Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ICT blog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ICT blog. Pokaż wszystkie posty

7 marca 2012

Płonący

Przed zbliżającą się rocznicą 10 marca i w obliczu dramatycznych doniesień z Tybetu publikujemy kolejny tekst pokazujący szerszy kontekst samospaleń Tybetańczyków. Według danych na dzień 7 marca w Tybecie podpaliło się już 26 Tybetańczyków, z czego co najmniej 19 z nich zmarło.

Tekst: Bhuchung K. Tsering, 10 lutego 2012 r.

Tapey, 27 lutego 2009
Seria samospaleń, jakie miały miejsce w ostatnim czasie, może wskazywać na radykalizację środków stosowanych w walce o Tybet. 

Tapey
Dnia 27 lutego 2009 roku dwudziestoparoletni mnich tybetański o imieniu Tapey opuścił klasztor Kirti w regionie Amdo (według dzisiejszego podziału – prowincja Syczuan) i skierował się w stronę skrzyżowania na pobliskim rynku. Jego szaty przesiąknięte były benzyną. Kiedy dotarł do skrzyżowania, podpalił się i wykrzykując slogany, rozpostarł samodzielnie wykonaną flagę tybetańską ze zdjęciem Dalajlamy. Jednak nim ktokolwiek go usłyszał, interweniowały służby Ludowej Policji Zbrojnej. Funkcjonariusze otworzyli ogień do Tapeya. Kiedy runął na ziemię, zabrali go z miejsca wydarzenia.

Jak miało się okazać, całe zajście było pierwszym z wielu samospaleń w rejonach tybetańskich. Stworzyło także precedens, który wyznaczył nowy kierunek w działaniach na rzecz Tybetu. W marcu 2011 roku kolejny Tybetańczyk, Phuntsok, dokonał samospalenia; w styczniu 2012 roku co najmniej piętnaście następnych osób zrobiło to samo. Potwierdzono śmierć dwunastu spośród nich. Nawet obecnie, podczas mojej pracy nad niniejszym tekstem w pierwszym tygodniu lutego, pojawiają się informacje o trzech kolejnych Tybetańczykach, którzy się podpalili, żądając powrotu Dalajlamy do Tybetu i przywrócenia wolności narodowi tybetańskiemu.

Phuntosk
Większość osób, które dokonały samospalenia, pochodziła z klasztoru Kirti. Jak powiedział opat klasztoru Kirti Rinpocze, obecnie mieszkający w Dharamsali, samospalenia to efekt krzywd wyrządzonych trzem kolejnym pokoleniom Tybetańczyków. W latach trzydziestych XX wieku pierwsze z tych pokoleń ucierpiało, kiedy chińscy komuniści przeprowadzili nalot na rejon Kirti podczas akcji przegrupowania armii – tzw. „Długiego Marszu”. W latach sześćdziesiątych następne pokolenie doświadczyło ciężkich czasów rewolucji kulturalnej. Wreszcie w latach dziewięćdziesiątych trzecie pokolenie Tybetańczyków zostało objęte wprowadzonym przez chiński rząd programem tak zwanej edukacji patriotycznej i kampanii towarzyszących.

Początkowo reakcja rządu na niedawną serię samospaleń opierała się na zaprzeczaniu. Wobec kolejnych takich incydentów władze usiłowały zmyć z siebie winę, wydając upokarzające Tybetańczyków oświadczenia, według których dokonujący aktów samospalenia to przestępcy, a ich działaniami steruje „klika Dalaja”. Próbowano także pomniejszać znaczenie polityczne tych protestów, przedstawiając je jako demonstracje o charakterze gospodarczym i sugerując, że są skutkiem globalizacji – jednak nigdy nie powiedziano dokładnie, jaki miałby być związek między jednym a drugim. Odpierając zarzuty zaniedbania Tybetu, władze Chin podkreślają pomoc finansową świadczoną na rzecz Tybetańczyków.

