zauważa, że nowy premier ma mało do powiedzenia w zakresie zaistniałej sytuacji w Ngaba, w porównaniu z Dalajlamą, który mógłby mieć realny wpływ, jeśli tak jak się to już wcześniej zdarzało, władze chińskie nieoficjalnie zwróciłyby się do niego o wsparcie w rozwiązaniu sytuacji. Jednak nie należy się spodziewać, że oddanie przez Dalajlamę formalnej władzy w rządzie na uchodźctwie, będzie miało znaczący wpływ na ocieplenie się stosunków na linii rząd chiński – Dalajlama.

Na zakończenie Autor podkreśla, że najbardziej „palącą kwestią” dotyczącą sytuacji politycznej w Tybecie jest nie sama osoba nowego premiera, ale pytanie czy utrzymujący się opór Tybetańczyków przeciwko chińskim władzom skłoni Pekin do rozmów z Dalajlamą, mimo że formalnie kto inny przejął jego polityczne funkcje.

Opracowane przez EK

Dr Robert Barnett jest niezależnym ekspertem ds. Tybetu na Columbia University. W marcu 2011 był gościem Fundacji Inna Przestrzeń, Fundacji Instytut Lecha Wałęsy i Uniwersytetu Warszawskiego podczas seminarium poświęconego sytuacji w Tybecie na Uniwersytecie Warszawskim. Zobacz także wywiad z Robertem Barnettem w biuletynie RatujTybet!

23 marca 2011

Przyszłość jest tutaj i o tym mówi Przywódca

Najnowszy tekst tybetańskiego poety i aktywisty Tenzina Tsundue, który ukazał się 13 marca 2011 roku w Times of India, i jest odpowiedzią na toczącą się dyskusję wokół zapowiedzi Dalajlamy zrzeczenia się wszystkich funkcji politycznych i przekazania ich tybetańskim władzom emigracyjnym wybranym w demokratycznym procesie.

Drodzy Tybetańczycy i przyjaciele Tybetu,
To mój najnowszy artykuł pisany dla indyjskiej prasy Times of India. Dotyczy on więzi miedzy Dalajlamą a Tybetańczykami.

Pewnego razu w latach 70-tych, gdy rząd tybetański na uchodźctwie w Dharamsali dysponował tylko jednym telefonem, sekretarz zadzwonił do biura Dalajlamy, które znajdowało się dwa kilometry dalej na wzniesieniu w McLeod Ganj. Sekretarz chciał rozmawiać z osobistym asystentem Dalajlamy, Lamą Tara la. Głos po drugiej stronie oznajmił mu, że asystenta nie ma w pobliżu i spytał, w jakiej sprawie dzwoni. Ale sekretarz chciał wiedzieć z kim ma przyjemność, więc usłyszał: “Z Tenzinem Gyatso”. Tymczasem nikt o takim nazwisku nie pracował w biurze, zatem sekretarz zapytał: “Z jakim Tenzinem Gyatso?” I wtedy zapaliła mu się lampka. Właśnie rozmawiał z Dalajlamą. I natychmiast się rozłączył. Tybetańczycy uwielbiają opowiadać kawały o rządowych oficjelach do tego stopnia, że wnet ubarwili finał tej historyjki i w obecnej wersji sekretarz już pada na kolana, by trzykroć pokłonić się słuchawce.

Kiedy spotykamy sie z chińskimi aktywistami oraz intelektualistami, nasz dyskurs dzieli historyczna narracja. Jednak w sprawie pochodzenia Dalajlamy jest tylko jedna prawda. W 1578 wnuk Czyngis Chana, Ałtan Chan, zaprosił do Mongolii ówczesnego tybetańskiego duchowego przywódcę, lamę Sonam Gjatso i nadał mu tytuł ‘Talé Lama’, co znaczy “Ocean Mądrości” (zangielszczony jako Dalajlama). Dwóch jego poprzedników pośmiertnie mianowano Pierwszym i Drugim ‘Talé Lamą’. Czwarty, Jonten Gjatso, był Mongołem. Zaś syn Ałtan Chana, Guszri Chan, sięgnąwszy po swoją wymiatającą wrogów w pył siłę wojsk, wspomógł Wielkiego Piątego Dalajlamę Lobsanga Gjatso, czyniąc go władcą nad całym Tybetem. Odtąd Dalajlamowie są naszymi duchowymi i politycznymi przywódcami.

Sama więź między ludnością tybetańską a urzędem Dalajlamy jest dłuższa niż cztery stulecia. Z dziada pradziada każde dziecko dowiaduje się, że nasz nauczyciel jest inkarnacją Awalokiteśwary, bodhisattvy miłości i współczucia, który znacznie wcześniej wkroczył w dzieje Tybetu, by pomagać jego mieszkańcom. W ciągu niecałych 200 lat tworzenia się tybetańskiego imperium, od VII do IX wieku – od kiedy buddyzm przybył tu z Indii, Tybetańczycy byli jednymi z najokrutniejszych wojowników, plądrujących Chiny, najeżdżających Mongołów, grabiąc ziemie Afganistanu i Pakistanu z Zachodu, a rozszerzając się na Indie od strony południa. Tradycja mówi, że w VII wieku Awalokiteśwara zamanifestował się jako 33 władca Tybetu Songtsen Gampo, który wydatnie przyczynił się do popularyzacji buddyzmu w Krainie Śniegu.

I tu znów, związek Tybetańczyków z bodhisattwa współczucia sięga samych korzeni rasy tybetańskiej. Wierzymy, że pochodzimy ze związku Awalokiteśwary występującego w ciele małpy oraz Tary, żeńskiego bóstwa uosabianego przez olbrzymkę. Ta więź sprawia, że wszyscy Tybetańczycy są dziećmi Dalajlamy.