Bardzo istotnym czynnikiem wobec szeregu samospaleń jest fakt, że łącząc kwestię Tybetu z przetrwaniem Komunistycznej Partii Chin, rząd sam wpędza się w pułapkę. Władze nie dostrzegają, że religia i kultura są kluczowe dla tożsamości tybetańskiej, a zatem przyjął, że wierność tybetańskiej obyczajowości i posłuszeństwo wobec Partii wzajemnie się wykluczają.

Nacjonalizm kwitnie
Dziś chiński rząd samo istnienie odrębnej tożsamości tybetańskiej postrzega jako deklarację polityczną. Idąc tym tokiem, władze Chin usiłują zerwać więzi między Dalajlamą jako symbolem tybetańskiej tożsamości a Tybetańczykami. W ramach tych starań portrety Dalajlamy objęto stałym zakazem. Według informacji napływających z Tybetu ci spośród Tybetańczyków, którzy w styczniu udali się do Indii, aby pobrać nauki Kalaczakry od Dalajlamy, od powrotu do kraju są przetrzymywani w aresztach i przesłuchiwani, a poświęcone ochronne sznurki religijne są konfiskowane. Ponieważ większość przypadków samospaleń miała miejsce w regionach tybetańskich, które pozostawały poza zasięgiem wpływów rządu tybetańskiego w momencie przejęcia władzy przez chińskich komunistów, związek między mieszkającymi tam Tybetańczykami a Lhasą czy Dalajlamą powinien być interpretowany przez Chiny w kategoriach duchowych i kulturowych, nie zaś politycznych.

Polityka Chin doprowadziła zatem do nasilenia, jeśli nie powstania, tybetańsko-buddyjskiego nacjonalizmu. Zdecydowane środki, jakie Chińczycy krótkowzrocznie przedsięwzięli wobec buddyzmu tybetańskiego, paradoksalnie spowodowały poczucie jedności wśród Tybetańczyków, teraz dalece bardziej skłonnych do solidaryzowania się, zarówno w obrębie Tybetańskiego Regionu Autonomicznego (TRA), jak i na pozostałych tradycyjnie tybetańskich terenach – a zatem sprowokowały działania, od których Chiny przede wszystkim próbowały odwieść Tybetańczyków. Wprowadzając w grudniu 2011 roku nakaz wywieszania w klasztorach tybetańskich portretów czterech chińskich przywódców – Mao Zedonga, Denga Xiaopinga, Jianga Zemina i Hu Jintao – w ramach dekretu dziewięciu własności, administracja TRA tylko wzmocniła te reakcje.

Tymczasem religijna podstawa, na jakiej opiera się tożsamość tybetańska, powinna być wyraźnie widoczna dla chińskich władz komunistycznych już od roku 1950, kiedy to Chiny dokonały inwazji na Tybet. Nacjonalizm tybetański początkowo skupiał się właśnie na religii. Chińscy najeźdźcy nazywani byli „tendra” – „wróg wiary”, a najbardziej znane przypadki tybetańskiego oporu określano jako „tensung thanglang maggar” – „ochotnicze siły walki o obronę wiary”.

W tym roku natomiast chińscy przywódcy wysłani do klasztorów tybetańskich na chiński Nowy Rok, zwany także Świętem Wiosny, bez najmniejszych skrupułów przekazali prawdziwe przesłanie „tenlhing sung-kyong” – „podtrzymania stabilności” i wręczyli mnichom premie, które miały ich zachęcić do zachowania pokoju. To mówi bardzo wiele o tym, na ile szczerze Chińczycy wprowadzili obowiązującą w Tybecie nadrzędną zasadę, zgodnie z którą nawet dziś, po pięćdziesięciu latach, głównym przesłaniem chińskich przywódców jest „stabilność”.

Ofiara światła
Ostatnie samospalenia miały miejsce w odległych regionach. Ponadto w większości przypadków ci, którzy zdecydowali się na ten akt, nie pozostawili żadnych oświadczeń, z których wynikałoby, że celem ich działania było skupienie uwagi na nich samych albo ich sprawie. Przeciwnie – byli to ludzie, którzy po prostu odczuwali potrzebę pewnej walki z niesprawiedliwością, jaka ich spotykała. Nagranie, na którym Sonam Wangyal Sopa Rinpocze (znany szerzej jako Sobha Tulku) przedstawił ostatnią wolę przed śmiercią w wyniku samospalenia dnia 8 stycznia 2012 roku, jest prawdopodobnie jedynym jak dotąd fizycznym dokumentem, jaki pozostawiono. Sobha Tulku mówi w nim:

„Ten rok przyniósł śmierć tak wielu tybetańskich bohaterów. Ofiaruję swoje ciało, aby całym sobą okazać solidarność z nimi i aby wyrazić swój żal przez ten najwyższy z tantrycznych honorów ofiarowania własnego ciała. Nie chcę w ten sposób pozyskać dla siebie sławy ani chwały.”

Analiza tego, jak wietnamski mistrz buddyjski Thích Nhất Hạnh opisał samospalenia w Wietnamie w latach sześćdziesiątych XX wieku może pomóc lepiej zrozumieć słowa Sobhy Tulku. W 1965 roku w liście do działacza na rzecz praw obywatelskich, Martina Luthera Kinga Juniora, Thích Nhất Hạnh tłumaczył:

„Wierzę całym sercem, że mnisi, którzy się podpalili, nie chcieli doprowadzić do śmierci swoich prześladowców, a jedynie do zmiany w ich polityce. Ich wrogami nie byli ludzie, ale nietolerancja, fanatyzm, dyktatura, chciwość, nienawiść i dyskryminacja, które kryją się w sercu człowieka.”

Sobha Tulku podzielał te odczucia: „Oddaję swoje ciało jako ofiarę światła, by rozproszyła mrok i uwolniła wszystkie istoty od cierpienia.”

Tybetańczycy, którzy dokonali aktu samospalenia, wyrazili swój sprzeciw wobec politycznej, kulturalnej, religijnej i społecznej niesprawiedliwości, której korzenie sięgają tak głęboko, że nie zrekompensuje jej jakikolwiek postęp materialny. Opublikowany 31 stycznia 2012 roku na łamach New York Times artykuł „Polityka godności” autorstwa amerykańskiego felietonisty Thomasa L. Friedmana, choć poświęcony Egipcie i Rosji, można odnieść także do sprawy Tybetu. Friedman pisał:

„Wybuchy polityczne w obydwu krajach nie są wynikiem żadnej konkretnej ideologii, ale raczej zupełnie ludzkiego odruchu dążenia do godności i sprawiedliwości. Upokorzenie jest siłą najbardziej niedocenianą w polityce. Ludzie zniosą biedę, głód i ból. Będą wdzięczni za miejsca pracy, samochody i świadczenia. Ale jeżeli otwarcie każe im się bez końca brać udział w ustawionej grze albo traktuje się ich jak bydło przekazywane z rąk przywódcy do rąk jego syna albo innego polityka, w końcu coś w nich wybuchnie.”

W pewnym sensie obecne przypadki samospaleń mogą być kształtującą się właśnie nową formą tybetańsko-buddyjskiej teologii wyzwolenia. Zgodnie z wykładnią ojca Gustavo Gutiérreza, zakonnika peruwiańskiego, któremu przypisuje się termin teologii wyzwolenia, jest ona skupiona wokół idei emancypacji ludzi ubogich, żyjących na marginesie społeczeństwa, dręczonych przez „tych, którzy ograniczają ich zdolność do rozwoju w wolności i godności”. Także Deane William Ferm, badacz w dziedzinie religioznawstwa, w „Teologiach wyzwolenia trzeciego świata” (ang. „Third World Libertation Theologies”) pisze, że teologia wyzwolenia „podkreśla wyzwolenie z wszelkiego ucisku: społecznego, gospodarczego, politycznego, rasowego, płciowego, środowiskowego, religijnego”. Te formy prześladowania są integralnymi częściami okoliczności, w jakim tybetańscy buddyści dokonali aktów samospalenia.