Nie mamy może silnej armii, nie uczymy się jak wykorzystać naturalne złoża do produkcji  bomb, mamy za to kogoś, z kogo jesteśmy absolutnie dumni - to “Klejnot Spełniający Życzenia”, Czintamani, Jiszin Norbu, jak określa się Jego Świętobliwość w Tybecie. Współpracownicy Dalajlamy, zwracają się do niego “Kundun”: Obecność, choć On sam podpisuje się po prostu jako Tenzin Gjatso.

Patrząc na wszystkie 14 żywotów, ten Dalajlama jest najbliższy życiu każdego poszczególnego Tybetańczyka. Cierpienia zadane wskutek chińskiej okupacji – ponad milion, tj. 1/6 całej populacji zmarła z wycieńczenia i tortur – zjednoczyły nas pod jego przywództwem. Choć oficjalnie jest zwierzchnikiem Gelukpy, najliczniejszej ze szkół buddyzmu tybetańskiego, to dzięki swojej  uniwersalnej praktyce oraz nauczaniu, Dalajlama podbił serca wyznawców wszystkich tradycji. I dlatego pozostanie najbardziej charyzmatycznym przywódcą Tybetu, choć większość swojego życia spędził na wygnaniu, nawet nazywa siebie synem Indii.

Dziś, zamiast szykować miejsce dla swojej inkarnacji, Dalajlama inwestuje w coś znacznie nowocześniejszego oraz trwalszego – w Demokrację. Taka jest jego długofalowa wizja: stworzyć system oraz kulturę odpowiedzialności scalającej od wewnątrz tybetańską wspólnotę. Dlatego w miejsce błagań wznoszonych do Jego Świętobliwości o dalsze przywództwo, musimy zrobić krok naprzód i podjąć wyzwanie które nam, swoim dzieciom, właśnie rzucił.

Tłumaczenie: Katarzyna Gąsiorek

Więcej na naszym blogu:

20 marca 2011

Tybetańskie wybory 2011

Tybetańskie wybory w Dharamsali, 2006 r. fot. Piotr Cykowski

Tybetański Parlament na Uchodźstwie po dwóch dniach niemal jednogłośnie obrad odrzucił wniosek Dalajlamy o przygotowanie zmian umożliwiających tybetańskiemu przywódcy formalne zrzeczenie się władzy politycznej. Mimo tego, Dalajlama prosi Tybetańczyków o uznanie jego zdania i przejęcie pełni politycznej odpowiedzialności.

Dalajlama wyraził taką wolę w dorocznym Orędziu wygłaszanym tradycyjnie 10 marca, w rocznicę powstania tybetańskiego z 1959 r.
"Już w latach sześćdziesiątych mówiłem, że Tybetańczycy potrzebują pochodzącego z wolnych wyborów przywódcy, któremu będę mógł przekazać władzę. Nie ulega wątpliwości, że nadszedł na to czas. Podczas zbliżającego się jedenastego posiedzenia czternastego parlamentu na wychodźstwie zaproponuję nowelizację Karty zgodną z moją decyzją przekazania formalnych prerogatyw wybieralnemu przywódcy."
Następnie 11 marca skierował bardziej szczegółowe przesłanie do Parlamentu, objaśniając przyczyny swojej decyzji:
"Muszę tu przyznać, że wielu rodaków w kraju i poza jego granicami żarliwie prosiło mnie, bym w tej krytycznej chwili nadal sprawował polityczne przywództwo. Moja decyzja nie jest spowodowana pragnieniem pozbycia się odpowiedzialności czy też zniechęceniem. Wręcz przeciwnie - pragnę delegować uprawnienia z jednego tylko powodu: długofalowego interesu Tybetańczyków. Zapewnienie ciągłości tybetańskiej administracji na wychodźstwie oraz naszej walki są sprawami wagi najwyższej, póki sprawa Tybetu nie znajdzie pomyślnego rozwiązania."
W swojej rezolucji tybetańscy deputowani wyrazili dozgonną wdzięczność i oddanie dla Dalajlamy, oraz żal z powodu nie wypełnienia woli Dalajlamy. Podkreślili także, wprowadzone przez niego zasady demokratyczne są w pełni zgodne z współczesnymi standardami i nie ma potrzeby obecnie wprowadzania dodatkowych zmian.

Przewodniczący Parlamentu Penpa Tsering powiedział, że rezolucja zostanie przekazana Dalajlamie, a jeśli ten ponownie wyrazi swoje życzenie dotyczące rezygnacji, Parlament ponownie je rozpatrzy.

Według ostatnich informacji, Dalajlama odrzucił apel Parlamentu, stwierdzając:
"nie zamierzam ponownie zastanawiać się nad swoją decyzją. Myślałem nad nią przez wiele lat (...) moja decyzja w dłuższej perspektywie jest najlepsza"
Podczas rozpoczynającego się właśnie Wielkiego Święta Modlitwy, najważniejszego tybetańskiego festiwalu religijnego, Dalajlama przemawiając w Głównej Świątyni w Dharamsali zaapelował do Tybetańczyków na emigracji oraz w Tybecie, aby uznali i przyjęli jego decyzję o rezygnacji z funkcji politycznych.

Sytuacja jest ciekawa z punktu widzenia tybetańskiej legislacji, ponieważ w obecnym kształcie to Dalajlama zatwierdza decyzje przegłosowane przez Parlament. W przeszłości Parlament Tybetański odrzucał już wnioski Dalajlamy, który tą instytucję powołał na początku lat 60, a następnie zreformował w celu większej demokratyzacji. To paradoks tybetańskiej demokracji, wdrożonej przez absolutnego przywódcę, który stopniowo zrzeka się władzy, a naród tej władzy nie chce przyjąć. Zmianę może przynieść nowy parlament oraz nowy premier (Kalon Tripa), którego emigracyjna społeczność tybetańska wybiera w wyborach powszechnych 20 marca. O fotel premiera tybetańskich władz ubiega się trzech kandydatów. Dwóch z nich jest od lat członkami administracji na wychodźstwie, jeden - naukowcem pracującym w Stanach Zjednoczonych. Żaden nie jest buddyjskim mnichem.
Tybetańskie wybory w Indiach, 2006 r. fot. Piotr Cykowski
Obecny Premier, prof. Samdhong Rinpocze, wybrany w 2001 r. oraz ponownie na drugą kadencję w 2006 r. jest powszechnie szanowanym, wybitnym tybetańskim intelektualistą, wcześniej sprawował funkcję emigracyjnego rektora Kolegium Wyższych Studiów Tybetańskich w Sarnath (północne Indie), oraz przewodniczącego tybetańskiego parlamentu. Uważa się, że Samdhong Rinpocze darzony jest poważaniem przez Indyjskie elity przychylne społeczności Tybetańczyków w Indiach. Jednak ze względu na stan duchowny i bliskie związki z Dalajlamą, uważa się, że często ma związane ręce w kwestii podejmowania decyzji niezgodnych z linią polityczną Dalajlamy.