Ojciec Gutiérrez wspominał również o „obserwowaniu kilku nowych przejawów teologii tej w innych kontekstach i na innych kontynentach – w Ameryce Północnej, Ameryce Łacińskiej, Afryce i Azji.” Obecnie mamy do czynienia z wersją tybetańską teologii wyzwolenia, zbliżoną do „buddyzmu zaangażowanego” wyznawanego przez buddyjskich działaczy politycznych m.in. na Sri Lance, w Tajlandii czy Wietnamie.

Rewolucja campy 
Rządy różnych państw także zwracają uwagę na to, jak rozwija się sytuacja w Tybecie. Choć tygodnik Time umieścił tybetańskie samospalenia na liście dziesięciu najważniejszych wydarzeń roku 2011, które zostały najsłabiej odnotowane w mediach („Top 10 Underreported Stories”), informacje, jakimi dysponujemy, wskazują, że w rzeczywistości zajścia te wywołały gorącą dyskusję w kręgach rządowych w wielu stolicach, a także w ambasadach tych państw w Pekinie. Władze są przede wszystkim zaniepokojone możliwymi scenariuszami dalszych wydarzeń. Kiedy miały miejsce ostatnie samospalenia, specjalny wysłannik Komunistycznej Partii Chin odbywał właśnie wizytę w Niemczech; usiłował wtedy przeforsować w niemieckim rządzie punkt widzenia partii.

Rzeczywiście jeśli obecne samospalenia miałyby być zapowiedzią radykalnego ruchu tybetańskiego, to rząd chiński jest w ogromnym błędzie, sądząc, że nurt ten można zatrzymać poprzez nakładanie restrykcji dotyczących przepływu osób albo Internetu i innych środków komunikacji. Tybetańczycy będą poszukiwać różnych sposobów, aby zabrać głos – i znajdą je. Po powszechnym powstaniu tybetańskim w 2008 roku chińskie władze uznały, że wyjściem z sytuacji było stłumienie zamieszek siłą. Jednak samospalenia wyraźnie pokazały, że nie było to trwałe rozwiązanie problemu. Dlatego też ostre ograniczenia nakładane przez Chińczyków w ostatnim czasie doprowadzą jedynie do nasilenia poczucia niesprawiedliwości i dyskryminacji wśród Tybetańczyków. Pomijając dążenia polityczne, tak długo, jak Tybetańczykom będzie się odbierać możliwość życia na zasadach równości, poszanowania i godności, będą oni podejmować wszelkie działania, by dać ujście swoim uczuciom – to oczywiste.

Chiński pisarz, Wan Lixiong, zaproponował niedawno ciekawe rozwiązanie w zamieszczonym w Internecie tekście pt. „Co pozostaje poza samospaleniem?”. Wang pisze, że trzeba pokazać Tybetańczykom sposób na znajdowanie odpowiedzi. Uważa, że „zażegnywanie kryzysu w Tybecie należy zacząć od przyznania niezależności na poziomie lokalnym”. Odwołuje się przy tym do ostatnich wydarzeń w wiosce Wukan w prowincji Guangdong, gdzie ludność poprzez ruch oddolny uzyskała prawo wyboru lokalnych władz. Wang napisał:

„Miejscowości tybetańskie mają takie same uwarunkowania, jak Wukan. Jeśli to samo uda się jednej tybetańskiej wsi, to już będzie sztandarowy początek. Jeśli dziesięciu wsiom – to będzie jak płomień w ciemności. A jeśli stu wsiom – dla Tybetu wzejdzie prawdziwa autonomia, by objąć cały kraj.”

Oczywiście Tybetu nie można porównać do żadnej innej chińskiej prowincji, a buddyzm tybetański to nie chrześcijaństwo. Jak w listopadzie 2011 roku Christian Caryl napisał dla czasopisma „Foreign Policy”, „historia serii samospaleń jako aktów politycznych pokazała, że ich następstwa trudno przewidzieć. Podpalenie się może doprowadzić do protestów politycznych na szeroką skalę, ale wcale nie musi.”

Thupten Ngodup
Tybetańczycy powinni rozważyć te ostrzeżenia. Kiedy w 1998 roku pierwszy Tybetańczyk, Thupten Ngodup, dokonał samospalenia, doprowadziło to do głębokiej refleksji wśród jego rodaków. Autor niniejszego tekstu, pisząc wtedy dla serwisu „Tibetan Review”, ostrzegał przed reakcjami, poprzez które mimowolnie gloryfikuje się śmierć:

„Działanie Thuptena Ngodupa wynikało z odwagi płynącej z jego przekonań. Inna interpretacja, kładąca nacisk na krótkotrwałe cele polityczne, nie oddawałaby sprawiedliwości Thuptenowi wobec jego decyzji. Nie powinniśmy uznać tego posunięcia za wzór... do naśladowania przez innych Tybetańczyków walczących o wolność.”

Stwierdzenia te są aktualne także i dziś.

Jednak podobnie jak samospalenia dokonywane przez Wietnamczyków stały się symbolem wietnamskiego oporu, tak samospalenia Tybetańczyków symbolizują radykalizację tybetańskiej walki i zwrot w działaniach. Świat tybetańskich mediów nazwał serię samospaleń „rewolucją campy”, nawiązując do mąki z prażonego jęczmienia, stanowiącej podstawowe pożywienie Tybetańczyków. W grudniu 2011 roku ukazał się raport ujawniający, że Tapey, mnich wspomniany powyżej, którego miejsce pobytu ukrywano, był poddawany leczeniu w chińskim szpitalu wojskowym. Może Tapey dojdzie do zdrowia, ale mające teraz miejsce samospalenia mogą być tylko wierzchołkiem góry lodowej. Cała reszta oraz to, jak sobie z nią radzić – to wyzwanie zarówno dla narodu tybetańskiego, jak i dla chińskiego rządu.

* * *
Poniższy artykuł został pierwotnie opublikowany przez serwis Himal.

Bhuchung K. Tsering jest wiceprzewodniczącym International Campaign for Tibet (Międzynarodowa kampania na rzecz Tybetu) oraz komentatorem zajmującym się tematyką Tybetu.

Tłumaczenie: MP
Tłumaczenia wszystkich fragmentów książek i artykułów – własne.

22 grudnia 2010

Jak rozumiem oświadczenie Dalajlamy w sprawie przejścia na emeryturę

Artykuł zamieszczony przez Bhuchunga K. Tseringa w Recent Posts oraz na oficjalnym blogu International Campaign for Tibet (ICT), po wypowiedziach Jego Świątobliwości Dalajlamy na temat "emerytury", które publikowały także polskie media. Choć Dalajlama wyjaśnił ostatnio intencje swojej wypowiedzi (tekst na naszej stronie www.dalajlama.info.pl i informacja także pojawiła się w mediach), publikujemy komentarz ze względu na wagę tego tematu.



Ostatnie oświadczenie Dalajlamy dla mediów, zapowiadające jego decyzję przejścia na emeryturę wywołało spore zamieszanie wśród obserwatorów Tybetu na wszystkich szczeblach. Nie mam wątpliwości, że przede wszystkim rząd chiński, ale także rządy wszystkich zainteresowanych krajów rozważają implikacje takiego posunięcia. Chiny już teraz badają grunt zapoznając się z opiniami „ekspertów” odnośnie wspomnianego oświadczenia. Chińczycy, jak należało się spodziewać, uważnie śledzą przebieg wydarzeń i publicznie przedstawiają wypowiedzi Dalajlamy w tej sprawie w porządku chronologicznym.