Tybetański Parlament na Uchodźstwie z siedzibą w Dharamsali nie reprezentuje partii ani stronnictw politycznych, ale według założeń Tybetańczyków w Tybecie - trzy tradycyjne regiony Tybetu (U-Tsang, Kham i Amdo) oraz pięć głównych szkół Buddyzmu Tybetańskiego, a także emigrację tybetańską na Zachodzie (w Ameryce Północnej i Europie). Jego główną rolą jest reprezentowanie społeczności tybetańskiej wobec zagranicznych parlamentów, podejmowanie decyzji w kluczowych kwestiach dotyczących społeczności emigracyjnej (w tym Karty Tybetańczyków na Uchodźstwie - tybetańskiej konstytucji), oraz w kwestiach administracyjnych dotyczącej społeczności uchodźców (zatwierdzanie budżetu, ministrów tybetańskiego gabinetu formułowanego przez Kalona Tripę - wybieranego w wyborach powszechnych premiera).

Według ekspertów, decyzja Dalajlamy o ustąpieniu może stanowić poważne wyzwanie dla dotychczasowej polityki Chin wobec Tybetu, likwidując wysuwane przez chińskich przywódców argumenty dotyczące roli przyszłego Dalajlamy (i ewentualnego konfliktu wokół jego wyboru), argumenty oskarżające Dalajlamę o chęć powrotu do "starego" (czytaj "feudalnego" systemu w Tybecie przed "pokojowym wyzwoleniem Tybetu" przez chińską armię w 1950 r.), oraz umożliwiające ewentualne rozmowy o powrocie Dalajlamy do Tybetu.

Według strony chińskiej, Tybetański Rząd Emigracyjny i jego instytucje są "nielegalną zagraniczną organizacją", nieuznawaną przez stronę chińską. Rezygnacja Dalajlamy rodzi więc także implikacje dla postulatu dialogu chińsko-tybetańskiego, który jako jedyny z postulatów strony tybetańskiej popierany jest przez społeczność międzynarodową. Stawia także pytania o legitymizację tybetańskich postulatów politycznych wysuwanych przez tybetańską diasporę, ponieważ Tybetańskiego Rządu Emigracyjnego nie uznaje żadne państwo na świecie (w Indiach Rząd nazywany jest Centralną Administracją Tybetańską - co może wskazywać na traktowanie go w stosunkach z Rządem Indii, jako samorząd społeczności uchodźczej mający przede wszystkim funkcje administracyjne, a nie reprezentacyjne).

Pewne komplikacje może budzić także zakłócenie wyborów przez władze Nepalu, coraz mniej przychylne społeczności Tybetańskich uchodźców za sprawą rosnącej zależności od władz w Pekinie. W Nepalu znajduje się około 12% zarejestrowanych tybetańskich wyborców. Z drugiej strony po raz pierwszy tybetańskie wybory będą obserwowane przez społeczność międzynarodową – specjalną misję obserwacyjną która będzie monitorować wybory na w największych skupiskach tybetańskiej diaspory w Indiach i na Zachodzie.

Według szefa Tybetańskiej Komisji Wyborczej, wyniki wyborów poznamy 27 kwietnia, nowy Parlament zbierze się na pierwszym posiedzeniu w czerwcu lub lipcu, a nowy Kalon Tripa obejmie swój urząd w sierpniu.

Proces debaty nad nowym przywództwem Tybetańczyków na emigracji rozpoczął w 2008 roku Thubten Samdup, ówczesny Przewodniczący Canada Tibet Committee, obecnie sprawujący funkcję Przedstawiciela Dalajlamy na Kraje Europy Północnej, Kraje Bałtyckie i Polskę, uruchamiając stronę www.kalontripa.org i rozpoczynając po raz pierwszy w tybetańskiej historii debatę wyborczą. (Na stronie można zapoznać się z profilami wszystkich zgłoszonych kandydatów, oraz finałowej trójki biorącej udział w drugiej turze wyborów).

Projekt okazał się sukcesem, i dzięki niemu w ostatniej turze startują trzej poważni kandydaci prezentujący swoje programy na stronach internetowych, prowadząc kampanie wyborcze, zbierając głosy poparcia.

Piotr Cykowski

Zobacz także:

22 grudnia 2010

Jak rozumiem oświadczenie Dalajlamy w sprawie przejścia na emeryturę

Artykuł zamieszczony przez Bhuchunga K. Tseringa w Recent Posts oraz na oficjalnym blogu International Campaign for Tibet (ICT), po wypowiedziach Jego Świątobliwości Dalajlamy na temat "emerytury", które publikowały także polskie media. Choć Dalajlama wyjaśnił ostatnio intencje swojej wypowiedzi (tekst na naszej stronie www.dalajlama.info.pl i informacja także pojawiła się w mediach), publikujemy komentarz ze względu na wagę tego tematu.



Ostatnie oświadczenie Dalajlamy dla mediów, zapowiadające jego decyzję przejścia na emeryturę wywołało spore zamieszanie wśród obserwatorów Tybetu na wszystkich szczeblach. Nie mam wątpliwości, że przede wszystkim rząd chiński, ale także rządy wszystkich zainteresowanych krajów rozważają implikacje takiego posunięcia. Chiny już teraz badają grunt zapoznając się z opiniami „ekspertów” odnośnie wspomnianego oświadczenia. Chińczycy, jak należało się spodziewać, uważnie śledzą przebieg wydarzeń i publicznie przedstawiają wypowiedzi Dalajlamy w tej sprawie w porządku chronologicznym.