Przede wszystkim jednak, kiedy Dalajlama mówi o swoim odejściu na emeryturę, to nie powinno się tego traktować, jak standardowego wycofania się z życia publicznego przeciętnego polityka, czy jakiejś osobistości międzynarodowej. Ostatnie oświadczenie Dalajlamy powinno być postrzegane w kontekście jego opisu historycznej odpowiedzialności przypisanej do urzędu, jak również z perspektywy zmian, jakim urząd ów podlegał w ostatnich latach. Jak sam wyjaśnia, z historycznego punktu widzenia Dalajlama jest zarówno duchowym, jak i świeckim przywódcą Tybetu. Chociaż przywództwo świeckie ogranicza się do narodu tybetańskiego, to już przywództwo duchowe rozciąga się na wszystkich wyznawców buddyzmu tybetańskiego, którzy uważają go za uosobienie Bodhisattvy Współczucia. Jego duchowi wyznawcy to tradycyjnie Tybetańczycy, buddyści z regionu wzdłuż Himalajów, a także buddyści z Mongolii oraz rosyjskich republik Burjacji, Kałmucji i Tuwy (opisuję to w artykule - „Dalajlama naucza setki buddystów” zgromadzonych w Dharamsali, a pochodzących ze wspomnianych wyżej rejonów Federacji Rosyjskiej). W okresie po 1959 roku na całym świecie jest kilka tysięcy wyznawców buddyzmu tybetańskiego, którzy czczą Dalajlamę jako swego duchowego przywódcę.



W 2001 roku po ustanowieniu systemu bezpośrednich wyborów Kalona Tripy, przewodniczący Gabinetu Tybetańskiego oraz de facto szef Centralnej Administracji Tybetańskiej uzyskał większość władzy politycznej. Dalajlama uważa, że mniej więcej od tamtej chwili przestał pełnić rolę świeckiego przywódcy.

W związku z tym, jego ostatnie oświadczenie jest dla mnie kolejnym krokiem prowadzącym do większego sformalizowania procesu transformacji odpowiedzialności przypisanej do długoletniego urzędu Dalajlamy. Jego Świątobliwość mówi o potrzebie przedyskutowania tych kwestii z Parlamentem Tybetańskim na Uchodźstwie, który jest najważniejszym organem decyzyjnym w systemie administracji tybetańskiej na uchodźstwie. Następna sesja parlamentu wyznaczona jest na marzec roku 2011.

Nawet jeśli Dalajlama zdecyduje się na emeryturę, to jak mówi, będzie on nadal aktywny w sferze publicznej, głównie dotyczy to kontynuacji jego pracy na rzecz promowania wartości ogólnoludzkich oraz harmonii religijnej.

W szerszej perspektywie, biorąc pod uwagę, że Dalajlama cieszy się lojalnością i zaufaniem Tybetańczyków zwłaszcza tych z Tybetu, nie przewiduję specjalnych zmian w przyszłości. Dalajlama będzie nadal postrzegany przez naród tybetański jako ich rzecznik niezależnie od zmian, jakie zajdą z tytułu jego politycznej roli na uchodźstwie. Nie zmniejszy się też jego rola jako autorytetu moralnego w sprawach Tybetu. Jak skomentował to jeden z chińskich komentatorów pracujących dla rządu, Dalajlama właściwie nie może przejść na emeryturę. Będzie on nadal stanowił siłę, z którą należy się liczyć.

Pisząc o tym, mam na myśli wpływ powyższej decyzji na polityczny ruch Tybetańczyków na uchodźstwie. Przede wszystkim nowy Kalon Tripa będzie musiał zmierzyć się z nowymi wyzwaniami w roku 2011, jeśli rozmowy Dalajlamy z przedstawicielami Parlamentu Tybetańskiego zakończą się oficjalnym ogłoszeniem jego decyzji o przejściu na emeryturę. Osoba na tym stanowisku będzie zmuszona przejąć więcej obowiązków, działać w bardziej zdecydowany sposób, nie będzie też mogła przekazywać już żadnych spraw w ręce Dalajlamy. Podobnie stanie się z systemem administracji tybetańskiej na uchodźstwie, w tym z wieloma instytucjami powiązanymi z Dalajlamą, które w związku z zapowiadanymi zmianami będą musiały poddać się reorganizacji.