Przede wszystkim jednak, kiedy Dalajlama mówi o swoim odejściu na emeryturę, to nie powinno się tego traktować, jak standardowego wycofania się z życia publicznego przeciętnego polityka, czy jakiejś osobistości międzynarodowej. Ostatnie oświadczenie Dalajlamy powinno być postrzegane w kontekście jego opisu historycznej odpowiedzialności przypisanej do urzędu, jak również z perspektywy zmian, jakim urząd ów podlegał w ostatnich latach. Jak sam wyjaśnia, z historycznego punktu widzenia Dalajlama jest zarówno duchowym, jak i świeckim przywódcą Tybetu. Chociaż przywództwo świeckie ogranicza się do narodu tybetańskiego, to już przywództwo duchowe rozciąga się na wszystkich wyznawców buddyzmu tybetańskiego, którzy uważają go za uosobienie Bodhisattvy Współczucia. Jego duchowi wyznawcy to tradycyjnie Tybetańczycy, buddyści z regionu wzdłuż Himalajów, a także buddyści z Mongolii oraz rosyjskich republik Burjacji, Kałmucji i Tuwy (opisuję to w artykule - „Dalajlama naucza setki buddystów” zgromadzonych w Dharamsali, a pochodzących ze wspomnianych wyżej rejonów Federacji Rosyjskiej). W okresie po 1959 roku na całym świecie jest kilka tysięcy wyznawców buddyzmu tybetańskiego, którzy czczą Dalajlamę jako swego duchowego przywódcę.



W 2001 roku po ustanowieniu systemu bezpośrednich wyborów Kalona Tripy, przewodniczący Gabinetu Tybetańskiego oraz de facto szef Centralnej Administracji Tybetańskiej uzyskał większość władzy politycznej. Dalajlama uważa, że mniej więcej od tamtej chwili przestał pełnić rolę świeckiego przywódcy.

W związku z tym, jego ostatnie oświadczenie jest dla mnie kolejnym krokiem prowadzącym do większego sformalizowania procesu transformacji odpowiedzialności przypisanej do długoletniego urzędu Dalajlamy. Jego Świątobliwość mówi o potrzebie przedyskutowania tych kwestii z Parlamentem Tybetańskim na Uchodźstwie, który jest najważniejszym organem decyzyjnym w systemie administracji tybetańskiej na uchodźstwie. Następna sesja parlamentu wyznaczona jest na marzec roku 2011.

Nawet jeśli Dalajlama zdecyduje się na emeryturę, to jak mówi, będzie on nadal aktywny w sferze publicznej, głównie dotyczy to kontynuacji jego pracy na rzecz promowania wartości ogólnoludzkich oraz harmonii religijnej.

W szerszej perspektywie, biorąc pod uwagę, że Dalajlama cieszy się lojalnością i zaufaniem Tybetańczyków zwłaszcza tych z Tybetu, nie przewiduję specjalnych zmian w przyszłości. Dalajlama będzie nadal postrzegany przez naród tybetański jako ich rzecznik niezależnie od zmian, jakie zajdą z tytułu jego politycznej roli na uchodźstwie. Nie zmniejszy się też jego rola jako autorytetu moralnego w sprawach Tybetu. Jak skomentował to jeden z chińskich komentatorów pracujących dla rządu, Dalajlama właściwie nie może przejść na emeryturę. Będzie on nadal stanowił siłę, z którą należy się liczyć.

Pisząc o tym, mam na myśli wpływ powyższej decyzji na polityczny ruch Tybetańczyków na uchodźstwie. Przede wszystkim nowy Kalon Tripa będzie musiał zmierzyć się z nowymi wyzwaniami w roku 2011, jeśli rozmowy Dalajlamy z przedstawicielami Parlamentu Tybetańskiego zakończą się oficjalnym ogłoszeniem jego decyzji o przejściu na emeryturę. Osoba na tym stanowisku będzie zmuszona przejąć więcej obowiązków, działać w bardziej zdecydowany sposób, nie będzie też mogła przekazywać już żadnych spraw w ręce Dalajlamy. Podobnie stanie się z systemem administracji tybetańskiej na uchodźstwie, w tym z wieloma instytucjami powiązanymi z Dalajlamą, które w związku z zapowiadanymi zmianami będą musiały poddać się reorganizacji.

Tybetańczycy na uchodźstwie będą również musieli przestawić się na inny sposób myślenia oraz przystosować do nowej rzeczywistości. Dalajlama próbuje od jakiegoś czasu uniezależnić od siebie Tybetańczyków i jego oświadczenie jest jednym z posunięć prowadzących do tego celu. Według niektórych brak obecności Dalajlamy w strukturach rządowych w ostatecznym rozrachunku nie zaszkodzi sprawie Tybetańczyków. Oświadczenie Dalajlamy stanie się prawdziwym wyzwaniem i zachętą dla innych osób, aby stanęły na wysokości zadania oraz, aby odegrały znaczącą rolę w przygotowaniu społeczeństwa tybetańskiego na nadchodzące zmiany. To będzie czas przekuwania słowa w czyny.

W wymiarze międzynarodowym stosunek rządów wobec Dalajlamy będzie teraz mógł opierać się o dużo prostsze oraz znacznie bardziej przejrzyste zasady niż to się działo w przeszłości. Do tej pory wiele rządów miało problem z uznaniem Dalajlamy jako politycznego przywódcy i formalnie traktowało go wyłącznie jako przywódcę duchowego. Obecnie, kiedy to Dalajlama myśli o zrzeczeniu się wszelkiej formalnej władzy politycznej (jeśli rzecz jasna polityka nie upomni się o niego), rządy państw powinny mieć z nim znacznie łatwiejsze relacje.

Przede wszystkim jednak oświadczenie to wpłynie na sposób traktowania Dalajlamy przez przywódców chińskich. Jego dobrowolne zrzeczenie się wszelkiej formalnej władzy politycznej będzie stanowiło niemałe wyzwanie dla ich politycznej strategii w stosunku do tego urzędu. Mogą oni zostać złapani w pułapkę paradoksu logicznego rodem z „Paragrafu 22”. Z jednej bowiem strony nie chcą przecież, aby Dalajlama miał jakikolwiek wpływ polityczny na naród tybetański, jednak z drugiej strony jego oświadczenie jest dla nich czymś równie niepożądanym.

Tak więc za oświadczeniem Dalajlamy w sprawie jego całkowitego przejścia na emeryturę może kryć się o wiele więcej, aby zobaczyć jak rozwinie się sytuacja, będziemy musieli poczekać jeszcze kilka miesięcy.

30 listopada 2010 roku


Źródło: zdjęcia oraz tekst oryginalny na stronie internetowej Recent Posts.
Tłumaczenie: IK


Nota o autorze: Bhuchung K. Tsering. Wiceprezes ds. Programów Specjalnych.

Bhuchung K. Tsering urodził się w Tybecie. Jego rodzina uciekła do Indii w roku 1960 w wyniku inwazji chińskich komunistów. Studiował w Indiach, a w 1982 roku otrzymał tytuł licencjata z literatury angielskiej na Uniwersytecie w Delii. Początkowo pracował jako reporter dla dziennika indyjskiego „Indian Express” w New Delhi po czym w styczniu 1984 roku dołączył do Tybetańskiego Rządu na Uchodźstwie z siedzibą w Daramsali w Indiach. Obecnie pracuje jako wydawca Tibetan Bulletin (Biuletyn Tybetański), który jest oficjalnym organem prasowym Rządu Tybetańskiego. W 1995 roku został członkiem The International Campaign for Tibet (Międzynarodowa Kampania na rzecz Tybetu) w Waszyngtonie, a obecnie sprawuje funkcję wiceprezesa ds. Programów Specjalnych nadzorując programy otwarcia na Chiny oraz programy pomocowe dla Tybetu. Wielokrotnie przemawiał na rzecz Tybetu na wielu uczelniach, jak również podczas spotkań organizowanych przez Amnesty International. Jest felietonistą w miesięczniku tybetańskim Tibetan Review, a jego artykuły na temat Tybetu były zamieszczane w prasie indyjskiej, nepalskiej, tybetańskiej, szwajcarskiej i amerykańskiej.

15 grudnia 2010

Dalajlama, Liu Xiaobo i sposób, w jaki Pokojowa Nagroda Nobla zmienia świat


W kontekście dyskusji o tegorocznej Nagrodzie Nobla, opublikowaliśmy komentarz Lhadon Tethong, szefowej Tibet Action Institute, który okazał się na oficjalnym blogu Students for a Free Tibet.

10 grudnia na stronie ratujTybet.org opublikowaliśmy tłumaczenie przemówienia z uroczystości przyznania Nagrody Dalajlamie oraz przypominamy tekst przemówienia Dalajlamy na stronie www.dalajlama.info.pl).


Dwadzieścia jeden lat temu Jego Świątobliwość Dalajlama otrzymał Nagrodę Nobla. Miałam wtedy 13 lat i bardzo dobrze pamiętam wszechogarniający nastrój radości, świętowania i niedowierzania w moim domu - jak również nietypowo optymistyczny wyraz twarzy mojego ojca – gdy dostaliśmy wiadomość o decyzji Komitetu Noblowskiego. W tym czasie, większość ludzi nie słyszała w ogóle o Tybecie, nie mówiąc już o Dalajlamie. Było to w czasach, gdy hasło „Wolny Tybet” było ludziom zupełnie obce.

W tamtych dniach, gdy Tybetańczycy walczyli o zdobycie międzynarodowego poparcia dla Tybetu, najważniejszym zadaniem było przedstawienie dowodów na przemoc, która tam miała miejsce. Pominąwszy jednak naoczne świadectwa dostarczane przez uchodźców, do takich dowodów nie mieliśmy dostępu. Nie było kamer cyfrowych, które mogłyby nagrywać przypadki gwałtów ani Internetu czy telefonów komórkowych, które ułatwiłyby komunikację z Tybetańczykami wewnątrz kraju. W latach 80-tych cieszyliśmy się, gdy dotarła do nas kartka od rodziny lub od przyjaciół z Tybetu, nawet, jeśli w większości przypadków tekst przekazu był prawie całkowicie zatarty i nieczytelny. Brak łączności i niedostatek „twardych dowodów” rodził frustrację i poczucie bezsilności wśród tych, którzy próbowali wtedy tworzyć ruch wyzwolenia Tybetu.

Pokojowa Nagroda Nobla pomogła zmienić ten stan rzeczy. Wraz z protestami w Tybecie w połowie lat 80-tych, Nagroda w pewnym sensie zobiektywizowała nasze cierpienie i sprawiła, że cały świat dowiedział się o naszej walce. Przede wszystkim zaś dała podwaliny pod narodziny współczesnego ruchu poparcia dla Tybetu. Dzięki temu sprawa Wolnego Tybetu jest wciąż żywa wśród międzynarodowej opinii publicznej a Tybetańczycy otrzymują moralne wsparcie i zachętę do wytrwania i nie poddawania się w obliczu chińskich prześladowań.

W tym roku, Pokojowa Nagroda Nobla rzuca światło na dążenia chińskiego społeczeństwa do demokracji i poszanowania praw człowieka – dążenia, którym zaprzecza chiński rząd. Dzięki odważnym wypowiedziom i nieustannym wołaniem o zmiany w Chinach- jak również dzięki odważnej decyzji Komitetu Noblowskiego by tę działalność nagrodzić – świat wreszcie zwrócił należną uwagę na łamanie praw człowieka w Chinach. Nie może być wątpliwości, że coś tam jest naprawdę nie w porządku, czego dowodem jest i histeryczna reakcja Pekinu i surowy wyrok pozbawienia wolności dla Liu Xiaobo, w odpowiedzi na otrzymaną nagrodę.