Tybetańczycy na uchodźstwie będą również musieli przestawić się na inny sposób myślenia oraz przystosować do nowej rzeczywistości. Dalajlama próbuje od jakiegoś czasu uniezależnić od siebie Tybetańczyków i jego oświadczenie jest jednym z posunięć prowadzących do tego celu. Według niektórych brak obecności Dalajlamy w strukturach rządowych w ostatecznym rozrachunku nie zaszkodzi sprawie Tybetańczyków. Oświadczenie Dalajlamy stanie się prawdziwym wyzwaniem i zachętą dla innych osób, aby stanęły na wysokości zadania oraz, aby odegrały znaczącą rolę w przygotowaniu społeczeństwa tybetańskiego na nadchodzące zmiany. To będzie czas przekuwania słowa w czyny.

W wymiarze międzynarodowym stosunek rządów wobec Dalajlamy będzie teraz mógł opierać się o dużo prostsze oraz znacznie bardziej przejrzyste zasady niż to się działo w przeszłości. Do tej pory wiele rządów miało problem z uznaniem Dalajlamy jako politycznego przywódcy i formalnie traktowało go wyłącznie jako przywódcę duchowego. Obecnie, kiedy to Dalajlama myśli o zrzeczeniu się wszelkiej formalnej władzy politycznej (jeśli rzecz jasna polityka nie upomni się o niego), rządy państw powinny mieć z nim znacznie łatwiejsze relacje.

Przede wszystkim jednak oświadczenie to wpłynie na sposób traktowania Dalajlamy przez przywódców chińskich. Jego dobrowolne zrzeczenie się wszelkiej formalnej władzy politycznej będzie stanowiło niemałe wyzwanie dla ich politycznej strategii w stosunku do tego urzędu. Mogą oni zostać złapani w pułapkę paradoksu logicznego rodem z „Paragrafu 22”. Z jednej bowiem strony nie chcą przecież, aby Dalajlama miał jakikolwiek wpływ polityczny na naród tybetański, jednak z drugiej strony jego oświadczenie jest dla nich czymś równie niepożądanym.

Tak więc za oświadczeniem Dalajlamy w sprawie jego całkowitego przejścia na emeryturę może kryć się o wiele więcej, aby zobaczyć jak rozwinie się sytuacja, będziemy musieli poczekać jeszcze kilka miesięcy.

30 listopada 2010 roku


Źródło: zdjęcia oraz tekst oryginalny na stronie internetowej Recent Posts.
Tłumaczenie: IK


Nota o autorze: Bhuchung K. Tsering. Wiceprezes ds. Programów Specjalnych.

Bhuchung K. Tsering urodził się w Tybecie. Jego rodzina uciekła do Indii w roku 1960 w wyniku inwazji chińskich komunistów. Studiował w Indiach, a w 1982 roku otrzymał tytuł licencjata z literatury angielskiej na Uniwersytecie w Delii. Początkowo pracował jako reporter dla dziennika indyjskiego „Indian Express” w New Delhi po czym w styczniu 1984 roku dołączył do Tybetańskiego Rządu na Uchodźstwie z siedzibą w Daramsali w Indiach. Obecnie pracuje jako wydawca Tibetan Bulletin (Biuletyn Tybetański), który jest oficjalnym organem prasowym Rządu Tybetańskiego. W 1995 roku został członkiem The International Campaign for Tibet (Międzynarodowa Kampania na rzecz Tybetu) w Waszyngtonie, a obecnie sprawuje funkcję wiceprezesa ds. Programów Specjalnych nadzorując programy otwarcia na Chiny oraz programy pomocowe dla Tybetu. Wielokrotnie przemawiał na rzecz Tybetu na wielu uczelniach, jak również podczas spotkań organizowanych przez Amnesty International. Jest felietonistą w miesięczniku tybetańskim Tibetan Review, a jego artykuły na temat Tybetu były zamieszczane w prasie indyjskiej, nepalskiej, tybetańskiej, szwajcarskiej i amerykańskiej.