Poprzez uwięzienie Liu Xiaobo, władze chińskie zrobiły dokładnie to, czemu właśnie chciały zapobiec – mianowicie nadały rozgłos jego poglądom i pismom w Chinach i w całym świecie. Akty te zamiast uciszyć głos Liu, zapewniły mu globalne zainteresowanie. Groźniejsze dla władz chińskich jest jednak to, ze słowa Liu Xiaobo są inspiracją do powstania nowego ruchu obrońców praw człowieka w Chinach i w Tybecie. To może sprowokować konieczność wprowadzenia zmian w Chinach, a to jest właśnie to, czego władze chińskie najbardziej się boją.

W 1989 roku, gdy Jego Świątobliwość otrzymał w Norwegii swój medal, nie wyobrażaliśmy sobie, że Dalajlama będzie znany we wszystkich domach i że stanie się jednym z najlepiej rozpoznawalnych przywódców świata i poważnym zagrożeniem dla pozycji Chin w świecie. Teraz więc, gdy stoimy na kolejnym historycznym skrzyżowaniu w wirze walki o prawa człowieka, wolność i światowy pokój, nie mogę oprzeć się przypływowi optymizmu, co do tego, co niesie przyszłość dla narodu chińskiego, dla Tybetańczyków i dla nas wszystkich.

Lhadon Tethong

(Polecamy wywiad z Lhadon na stronach NGO.PL, którego fragmenty znalazły się także w najnowszym Biuletynie RatujTybet - jak go otrzymywać zobacz tutaj!)

Tłumaczenie: Magda Rybka

22 listopada 2010

Ryby, Japonia, „Efekt Dalajlamy” i Pokojowa Nagroda Nobla…

Czyli ekonomia, prawa człowieka i wielka polityka.

W artykule „Chinese Economic Warfare” (Chińska Wojna Gospodarcza) zamieszczonym w Newsweeku (15.11.2010) na stronie 21 Issac Stone Fish pisze o szantażu gospodarczym, jaki władze chińskie stosują wobec tych krajów, które w jakikolwiek sposób je krytykują lub nie zgadzają się z ich polityką.

(Fish jest autorem kontrowersyjnego artykułu „Charity Case”, który ukazał się w Newsweeku przed spotkaniem Dalajlama – Obama, w którym argumentuje ekonomiczne korzyści dla Tybetu płynące ze strony chińskiego rządu, niezależnie od tego czy w zamian „kupią lojalność Tybetańczyków” - http://www.newsweek.com/2010/02/16/charity-case.html).

Dla przykładu Fish opisuje jak Chiny wzięły odwet na Japończykach po starciu między chińską łodzią rybacką, a jednostką pływającą japońskiej Straży Przybrzeżnej (wydarzenie to miało miejsce we wrześniu w pobliżu wysp i zostało nagłośnione przez obie strony) zaprzestając nagle dostaw metali ziem rzadkich mających zasadnicze znaczenie dla japońskiego przemysłu wysokich technologii. Autor sceptycznie odnosi się do wypowiedzi premiera Wen Jiabo, który utrzymuje, iż Chiny nie używają metali ziem rzadkich jako karty przetargowej, nie bardzo wydaje się też wierzyć w wyjaśnienia Ministra Handlu Chen Deminga, który zapewnia, że to chińscy przedsiębiorcy sami zdecydowali o zaprzestaniu wysyłki z powodu osobistych uczuć do Japończyków. Wydaje się zresztą, że artykuł, który pojawił się na stronie internetowej państwowego serwisu informacyjnego Xinhua również nie daje wiary tym wyjaśnieniom, a co więcej zaprzecza stanowisku premiera stwierdzając, że metale ziem rzadkich stanowią nie tylko 20 procent światowych produktów wysokich technologii, ale także są chińską kartą przetargową na światowym stole negocjacyjnym. Fish nie jest zbytnio zdziwiony tymi działaniami, Chińska wojna gospodarcza nie jest bowiem niczym nowym, szczególnie, kiedy Chiny czują się zagrożone w sprawie Tajwanu czy Tybetu, gdzie ruchy niepodległościowe są bardzo silne. To, co wydaje się dla niego nowe i dość niezwykłe w tej sprawie, to fakt blokowania tak istotnych zasobów. Chociaż zakaz dostaw metali ziem rzadkich został zniesiony, to i tak, jak pisze autor, Chiny pozwalają, aby tylko niewielka ilość tego podstawowego surowca dotarła do Japonii. Przychodzi im to zresztą bez specjalnych trudności, jako że pod kontrolą chińską pozostaje 95% rynku światowego. Spowolnienie w dostawach „to nie przypadek biorąc pod uwagę niedawne spory”, twierdzi członek amerykańskiej wspólnoty biznesu (proszący o nie ujawnianie jego tożsamości z obawy przed reperkusjami), to dowód na to że Chiny nadal chętnie stosują swoją broń ekonomiczną.

Na potwierdzenie tej koncepcji autor prezentuje niezwykle ciekawe opracowanie opublikowane w zeszłym miesiącu na Uniwersytecie w Getyndze przedstawiające tzw. „Efekt Dalajlamy” (Pełna wersja raportu do pobrania tutaj). Efekt ten dotyczy państw handlujących z Chinami, których przywódcy odważyli się spotkać z duchowym przywódcą Tybetańczyków. Analiza danych z 159 krajów pokazała, że jeśli jakiś król, głowa państwa czy rząd spotykał się z Dalajlamą między 2002 a 2008 rokiem eksport tego kraju do Chin obniżał się średnio o 8,1 % rocznie przez kolejne dwa lata. Działo się to w okresie, kiedy chiński handel przeżywał wzrost koniunktury na całym świecie. Doskonale pokazuje to jaką cenę płacą kraje za tzw.„ranienie uczuć narodu chińskiego”, określenie rządu dla działań stanowiących zagrożenie dla chińskiej władzy. Kolejnym przykładem może być decyzja Chin o odwołaniu zaproszenia dla norweskiego ministra ds. rybołówstwa, po tym jak Norweski Komitet Noblowski przyznał Pokojową Nagrodę chińskiemu dysydentowi Li Xiaobo. Jak zauważa Nils-Hendrik Klann, jeden z współautorów opracowania i ekonomista na uniwersytecie w Getyndze „ryby to jeden z kluczowych towarów eksportowych z Norwegii do Chin i kiedy ministrowie wybierają się z taką wizytą zabierają ze sobą wielu biznesmenów”.

Fish podkreśla łatwość z jaką Chiny podejmują decyzje w sprawie ukarania danego kraju za niepożądane przez nich zachowania. Cytowany już wcześniej w artykule członek amerykańskiej wspólnoty biznesu utrzymujący stały kontakt z rządem chińskim zwraca uwagę na fakt, iż „Chiny wykazują rosnącą gotowość do stosowania swoich politycznych oraz ekonomicznych wpływów w bardzo bezpośredni sposób.”

Autor przyznaje rzecz jasna, że Chiny nie są jedynym mocarstwem stosującym szantaż gospodarczy przy okazji spięć o naturze politycznej - Rosja wstrzymała dostawy gazu w obliczu geopolitycznych kłótni z Ukrainą, a Stany Zjednoczone stosują sankcje gospodarcze w stosunku do państw, które uznają za politycznych przestępców. W przypadku Stanów Zjednoczonych decyzje tego typu wymagają jednak, aby rząd otwarcie ogłosił embargo lub sankcje gospodarcze, w Chinach zaś, ze względu na fakt, iż państwo to jest w posiadaniu tak wielu istotnych gałęzi przemysłu rząd może po prostu zakomunikować swoim politycznym rywalom - „Nic nie wyjdzie z tego handlu, jeśli nie będziecie dla nas mili” - mówi cytowany w artykule Patric Chovenec wykładowca biznesu na uniwersytecie Tsinghua w Pekinie. Ponadto gwałtowny wzrost Chin oraz ich wielkość stwarza perspektywy na jeszcze większe naciski, które mogą zakłócić obecny system międzynarodowy.

O skuteczności wspomnianych wyżej nacisków świadczyć może zachowanie się wielu polityków w tym np. Davida Camerona czy Nicholasa Sarcozy’ego, o czym mówi artykuł „Prawa człowieka i jak postępować z Chinami. Nie waż się iść na kolację” zamieszczony na stronie 66 w The Economist (13-19 listopada 2010, http://www.economist.com/node/17472746?story_id=17472746). Artykuł opisuje ostatnią wizytę premiera Davida Camerona w Chinach i zwraca uwagę na jego niezwykłą powściągliwość w wyrażaniu opinii szczególnie w porównaniu z wystąpieniem byłego brytyjskiego premiera Johna Majora podczas jego wizyty w 1991 roku, kiedy to jeszcze gospodarka Chin była dużo słabsza, a komunizm załamywał się dookoła. Major był pierwszym zachodnim politykiem, który odwiedził Chiny od czasu stłumienia dwa lata wcześniej protestów na Placu Tiananmen. Bojkotowane Chiny były mu wówczas wdzięczne za tę wizytę.

Cameron jest z kolei pierwszym przywódcą zachodnim, który odwiedza Pekin po ogłoszeniu decyzji Komitetu Noblowskiego o przyznaniu pokojowej nagrody Nobla dla więzionego dysydenta Liu Xiaobo. Cameron wraz z towarzyszącymi mu czterema ministrami oraz sporą grupą biznesmenów starał się jak tylko mógł, by sprawa trudnego położenia Liu nie zepsuła im szansy na intratny biznes. W oficjalnych rozmowach z premierem Wen Jiabao nie podniósł sprawy wiezionego Noblisty, uczynił to dopiero później podczas uroczystej kolacji. Na uniwersytecie w Pekinie Cameron mówił o potrzebie „większego politycznego otwarcia” oraz rządach prawa, jednak w taki sam sposób przemawiają też przywódcy chińscy przez cały czas broniąc jednopartyjnego systemu władzy. Nota bene, w tym samym dniu działacz na rzecz rodzin dzieci zatrutych przez skażone mleko został skazany na 2 i pół roku więzienia za zakłócanie porządku publicznego.

Równie łagodny ton przyjął prezydent Nicolasa Sarkozy podczas wizyty prezydenta Hu Jintao we Francji w dniach od 4 do 6 listopada. Wizyta zaowocowała kontraktami w wysokości 20 miliardów dolarów, włączając w to umowę na zakup przez Chiny dodatkowych 66 airbusów. Autor wskazuje na widoczne dobre stosunki między przywódcami i przypomina dla kontrastu rok 2008, kiedy to Chiny piętnowały Sarkozy’ego za groźbę bojkotu Olimpiady, z powodu represji władz chińskich w stosunku do Tybetańczyków.

11 i 12 listopada podczas spotkania przywódców G20, 15 pokojowych noblistów zaapelowało o naciski na Chiny w celu uwolnienia Liu Xiaobo. Istnieją jednak obawy, że ze względów wspomnianych już wcześniej żaden z liderów nie będzie chciał tego uczynić.

Jak przypomina autor od wczesnych lat 90 zarówno Zachód jak i Chiny zdołały w dużym stopniu pogodzić się z różnicami dzielącymi ich odnośnie praw człowieka dążąc do zacieśnienia stosunków na polu gospodarczym. „Wywieranie presji” polegało na uprzejmym, ale i bezowocnym „dialogu w sprawie praw człowieka” prowadzonym pomiędzy przedstawicielami Chin i Zachodu będącymi urzędnikami państwowymi niższej rangi. Nagroda pokojowa sprawiła, że problem ten stał się znowu tematem numer jeden, co jak pokazują powyższe przykłady stało się w równym stopniu niewygodna dla Zachodu jak i dla Chin.

Co ciekawe, szantaż Chin w sprawie Liu Xiaobo jest niezwykle silny. Chiny dokonują wszelkich starań, aby nie dopuścić żadnego Chińczyka do wzięcia udziału w uroczystej kolacji w Oslo dnia 10 grudnia oraz aby inne kraje odrzuciły to zaproszenie. Kraje Europejskie jak zwykle są gotowe na wysłanie do Oslo swoich ambasadorów, jednak nawet ten gest zostanie uznany przez Chińczyków za mocno obraźliwy. 5 listopada Cui Tiankai, wiceminister ds. zagranicznych powiedział, że rządy krajów stoją przed trudnym wyborem, albo wezmą udział w „tej politycznej grze”, albo będą rozwijać pokojowe stosunki z Chinami. „Za podjęcie złej decyzji, ostrzegł, kraje te poniosą konsekwencje”. Tego samego dnia dziennik „People’s Daily” tuba propagandowa Komunistycznej Partii Chin ogłosił, że nagroda dla Liu Xiaobo jest próbą „obalenia Chin”. Chiny nie są w nastroju do jakichkolwiek ustępstw dlatego, jak przewiduje autor przedstawiciele państw zachodnich chętni do robienia biznesu pospieszą ochoczo z wyjaśnieniami, że nigdy nie było to ich zamiarem.

Opracowanie: I.K

12 lipca 2010

Z Dharamsali

Krótka urodzinowa relacja z obchodów 75 Urodzin Dalajlamy w Dharamsali autorstwa naszej koleżanki, Ani Krawczyk. Zdjęcia: www.tibet.net



Dzień 6 lipca w Dharamsali niestety rozpoczął się ulewą. Mimo to już od 7 rano do kompleksu świątyń, gdzie swoją siedzibę ma Jego Świętobliwość, ciągnęły tłumy. Tybetańczycy i Tybetanki, w odświętnych strojach, mnisi i mniszki i bordowych szatach oraz kolorowi, zagraniczni turyści. Wszyscy z nadzieją, żeby zobaczyć Jego Świętobliwość w dniu jego urodzin. W strugach deszczu unosiły się tuziny kolorowych parasoli.

Przy wejściu do kompleksu niemiła niespodzianka – nie można na wnosić aparatów fotograficznych ani komórek. Służby bezpieczeństwa były nieubłagane. Dwa razy musiałam się wracać do pobliskiej kawiarni, żeby zostawić tam cała swoją elektronikę. W końcu wpuszczono mnie na główny teren. Po drodze mijałam innych, takich jak ja turystów, którzy utknęli przy wejściu ze swoimi aparatami. Część odważyła się je powierzyć właścicielom pobliskich sklepów, część musiała zrezygnować z wejścia.

Choć uroczystości miały rozpocząć się dopiero o godz. 9 o ósmej było już pełno ludzi. Wszystkie klęczące miejsca pod dachem zajęte. Stanęłam sobie z tyłu na uboczu, w końcu to Tybetańczykom najbardziej należą się dobre miejsca. W miarę upływu czasu rósł tłum, a z nim ogólne napięcie. Kiedy przyjdzie? Gdzie usiądzie? Czy będzie widać? Czy będzie słychać?



Zaczęłam już tonąć w ogólnym ścisku, całe szczęście ktoś rozpostarł nade mną parasol i uchronił przed przemoknięciem, bo deszcz cały czas się wzmagał. Nagle na plac wmaszerowała kolorowa orkiestra – najpierw bębny, potem kobzy i trąbki. Wszystkie przystrojone białymi szalami i flagami. Po pompatycznym marszu orkiestra zamilkła w bezruchu i stała tak w strugach deszczu czekając na głównego bohatera tego dnia.



I nagle – JEST. Jego Świętobliwość, wraz z towarzyszącymi sekretarzami, szybko przemaszerował przez wąski korytarz i by usiąść w przygotowanym fotelu. Piski, krzyki, wiwaty, brawa. Jakby właśnie przemknęła między nami gwiazda rocka. Orkiestra zagrała, zahuczały bębny i rozległ się chóralny śpiew zgromadzonych – tybetański hymn.

Zaraz potem przyszedł czas na cykl przemówień – najpierw po tybetańsku, z tłumaczeniem na język angielski. Życzenia, podziękowania, wręczanie prezentów i listów.

Ceremonia miała trwać do południa. Po przemówieniach przyszedł czas na program artystyczny. Dzieci i młodzież, w tradycyjnych strojach tybetańskich tańczyły i śpiewały. Zespoły zmieniały się co jakiś czas, a każde dziecko na koniec strojono białym szalem.



Mimo monotonii programu publiczność była wytrwała – bez słowa skargi, w strugach już nie deszczu, a prawdziwej ulewy, celebrowała wraz z Jego Świętobliwością jego urodziny. Wiele osób przybyło z daleka, by go zobaczyć, niektórzy o uroczystościach dowiedzieli się przypadkiem.



Ja niestety nie byłam tak wytrwała. Gdy zabrakło powietrza w ogólnym ścisku i gdy przemokłam już do suchej nitki postanowiłam wrócić do pokoju. W drodze powrotnej, mijając zamknięte sklepy i kafejki, bo w końcu to święto, udało mi się jeszcze porozmawiać z paroma Tybetańczykami. Byli niezmiernie szczęśliwi, że mogą tu być i świętować 75. urodziny Jego Świętobliwości. Ale z drugiej strony każdy z nich wyrażał obawę – ile jeszcze takich urodzin? Jak długo będzie dopisywać mu zdrowie? Co będzie z Tybetem, gdy Jego Świętobliwości zabraknie? W końcu każdy buddysta wie, że nic ni jest wieczne. Takie właśnie obawy, mimo ogólnej, wesołej atmosfery, towarzyszą wielu tybetańskim uchodźcom w Dharamsali.